sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 6

Nareszcie mam ferie~ W spokoju mogę sobie popisać kilka rozdziałów, chociaż nie wiem czy mi się to uda ;; Także muszę sie ciężko uczyć ;c Nie chcę tego~ Bardzo długo nie pisałam, za co przepraszam ><
Miłego czytania! ♥


Atmosfera w tym pomieszczeniu była nadzwyczajnie napięta, nigdy tak się nie czułam. Spojrzałam na nich obojętnym wzrokiem, nie zważając na ich poprzednie zdanie. Co niby miało oznaczać? Zabójcy? Detektywi? Nic z tego nie zrozumiałam. Odwróciłam wzrok i przeniosłam go na telewizor, gdzie leciał niezbyt ciekawy program. Usłyszałam jak odsuwają krzesła i na nich siadają. Czemu oni nadal tutaj są? 
-Ekhem.. Mogłabyś na nas spojrzeć? -miło zapytał się chłopak, lecz zignorowałam go i dalej oglądałam serial. Kątem oka zauważyłam, że zaczęli się denerwować i tak miało być. Chciałam, żeby szybko sobie poszli i mieć święty spokój, lecz tak nie mogło być.  

Do mojego ucha doszły pojedyncze rozmowy tych chłopaków, jak i ludzi w tym pokoju. Nagle jeden wstał, na moje oko był w moich wieku i wyszedł z pomieszczenia cały zdenerwowany. Zostałam sama na sam z starszym od siebie chłopakiem. Niechętnie na niego spojrzałam, chyba uradował się na to, ponieważ zauważyłam w jego oczach tajemniczy błysk. Mogłam tego nie robić i dalej go ignorować, jaka ja jestem naiwna. 
-Wysłuchasz tego, co mam Ci do powiedzenia? 
-Jeśli to nie będzie nudne, to tak..  
-Cieszę się.. -Przerwał na chwilę, poprawił się na krześle, wziął głęboki oddech i zaczął dalej kontynuować. -Na początek się może przedstawię. Nazywam się Bang YongGuk i jestem liderem zespołu B.A.P, kojarzy Ci się ta nazwa? -Po moim wzroku zrozumiał, że nie znam. -Więc tak, nie wiem jak mam to powiedzieć.. Em.. mm.. Zanim miałaś '' wypadek '', byliśmy bardzo ze sobą zżyci. Wszędzie razem, nigdy się nie rozdzielaliśmy, do pewnego momentu. Wolę go nie opisywać, bo poleżysz sobie dłużej w szpitalu, a tego chyba nie chcesz. W skrócie to powiem, ja dążyłem do celu i Ciebie wykorzystałem. Rozumiesz? Za pewnie tak, bo przeczytałaś to.. -Wskazał głową na zeszyt, który leżał na szafce. Szybko wzięłam go do ręki i otworzyłam na tej stronie. Spojrzałam z niedowierzaniem na tekst i na niego. -Tak, jestem tym chłopkiem.. Przyszedłem tutaj, ponieważ chciałem przeprosić i odnowić naszą dawną przyjaźń.. Wybaczysz mi? -Spytał się mnie i zrobił minę typu szczeniaka. Jak ja nie lubiłam takiego czegoś.. Odwróciłam głowę i wtedy zebrałam w sobie odwagę.        
-Przepraszam, ale chciałabym najpierw wysłuchać tamtego chłopaka.. Rozumiem Cię, lecz wiesz..  -Bang nie mówiąc żadnego słowa, wyszedł z pomieszczenia i wszedł on. Jeśli on także jest zapisany w zeszycie.. Chyba zwariuje..   

Wysoki nastolatek wszedł do pokoju z ponurą miną. Usiadł obok mnie i spojrzał na mnie swoimi tajemniczymi oczami. Przeszły mnie małe ciarki po plecach. Obróciłam głowę w jego kierunku i zagłębiłam się w jego wzroku, coś miał w sobie, lecz tego nie umiałam opisać. 

Przez dłuższą chwilę nikt się do siebie nie odzywał, nie umiał pozbierać zdań. Nic, totalna pustka. Nawet, jeśli ja gdzieś indziej błądziłam wzrokiem to czułam jego spojrzenie na sobie. Usłyszałam jak wymawia bardzo ciche słowa, które były dla mnie niezrozumiałe. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam jego postać blisko siebie, można by powiedzieć, że siedział mi na łóżku. Odsunęłam się kawałek, nie byłam nawet na to przygotowana. 
-Słyszałam jak wypowiadasz jakieś słowa, mogę usłyszeć to jeszcze raz? -Widziałam, że wahał się powiedzieć, lecz w końcu zebrał się na odwagę i otworzył swe lekko popękane usta.   
-Em.. Może najpierw powiem, kim jestem? Więc jestem Choi JunHong, lecz w skrócie Zelo. Należę do zespołu B.A.P tak jak poprzedni gość, tylko, że ja jestem tam najmłodszy. Ale przejdźmy lepiej do szczegółów. Zanim wydarzył się ten okropny '' wypadek '', byliśmy razem, jako para. Lecz coraz bardziej zaczynała się psuć ta mocna więź, którą stworzyliśmy. W końcu zerwaliśmy, ale wcześniej padło trochę rękoczynów. Za co bardzo przepraszam, nie wiedziałem jak się to wtedy potoczy, ale także byłem bardzo głupi. Przyszedłem tutaj po to, bo się martwiłem, ale także żeby za przeszłe czyny przeprosić i odnowić naszą więź.. Wybaczysz? -Zapytał się słodko i przybliżył się do mnie. Nie miałam jak się przesunąć, ponieważ od razu miałam brzeg łóżka, a gdybym to zrobiła spadłabym na zimną podłogę. A moje ciało już chyba tego nie zniesie.   

Spojrzałam prosto w jego oczy, były bardzo przekonywujące, co do tych słów. Ale co ja miałam zrobić? Nie znam ich, nawet nie przypominam sobie czegoś z przeszłości. Mam totalną pustkę w głowie, nie wiem, co powinnam w takiej chwili zrobić. Przez kilka sekund myślałam nad tym, co mogę powiedzieć. W końcu wpadłam na świetny pomysł, szybko zebrałam się na odwagę i wypowiedziałam te krótkie zdania.
- Przepraszam, ale czy moglibyście jutro przyjść mnie odwiedzić? Dzisiaj zbytnio nie czuję się dobrze.. – Zamiast patrzeć na jego oczy, powędrowałam wzrokiem gdzieś indziej. Oby te słowa były przekonywujące. Nie odpowiedział ani słowa, tylko wstał i wyszedł za drzwi. Myślałam, że to koniec, lecz tak się nie stało.

Nie weszli pojedynczo, ale razem. Obaj usiedli na końcu łóżka, chciałam ich wygonić, lecz zabrakło mi języka w buzi. Nie miałam nawet siły wydusić, chociaż jednego zdania. Błądziłam swym wzrokiem wszędzie, dosłownie. Nie chciałam na nich patrzeć, jedynie, co chciałam, to święty spokój. Nikt nie chce mi dać tego, co ja pragnę, a wtedy robię się powoli zła.
- Jun.. Wiem, że to, co powiedziałaś młodszemu miało być w celu, żebyśmy sobie już poszli, prawda? – Nawet nie musiałam kiwać głową, bo już wiedział, jaka jest moja odpowiedź. –Tak myślałem, ale zanim sobie pójdziemy ku Twojemu szczęściu, musimy Ci coś wręczyć. – Zaciekawiona spojrzałam na jego osobę. Zza pleców wyciągał dwa duże, stare, pokryte kurzem książki. Ciekawe ile one mają lat.. Mniejsza z tym. Położył album na moich nogach, które aktualnie były przykryte cienką, puszystą kołdrą.
- Proszę Cię Jun, abyś przeglądnęła wszystkie, co do jednej strony. Kilka kartek może być potarganych, ale da się przeczytać. Jak jutro tutaj ponownie Ciebie odwiedzimy, oddasz nam to. Jest to dla nas bardzo ważne, tak jakby mała cenna pamiątka. – Powiedział młodszy. Skinęłam tylko głową na znak tak, wstali z łóżka i skierowali się do wyjścia. Nareszcie miałam swój wymarzony spokój! Ale szybko sobie przypomniałam, że muszę przeglądnąć te oto książki, które były dość.. Grube..

Wzięłam jedną do ręki, otworzyłam ją na pierwszej stornie. Byłam bardzo ładnie ozdobiona, może z wyglądu była stara, ale w środku strasznie zadbana. Na początku był tak zwany prolog. Ktoś opisywał, co będzie znajdowało się w tym małym dzienniczku. Na końcu pierwszej strony był podpis, który był trochę niestaranny, lecz dało się rozczytać Bang YongGuk . Czyli od niego będę czytała książkę. Gdy spojrzałam przelotnie na pozostałe strony.. Czeka mnie wielka przygoda..


         
~~* 1 godzina później *~~

Gdy skończyłam czytać pierwszą książkę, odłożyłam ją na półkę. To, co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Nie wiedziałam, że takie życie kiedyś miałam, nawet o tym nie marzyłam. Było tam wszystko szczegółowo opisane, zdjęcia były wklejone, były chwile szczęśliwe jak i smutne.. Wszystko tam było.
Pokiwałam głową, aby szybko się tego pozbyć. Nie chciałam doprowadzić się do tego stanu, co miałam w domu, dłużej bym wtedy leżała w szpitalu. Spojrzałam przez okno, powoli robiło się ciemno, a światło w tym pomieszczeniu niezbyt było przyjemne dla moich oczów. Jutro przeczytam następną z samego rana za pewnie, ponieważ pielęgniarki będą mierzyły mi temperaturę czymś elektrycznym..
Ustawiłam sobie poduszkę tak abym miała jak najwygodniej, opatuliłam się kołdrą, zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia morfeusza.

~~* 8 godzin później *~~

Obudziły mnie dość głośne szepty pielęgniarek, które stały obok mojego łóżka. Nie chciałam nawet wstać, a co dopiero otworzyć swe zaspane oczy. Powoli traciłam cierpliwość do tego, że one ciągle plotkują przy mnie. Chyba nie wiedzą, że takie coś może obudzić pacjenta… W końcu skończyły rozmawiać i zmierzyły mi temperaturę, później jeszcze podchodziły do innych osób, żeby zrobić to samo. Kiedy słyszałam, że są przy ostatnim łóżku, powoli otworzyłam swe oczy, które jeszcze ledwo, co widziały. Wyszły. Spokój, lecz nie całkowicie. Wstałam do pół siadu, aby sprawdzić, kto tak głośno chrapie. Wzrokiem błądziłam po Sali i w końcu znalazłam przyczynę, ostanie łóżko – starsza Pani. Spojrzałam przez okno, które nie było zakryte zasłoną. Pora wskazywała na to, że jest jeszcze pora do spania. Jeśli położyłam się spać o 21, to musi być teraz około 4 nad ranem..

Zrezygnowana położyłam się i spojrzałam w sufit. Był strasznie ciekawy, ciemne plamy przed oczami, lecz za dnia rażący biały. Obróciłam głowę tak, żeby patrzeć na śpiących pacjentów. Do moich uszów doszły rozmowy – pielęgniarki zbliżały się do tego pokoju. Niechętnie zamknęłam oczy i ustawiłam się tak, jakbym spała. Powoli weszły do pomieszczenia głośno plotkując. Ah.. Jakie to wkurzające.. Nie mając, co robić tylko chodzić z jednego pokoju do drugiego i rozmawiając tak, żeby obudzić śpiących ludzi..
Nie dość, że głośno szeptały to ponownie przy moim łóżku. Czemu ja muszę mieć takie szczęście, którego tak bardzo nie chcę?
- Słyszałaś o tej dziewczynie? Podobno miała bardzo ciężki wypadek zza młodu.. Biedaczka.
- Nie chciałabym być na jej miejscu, teraz musi być to dla niej ciężkie.. Za pewnie przychodzi nieświadomie do tego miejsca, słysząc i widząc dziwne rzeczy.. Naprawdę niezwykły przypadek tu jest.. – Nie mówcie mi, że one rozmawiają o mnie.. Obróciłam się na drugą stronę, aby dać im znać, że powoli się budzę. Usłyszałam jak tylko coś cicho powiedziały i w pośpiechu wyszły z pokoju. Otworzyłam szeroko oczy i usiadłam do pół siadu. Ciągle myślałam o tym, co one właśnie powiedziały. Czy to dotyczyło mnie? Czy może kogoś innego, lecz rozmawiały o tym przy moim łóżku… Przecież to głupie, na pewno mówiły o mnie. Potrząsnęłam głową, żeby się tego pozbyć, ponieważ powoli zaczęła mnie boleć.

Powoli wstałam z materaca i ruszyłam w kierunku drzwi. Chciałam stąd wyjść, nie mogłam wytrzymać w tym pomieszczeniu. Będąc już na korytarzu, skierowałam się w stronę łazienki. Przechodząc przez alejkę, słyszałam głosy bólu, rozpaczy jak i zwykłych krzyków. Podeszłam do jednego z okna, ukazywał mi się straszny obraz. Na łóżku, gdzie było pełno krwi, leżało dziecko, które było zalane czerwoną mazią. Obok legowiska siedziała zapłakana matka, która nerwowo krzyczała do synka. Przed łóżeczkiem stali lekarze jak i pielęgniarki, lecz oni nie okazywali żadnego uczucia. Tego właśnie nie lubię w szpitalach.. Odeszłam od okna, aby więcej na to nie patrzeć było to zbyt straszne.

Weszłam do łazienki, zaświecając przy tym światło. Zmęczonym krokiem podeszłam do lustra, byłam sama w tym pomieszczeniu. Spojrzałam na swoje odbicie, wyglądałam okropnie. Włączyłam wodę, żeby sobie opłukać twarz. Może to, chociaż pomoże mi. Gdy skończyłam tą czynność, usłyszałam jakieś odgłosy. Obróciłam się wokół własnej osi, nikogo nie było, ale nadal słyszałam szepty. Poważnie się wystraszyłam, pośpiesznym krokiem skierowałam się do drzwi, były one zamknięte na klucz. Waliłam, kopałam, krzyczałam, szarpałam, nic.. Nawet nie drgnęły, nikt nie przyszedł pomimo moich jęków. Nagle światło zgasło.. Bałam się, tak bardzo się bałam.. Powoli z rozpaczy osunęłam się pod drzwi. Ostrożnie podniosłam głowę, a przed sobą zauważyłam postać. Oczy rozszerzyły się, z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Tajemnicza postać zaczęła powoli zbliżać się w moim kierunku i wydawała z siebie jakieś jęki. Byłam całkowicie przerażona, serce aż podeszło mi do gardła. Zjawa była całkowicie przede mną, podniosła swą kościstą rękę i dotknęła mego policzka, a straszna twarz przybliżyła się do mojej. Czułam jej oddech na swej buzi. Nagle poczułam lepką maź, która zaczęła spływać od czoła aż dopiero skończyła swoją drogę na szarej podłodze. Przed sobą już nic nie ujrzałam, moje oczy zamknęły się.. 

2 komentarze:

  1. Cóż za zbieg okoliczności. Gdy myślałam o tym opowiadaniu, akurat dodałaś rozdział 6 ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie mroczne klimaty na koniec... Dobrze masz. Mi się właśnie ferie skończyły :(

    OdpowiedzUsuń