niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 3

Zawitał do nas nowy rok, może przyniesie mi coś czego nie miałam w tamtym? >//< Jakie ja mam marzenia...
Na nowy rok, chociaż jest już kilka dni.. Chciałam was przywitać nowym, następnym rozdziałem ^^ 
Miłego czytania~ ♥


Odłożyłam na bok zeszyt i położyłam się. Zamknęłam na chwile oczy w moich myślach pojawiło się tylko jedno zdanie Kim jest ten chłopak? Nie umiałam się tego pozbyć, nawet, jeśli o tym zapomniałam zaraz to mi przychodziło.. 
- Może coś mama lub Tae będą wiedzieli? - zeszłam z łóżka i poszłam do salonu. Gdy weszłam do pomieszczenia wszystko było posprzątane, bez grama kurzu. Cud się stał.. Otworzyłam szerzej oczy by dokładniej się przyjrzeć, chłopcy spali na podłodze. Chyba byli bardzo zmęczeni tym. Podeszłam do dużej, białej szafy i wyciągnęłam kilka koców, obróciłam się na pięcie i do każdego podchodziłam, aby przykryć kocykiem. 

Chociaż narozrabiali spisali się bardzo dobrze. Weszłam do kuchni, otworzyłam szafkę i wzięłam do dłoni dużą miskę. Położyłam naczynie na blacie i tym razem poszłam po słodkości. Wsypałam kilka opakowań, puste torebki wyrzuciłam, a miseczkę zaniosłam do salonu. Cicho położyłam na stole i ponownie wróciłam do poprzedniego pomieszczenia. Wyciągnęłam pięć szklanek, nalałam do nich sok pomarańczowy. Do dłoni wzięłam nóż i zaczęłam kroić owoce, które później ułożyłam na dużym talerzu. Wszystko, co przygotowałam położyłam na tackę, którą później trzymałam w rękach. Zaniosłam do pokoju, gdzie jeszcze chłopcy spali, położyłam naczynie na stoliku i zostawiłam tak. Sama za to zaczęłam szukać karteczki, po kilku minutach znalazłam, do dłoni wzięłam długopis i napisałam krótką wiadomość.

Wspięłam się na schody i skierowałam się do pokoju. Zamknęłam drzwi, podeszłam do szafy i zaczęłam grzebać w ciuchach. Po długim poszukiwaniu, znalazłam. Ubrałam się w to, swe kroki kierowałam do lustra, aby się przejrzeć.
- Nie tak źle, ale jest coś dziwnego.. Przecież nigdy nie kupowałam takich ubrań. - obróciłam się wokół własnej osi. Sukienka była w kolorze lekkiego beżu, idealnie na mnie leżała, tak jakby ktoś miał moje wymiary. Krój miała w moim guście, czyli do brzucha była lekko dopasowana, a od bioder powiewała. Uwielbiam takie sukienki, ale skąd ona się wzięła w mojej szafie? Święty Mikołaj przyniósł?
- Kobieto, opanuj się. Przecież jest lato... - pokręciłam głową zażenowana swoją głupotą. 

Więcej się już nad tym nie zastanawiając, zabrałam się za makijaż. Nie lubiłam zbyt widocznego ani też mało zauważalnego. Czasem trudno mnie zrozumieć.. Wzięłam do dłoni eyeliner w pisaku i zaczęłam malować na górnej linii wodnej oka. 

Po skończonym '' zabiegu '', wzięłam do ręki telefon wraz z słuchawkami i zeszłam na dół. Chłopcy nadal spali jak zabici, więc po cichu wyszłam z domu. Zamknęłam lekko drzwi i wyszłam na świat. Już dawno nie byłam na świeżym powietrzu, a dokładniej mówiąc nigdzie nie wychodziłam. Bałam się, że mogę kogoś spotkać z szkoły.. Wtedy by się rozpętało piekło. 

Włożyłam słuchawki do uszu i zagłębiłam się w muzykę, płynącą z głośników. Nie zwracałam na nikogo uwagi, na ich spojrzenia, miny, postawę i śmiechy za plecami. Czy ja jestem odrażająca? Przecież nie każdy rodzi się wspaniały...

Rozglądnęłam się po mieście, szukając czegoś ciekawego, lecz nic nie znalazłam. Nagle zauważyłam park, w którym nikogo nie było. Powoli skierowałam się w tą stronę. Gdy tylko się tam znalazłam uderzył mnie ciepły wiatr pomieszany z kolorowymi liściami drzew. Rozejrzałam się, wysokie drzewa, na których siedziały ptaki różnego gatunku, zielona trawa, która mieniła się pod wpływem lekkiego słońca. 

Zauważyłam także samotną ławeczkę, która stała pośrodku krajobrazu. Wyglądała na smutną. 
- Czemu ja opisuje rzeczy, które są nieżywe? - pokręciłam załamana głową i ruszyłam w kierunku ławki. Chociaż to była mała odległość, bardzo długo się dłużyła. Tak jakby się ode mnie oddalała, żebym jej nie złapała. Jednak w końcu musiał nadejść taki czas, abym się przewróciła przez wielki, wystający korzeń drzewa. Upadłam na swoją twarz i tak leżałam. Nie miałam siły się podnieść, wszystko mnie zaczęło boleć, a szczególnie buzia. Nazbierałam resztki siły i obróciłam się na plecy, podniosłam wzrok na niebo. Wyglądało takie piękne, było bardzo czyste bez żadnej chmurki. Czyżbym znalazła tajemnicze miejsce? Przecież ten park jest na widoku, więc czemu nikogo tutaj nie ma?
- Jestem chyba nienormalna... 
- Nie, nie jesteś. - gdy usłyszałam ten głos, szybko podniosłam się do pozycji stojącej i uważnie się rozejrzałam. Jakim cudem..
- Spokojnie, nie jestem kimś podejrzanym. 
- Ujawnij się! 
- Nie mogę. Przypomną Ci się wtedy złe chwile.
- Nie obchodzi mnie to! Być może Ty jesteś kluczem do mych zamkniętych wspomnień!
- Widać, że dojrzałaś JunAh.. - obróciłam się w stronę głosu. Nikogo tam nie było, więc kto to wszystko mówi? Chciałam jeszcze coś powiedzieć, lecz uznałam, że to bezsensu. 

Spojrzałam w górę, w stronę nieba, może ono mi da jakiś znak. 
- Haha, naprawdę jestem dziwna. Teraz chyba już wiem, dlaczego mnie prześladują. Jestem zwykłym dziwadłem... - jedna samotna łza słynęłam po mym lekko czerwonym policzku. Sama sobie mówię takie rzeczy, a powinnam inaczej. Całkowicie bez siły usiadłam na ławce, nogi podkuliłam, a podbródek oparłam na kolanach. Powoli zamknęłam swe oczy i oddałam się snu, który bardzo szybko do mnie zawitał.

Biegnę bez śladu, chcę tylko przed nim uciec.
Nie chcę go znać ani widzieć na oczy.
Potykam się, ale szybko wstaję. Chcę być wolna.
Nie mieszkać w złotej klatce. Chcę ujrzeć świat w innych kolorach.
Czemu mnie to spotkało? Czemu on mnie musi gonić? Osoba, którą kocham całym swym sercem.
Słyszę za sobą wyraźne głosy, goni mnie, szuka mnie. Boję się..
Drzewo. Skryłam się za nim, kucnęłam, żeby nie było mnie widać.
Wychyliłam lekko głowę, jest już tu. Rozgląda się, panikuje, głośno oddycha, jego serce mocno bije. 
Odzywa się, lecz ja zatykam sobie uszy dłoniami, które są już całe poharatane.
Wzięłam ręce i ponownie usłyszałam głos, lecz blisko mnie. 
Przerażona otworzyłam szerzej oczy, to nie może się naprawdę dziać.
Złapał mnie za łokieć i kazał wstać. Potulnie wykonałam jego polecenie. 
Mówił miłym, spokojnym głosem, uwierzyłam mu, ale to nie trwało na długo.
Jego ton szybko się zmienił, z oczu dało się zobaczyć gniew, a w postawie, że chciał mnie uderzyć. 
To, co przewidywałam - zostało wykonane. Uderzył mnie z całej swojej siły.
Upadłam na zimny grunt, który poharatał moje kolana.
Złapałam się za policzek, ciekła z niego krew. 
Zaczął na mnie wrzeszczeć i kopać. 
Czułam ból, byłam przerażona, wszędzie leciała czerwona ciecz, której się bałam.
Przez ustanku bił mnie, już nawet nie czułam bólu..
Spojrzałam już martwym wzrokiem na niego.
Osoba, która wychowała się razem ze mną, opiekowała się mną, była ode mnie starsza..
Tak to właśnie on..
Bang YongGuk..

Szybko wstałam z ławki, z moich oczu leciały łzy, byłam cała spocona. Czy to się stało naprawdę? Jednak nie miałam wypadku tylko zostałam pobita na śmierć? Czy to prawda? Takie właśnie myśli krążyły mi w głowie, kiedy wracałam do domu. 

Weszłam zamyślona do domu, nawet nie zauważyłam, że koledzy od Tae są nadal tutaj. Wspięłam się po schodach, otworzyłam drzwi od pokoju i przebrałam się w normalne ciuchy. Tylko, że zabrakło mi czegoś. Nie mogłam nigdzie znaleźć bluzki. W szafie też nie było, zostały tylko spodenki. Wkurzona założyłam ciuch na siebie i wyszłam w samym staniku. Zeszłam na dół i zauważyłam, że oni przymierzają sobie moje ubrania.
- Yah! MinTae! Co to ma znaczyć?! - krzyknęłam na cały głos i jak na zawołanie wszyscy się odwrócili. Ich usta otworzyły się, a oczy rozszerzyły, a na policzki wpłynął wyraźny, różowy rumieniec. Nie wstydziłam się tego, bo po co? Oni są tylko małolatami.. - Możecie spokojnie mi oddać wszystkie bluzki póki jestem miła? - zapytałam się trochę lżejszym tonem, lecz nadal było wyczuć mój gniew. Nawet nie zważali na moje słowa tylko ciągle się na mnie patrzeli. Powoli traciła mi się cierpliwość, chciałam już do nich podejść, ale Tae wziął ubrania i mi je oddał. Zdziwiłam się na ten wyczyn, ponieważ zawsze dodawał jakiś obraźliwy komentarz, lecz teraz nic. Tylko wcisnął mi małą karteczkę w dłoni i wzrokiem nakazał mi iść na górę. Posłuchałam się go, bo co innego miałam zrobić? 

Gdy byłam już w pokoju, położyłam bluzki na podłogę i wybrałam jedną. Była do krótka, czarna bluzka z napisami, zakrywała mi tylko połowę brzucha. Podeszłam do wierzy i puściłam głośno muzykę, żeby nie słyszeć rozmów na mój temat. Spojrzałam na te wszystkie ciuchy, niektóre będę musiała wyprać, bo są całkowicie ubrudzone z jakiegoś jedzenia.
- Nie mówcie mi nawet, że oni już to wcześniej wzięli.. Czy oni są prześladowcami lub mają jakiś chory fetysz? - prychnęłam. Pokręciłam głową na tą myśl i zabrałam się za sprzątanie. 

Gdy już skończyłam, usiadłam na krześle, który znajdował się przy biurku. Wzięła mnie taka chęć, aby zobaczyć, co się dzieje na świecie, lecz szybko sobie odpuściłam tą głupią myśl. Przypomniałam sobie także, że TaeTae dał mi kartkę. Wstałam z siedzenia i musiałam przypomnieć gdzie ja ją położyłam. Rozglądnęłam się i zauważyłam poszukiwanej rzeczy.  Podniosłam ją z komody i zaczęłam czytać. 

JunAh, przepraszam za to, co zrobiliśmy. Wazon od babci razem skleiliśmy, wygląda jak nowy. Także jak Cię nie było posprzątaliśmy cały dom, włącznie z Twoim pokojem i ode tego to się zaczęło. Nagle chłopakom coś odbiło i wzięli Twoje ubrania. To nie tak miało wyglądać.
Nie wyrzucaj mnie na zbity pysk.. 

Przy ostatnim zdaniu zaczęłam się śmiać. Przecież ja nawet nie mówiłam na poważnie. Gdybym jego wyrzuciła mama także by to zrobiła, a tego bym nie chciała.

Zgniotłam karteczkę w dłoni i wyrzuciłam do kosza. Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie. Niebo już powoli robiło się czerwone, czyli musi być już późno. Ciekawe czy koledzy od niego już poszli.. Chciałam zejść na dół, ale zatrzymała mnie taka myśl Nawet, jeśli są to, co ja na tym zyskam? No właśnie, to trzeba wziąć pod uwagę. Czyżbym polubiła ludzi, po tym jak byłam w szkole MinTae? Naprawdę mam dużo na głowie.. Ostatnia klasa = koniec prześladowań. Nagle zrobiłam się ogromnie szczęśliwa, gdy o tym pomyślałam. 
- Nareszcie będzie koniec z tym! Uwolnię się od nich, będę wolna.. - ułożyłam się wygodnie na łóżku, zamknęłam swe oczy i oddałam się w objęcia morfeusza.

~~* 6 godzin później *~~

Otworzyłam szeroko oczy, w pomieszczeniu panowała ciemność. Wstałam z łóżka, zapaliłam światło i wyjrzałam przez okno. Było strasznie ciemno i dało się słyszeć '' śpiew '' sowy, która gdzieś siedziała na drzewie. Spojrzałam na zegar  23.05 
- Już taka godzina? Kurcze, mogłam poczekać, chociaż do 22, a nie położyć się o 18 spać. Fajnie teraz nie zasnę do 3 nad ranem. - Pokręciłam głową z politowaniem i usiadłam na końcu łóżka. Wzięłam do ręki kalendarz, były zaznaczone dni. Wzrok przeniosłam na '' małą historię '', co to wszystko oznacza. Muszę mieć takie coś, bo bym się pogubiła. 
Ten dzień akurat wskazywał na to, że mamy wolne. Prześledziłam oczami kartkę, od jutra mamy wolne tydzień! 

- Przynajmniej sobie odpocznę. - powiedziałam cicho do siebie. Odłożyłam na miejsce rzecz, wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przyłożyłam ucho do mebla i nasłuchiwałam. Nikogo nie było, totalna cisza. Otworzyłam lekko wrota i skierowałam się do kuchni. Byłam strasznie głodna.     

------------------------

Miłego dnia! ♥ 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz