Miłego czytania! ♥
Atmosfera
w tym pomieszczeniu była nadzwyczajnie napięta, nigdy tak się nie czułam.
Spojrzałam na nich obojętnym wzrokiem, nie zważając na ich poprzednie
zdanie. Co niby miało oznaczać? Zabójcy? Detektywi? Nic z tego nie zrozumiałam.
Odwróciłam wzrok i przeniosłam go na telewizor, gdzie leciał niezbyt ciekawy
program. Usłyszałam jak odsuwają krzesła i na nich siadają. Czemu oni nadal
tutaj są?
-Ekhem.. Mogłabyś na nas spojrzeć? -miło zapytał się chłopak, lecz
zignorowałam go i dalej oglądałam serial. Kątem oka zauważyłam, że
zaczęli się denerwować i tak miało być. Chciałam, żeby szybko sobie poszli i
mieć święty spokój, lecz tak nie mogło być.
Do mojego ucha doszły pojedyncze rozmowy tych chłopaków, jak i ludzi w tym pokoju. Nagle jeden wstał, na moje oko był w moich wieku i wyszedł z pomieszczenia cały zdenerwowany. Zostałam sama na sam z starszym od siebie chłopakiem. Niechętnie na niego spojrzałam, chyba uradował się na to, ponieważ zauważyłam w jego oczach tajemniczy błysk. Mogłam tego nie robić i dalej go ignorować, jaka ja jestem naiwna.
-Wysłuchasz tego, co mam Ci do
powiedzenia?
-Jeśli to nie będzie nudne, to
tak..
-Cieszę się.. -Przerwał na chwilę, poprawił się
na krześle, wziął głęboki oddech i zaczął dalej kontynuować. -Na początek się może przedstawię.
Nazywam się Bang YongGuk i jestem liderem zespołu B.A.P, kojarzy Ci się ta
nazwa? -Po moim
wzroku zrozumiał, że nie znam. -Więc
tak, nie wiem jak mam to powiedzieć.. Em.. mm.. Zanim miałaś '' wypadek '',
byliśmy bardzo ze sobą zżyci. Wszędzie razem, nigdy się nie rozdzielaliśmy, do
pewnego momentu. Wolę go nie opisywać, bo poleżysz sobie dłużej w szpitalu, a
tego chyba nie chcesz. W skrócie to powiem, ja dążyłem do celu i Ciebie
wykorzystałem. Rozumiesz? Za pewnie tak, bo przeczytałaś to.. -Wskazał głową na zeszyt, który
leżał na szafce. Szybko wzięłam go do ręki i otworzyłam na tej stronie.
Spojrzałam z niedowierzaniem na tekst i na niego. -Tak, jestem tym chłopkiem..
Przyszedłem tutaj, ponieważ chciałem przeprosić i odnowić naszą dawną
przyjaźń.. Wybaczysz mi? -Spytał
się mnie i zrobił minę typu szczeniaka. Jak ja nie lubiłam takiego czegoś..
Odwróciłam głowę i wtedy zebrałam w sobie odwagę.
-Przepraszam, ale chciałabym
najpierw wysłuchać tamtego chłopaka.. Rozumiem Cię, lecz wiesz.. -Bang nie mówiąc żadnego słowa,
wyszedł z pomieszczenia i wszedł on. Jeśli on także jest zapisany w zeszycie..
Chyba zwariuje..
Wysoki nastolatek wszedł do pokoju z ponurą miną. Usiadł obok mnie i spojrzał na mnie swoimi tajemniczymi oczami. Przeszły mnie małe ciarki po plecach. Obróciłam głowę w jego kierunku i zagłębiłam się w jego wzroku, coś miał w sobie, lecz tego nie umiałam opisać.
Przez
dłuższą chwilę nikt się do siebie nie odzywał, nie umiał pozbierać zdań. Nic,
totalna pustka. Nawet, jeśli ja gdzieś indziej błądziłam wzrokiem to czułam
jego spojrzenie na sobie. Usłyszałam jak wymawia bardzo ciche słowa, które były
dla mnie niezrozumiałe. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam jego postać
blisko siebie, można by powiedzieć, że siedział mi na łóżku. Odsunęłam się
kawałek, nie byłam nawet na to przygotowana.
-Słyszałam jak wypowiadasz jakieś
słowa, mogę usłyszeć to jeszcze raz? -Widziałam,
że wahał się powiedzieć, lecz w końcu zebrał się na odwagę i otworzył swe lekko
popękane usta.
-Em.. Może najpierw powiem, kim
jestem? Więc jestem Choi JunHong, lecz w skrócie Zelo. Należę do zespołu B.A.P
tak jak poprzedni gość, tylko, że ja jestem tam najmłodszy. Ale przejdźmy
lepiej do szczegółów. Zanim wydarzył się ten okropny '' wypadek '', byliśmy razem,
jako para. Lecz coraz bardziej zaczynała się psuć ta mocna więź, którą
stworzyliśmy. W końcu zerwaliśmy, ale wcześniej padło trochę rękoczynów. Za co
bardzo przepraszam, nie wiedziałem jak się to wtedy potoczy, ale także byłem
bardzo głupi. Przyszedłem tutaj po to, bo się martwiłem, ale także żeby za
przeszłe czyny przeprosić i odnowić naszą więź.. Wybaczysz? -Zapytał się słodko i przybliżył
się do mnie. Nie miałam jak się przesunąć, ponieważ od razu miałam brzeg łóżka,
a gdybym to zrobiła spadłabym na zimną podłogę. A moje ciało już chyba tego nie
zniesie.
Spojrzałam
prosto w jego oczy, były bardzo przekonywujące, co do tych słów. Ale co ja
miałam zrobić? Nie znam ich, nawet nie przypominam sobie czegoś z przeszłości.
Mam totalną pustkę w głowie, nie wiem, co powinnam w takiej chwili zrobić.
Przez kilka sekund myślałam nad tym, co mogę powiedzieć. W końcu wpadłam na
świetny pomysł, szybko zebrałam się na odwagę i wypowiedziałam te krótkie
zdania.
-
Przepraszam, ale czy moglibyście jutro
przyjść mnie odwiedzić? Dzisiaj zbytnio nie czuję się dobrze.. – Zamiast
patrzeć na jego oczy, powędrowałam wzrokiem gdzieś indziej. Oby te słowa były
przekonywujące. Nie odpowiedział ani słowa, tylko wstał i wyszedł za drzwi.
Myślałam, że to koniec, lecz tak się nie stało.
Nie
weszli pojedynczo, ale razem. Obaj usiedli na końcu łóżka, chciałam ich
wygonić, lecz zabrakło mi języka w buzi. Nie miałam nawet siły wydusić, chociaż
jednego zdania. Błądziłam swym wzrokiem wszędzie, dosłownie. Nie chciałam na
nich patrzeć, jedynie, co chciałam, to święty spokój. Nikt nie chce mi dać tego,
co ja pragnę, a wtedy robię się powoli zła.
-
Jun.. Wiem, że to, co powiedziałaś
młodszemu miało być w celu, żebyśmy sobie już poszli, prawda? – Nawet nie
musiałam kiwać głową, bo już wiedział, jaka jest moja odpowiedź. –Tak myślałem, ale zanim sobie pójdziemy ku
Twojemu szczęściu, musimy Ci coś wręczyć. – Zaciekawiona spojrzałam na jego
osobę. Zza pleców wyciągał dwa duże, stare, pokryte kurzem książki. Ciekawe ile
one mają lat.. Mniejsza z tym. Położył album na moich nogach, które aktualnie
były przykryte cienką, puszystą kołdrą.
-
Proszę Cię Jun, abyś przeglądnęła wszystkie,
co do jednej strony. Kilka kartek może być potarganych, ale da się przeczytać.
Jak jutro tutaj ponownie Ciebie odwiedzimy, oddasz nam to. Jest to dla nas
bardzo ważne, tak jakby mała cenna pamiątka. – Powiedział młodszy. Skinęłam
tylko głową na znak tak, wstali z
łóżka i skierowali się do wyjścia. Nareszcie miałam swój wymarzony spokój! Ale
szybko sobie przypomniałam, że muszę przeglądnąć te oto książki, które były
dość.. Grube..
Wzięłam
jedną do ręki, otworzyłam ją na pierwszej stornie. Byłam bardzo ładnie
ozdobiona, może z wyglądu była stara, ale w środku strasznie zadbana. Na
początku był tak zwany prolog. Ktoś opisywał, co będzie znajdowało się w tym
małym dzienniczku. Na końcu pierwszej strony był podpis, który był trochę
niestaranny, lecz dało się rozczytać Bang YongGuk .
Czyli od niego będę czytała książkę. Gdy spojrzałam przelotnie na pozostałe
strony.. Czeka mnie wielka przygoda..
~~*
1 godzina później *~~
Gdy skończyłam czytać pierwszą książkę, odłożyłam ją na
półkę. To, co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Nie wiedziałam, że takie życie
kiedyś miałam, nawet o tym nie marzyłam. Było tam wszystko szczegółowo opisane,
zdjęcia były wklejone, były chwile szczęśliwe jak i smutne.. Wszystko tam było.
Pokiwałam głową, aby szybko się tego pozbyć. Nie
chciałam doprowadzić się do tego stanu, co miałam w domu, dłużej bym wtedy
leżała w szpitalu. Spojrzałam przez okno, powoli robiło się ciemno, a światło w
tym pomieszczeniu niezbyt było przyjemne dla moich oczów. Jutro przeczytam
następną z samego rana za pewnie, ponieważ pielęgniarki będą mierzyły mi
temperaturę czymś elektrycznym..
Ustawiłam sobie poduszkę tak abym miała jak
najwygodniej, opatuliłam się kołdrą, zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia
morfeusza.
~~*
8 godzin później *~~
Obudziły mnie dość głośne szepty pielęgniarek, które
stały obok mojego łóżka. Nie chciałam nawet wstać, a co dopiero otworzyć swe
zaspane oczy. Powoli traciłam cierpliwość do tego, że one ciągle plotkują przy
mnie. Chyba nie wiedzą, że takie coś może obudzić pacjenta… W końcu skończyły
rozmawiać i zmierzyły mi temperaturę, później jeszcze podchodziły do innych
osób, żeby zrobić to samo. Kiedy słyszałam, że są przy ostatnim łóżku, powoli otworzyłam
swe oczy, które jeszcze ledwo, co widziały. Wyszły. Spokój, lecz nie
całkowicie. Wstałam do pół siadu, aby sprawdzić, kto tak głośno chrapie.
Wzrokiem błądziłam po Sali i w końcu znalazłam przyczynę, ostanie łóżko –
starsza Pani. Spojrzałam przez okno, które nie było zakryte zasłoną. Pora
wskazywała na to, że jest jeszcze pora do spania. Jeśli położyłam się spać o
21, to musi być teraz około 4 nad ranem..
Zrezygnowana położyłam się i spojrzałam w sufit. Był
strasznie ciekawy, ciemne plamy przed oczami, lecz za dnia rażący biały.
Obróciłam głowę tak, żeby patrzeć na śpiących pacjentów. Do moich uszów doszły
rozmowy – pielęgniarki zbliżały się do tego pokoju. Niechętnie zamknęłam oczy i
ustawiłam się tak, jakbym spała. Powoli weszły do pomieszczenia głośno
plotkując. Ah.. Jakie to wkurzające.. Nie
mając, co robić tylko chodzić z jednego pokoju do drugiego i rozmawiając tak,
żeby obudzić śpiących ludzi..
Nie dość, że głośno szeptały to ponownie przy moim łóżku.
Czemu ja muszę mieć takie szczęście, którego tak bardzo nie chcę?
- Słyszałaś o tej
dziewczynie? Podobno miała bardzo ciężki wypadek zza młodu.. Biedaczka.
-
Nie chciałabym być na jej miejscu, teraz musi być to dla niej ciężkie.. Za
pewnie przychodzi nieświadomie do tego miejsca, słysząc i widząc dziwne
rzeczy.. Naprawdę niezwykły przypadek tu jest.. – Nie
mówcie mi, że one rozmawiają o mnie.. Obróciłam się na drugą stronę, aby dać im
znać, że powoli się budzę. Usłyszałam jak tylko coś cicho powiedziały i w
pośpiechu wyszły z pokoju. Otworzyłam szeroko oczy i usiadłam do pół siadu.
Ciągle myślałam o tym, co one właśnie powiedziały. Czy to dotyczyło mnie? Czy
może kogoś innego, lecz rozmawiały o tym przy moim łóżku… Przecież to głupie,
na pewno mówiły o mnie. Potrząsnęłam głową, żeby się tego pozbyć, ponieważ
powoli zaczęła mnie boleć.
Powoli wstałam z materaca i ruszyłam w kierunku drzwi.
Chciałam stąd wyjść, nie mogłam wytrzymać w tym pomieszczeniu. Będąc już na
korytarzu, skierowałam się w stronę łazienki. Przechodząc przez alejkę,
słyszałam głosy bólu, rozpaczy jak i zwykłych krzyków. Podeszłam do jednego z
okna, ukazywał mi się straszny obraz. Na łóżku, gdzie było pełno krwi, leżało
dziecko, które było zalane czerwoną mazią. Obok legowiska siedziała zapłakana
matka, która nerwowo krzyczała do synka. Przed łóżeczkiem stali lekarze jak i
pielęgniarki, lecz oni nie okazywali żadnego uczucia. Tego właśnie nie lubię w
szpitalach.. Odeszłam od okna, aby więcej na to nie patrzeć było to zbyt
straszne.
Weszłam do łazienki, zaświecając przy tym światło.
Zmęczonym krokiem podeszłam do lustra, byłam sama w tym pomieszczeniu.
Spojrzałam na swoje odbicie, wyglądałam okropnie. Włączyłam wodę, żeby sobie
opłukać twarz. Może to, chociaż pomoże mi. Gdy skończyłam tą czynność,
usłyszałam jakieś odgłosy. Obróciłam się wokół własnej osi, nikogo nie było,
ale nadal słyszałam szepty. Poważnie się wystraszyłam, pośpiesznym krokiem
skierowałam się do drzwi, były one zamknięte na klucz. Waliłam, kopałam,
krzyczałam, szarpałam, nic.. Nawet nie drgnęły, nikt nie przyszedł pomimo moich
jęków. Nagle światło zgasło.. Bałam się, tak bardzo się bałam.. Powoli z
rozpaczy osunęłam się pod drzwi. Ostrożnie podniosłam głowę, a przed sobą
zauważyłam postać. Oczy rozszerzyły się, z ust nie wydobył się żaden dźwięk.
Tajemnicza postać zaczęła powoli zbliżać się w moim kierunku i wydawała z
siebie jakieś jęki. Byłam całkowicie przerażona, serce aż podeszło mi do
gardła. Zjawa była całkowicie przede mną, podniosła swą kościstą rękę i
dotknęła mego policzka, a straszna twarz przybliżyła się do mojej. Czułam jej
oddech na swej buzi. Nagle poczułam lepką maź, która zaczęła spływać od czoła
aż dopiero skończyła swoją drogę na szarej podłodze. Przed sobą już nic nie ujrzałam,
moje oczy zamknęły się..
Cóż za zbieg okoliczności. Gdy myślałam o tym opowiadaniu, akurat dodałaś rozdział 6 ^.^
OdpowiedzUsuńJakie mroczne klimaty na koniec... Dobrze masz. Mi się właśnie ferie skończyły :(
OdpowiedzUsuń