sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 6

Nareszcie mam ferie~ W spokoju mogę sobie popisać kilka rozdziałów, chociaż nie wiem czy mi się to uda ;; Także muszę sie ciężko uczyć ;c Nie chcę tego~ Bardzo długo nie pisałam, za co przepraszam ><
Miłego czytania! ♥


Atmosfera w tym pomieszczeniu była nadzwyczajnie napięta, nigdy tak się nie czułam. Spojrzałam na nich obojętnym wzrokiem, nie zważając na ich poprzednie zdanie. Co niby miało oznaczać? Zabójcy? Detektywi? Nic z tego nie zrozumiałam. Odwróciłam wzrok i przeniosłam go na telewizor, gdzie leciał niezbyt ciekawy program. Usłyszałam jak odsuwają krzesła i na nich siadają. Czemu oni nadal tutaj są? 
-Ekhem.. Mogłabyś na nas spojrzeć? -miło zapytał się chłopak, lecz zignorowałam go i dalej oglądałam serial. Kątem oka zauważyłam, że zaczęli się denerwować i tak miało być. Chciałam, żeby szybko sobie poszli i mieć święty spokój, lecz tak nie mogło być.  

Do mojego ucha doszły pojedyncze rozmowy tych chłopaków, jak i ludzi w tym pokoju. Nagle jeden wstał, na moje oko był w moich wieku i wyszedł z pomieszczenia cały zdenerwowany. Zostałam sama na sam z starszym od siebie chłopakiem. Niechętnie na niego spojrzałam, chyba uradował się na to, ponieważ zauważyłam w jego oczach tajemniczy błysk. Mogłam tego nie robić i dalej go ignorować, jaka ja jestem naiwna. 
-Wysłuchasz tego, co mam Ci do powiedzenia? 
-Jeśli to nie będzie nudne, to tak..  
-Cieszę się.. -Przerwał na chwilę, poprawił się na krześle, wziął głęboki oddech i zaczął dalej kontynuować. -Na początek się może przedstawię. Nazywam się Bang YongGuk i jestem liderem zespołu B.A.P, kojarzy Ci się ta nazwa? -Po moim wzroku zrozumiał, że nie znam. -Więc tak, nie wiem jak mam to powiedzieć.. Em.. mm.. Zanim miałaś '' wypadek '', byliśmy bardzo ze sobą zżyci. Wszędzie razem, nigdy się nie rozdzielaliśmy, do pewnego momentu. Wolę go nie opisywać, bo poleżysz sobie dłużej w szpitalu, a tego chyba nie chcesz. W skrócie to powiem, ja dążyłem do celu i Ciebie wykorzystałem. Rozumiesz? Za pewnie tak, bo przeczytałaś to.. -Wskazał głową na zeszyt, który leżał na szafce. Szybko wzięłam go do ręki i otworzyłam na tej stronie. Spojrzałam z niedowierzaniem na tekst i na niego. -Tak, jestem tym chłopkiem.. Przyszedłem tutaj, ponieważ chciałem przeprosić i odnowić naszą dawną przyjaźń.. Wybaczysz mi? -Spytał się mnie i zrobił minę typu szczeniaka. Jak ja nie lubiłam takiego czegoś.. Odwróciłam głowę i wtedy zebrałam w sobie odwagę.        
-Przepraszam, ale chciałabym najpierw wysłuchać tamtego chłopaka.. Rozumiem Cię, lecz wiesz..  -Bang nie mówiąc żadnego słowa, wyszedł z pomieszczenia i wszedł on. Jeśli on także jest zapisany w zeszycie.. Chyba zwariuje..   

Wysoki nastolatek wszedł do pokoju z ponurą miną. Usiadł obok mnie i spojrzał na mnie swoimi tajemniczymi oczami. Przeszły mnie małe ciarki po plecach. Obróciłam głowę w jego kierunku i zagłębiłam się w jego wzroku, coś miał w sobie, lecz tego nie umiałam opisać. 

Przez dłuższą chwilę nikt się do siebie nie odzywał, nie umiał pozbierać zdań. Nic, totalna pustka. Nawet, jeśli ja gdzieś indziej błądziłam wzrokiem to czułam jego spojrzenie na sobie. Usłyszałam jak wymawia bardzo ciche słowa, które były dla mnie niezrozumiałe. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam jego postać blisko siebie, można by powiedzieć, że siedział mi na łóżku. Odsunęłam się kawałek, nie byłam nawet na to przygotowana. 
-Słyszałam jak wypowiadasz jakieś słowa, mogę usłyszeć to jeszcze raz? -Widziałam, że wahał się powiedzieć, lecz w końcu zebrał się na odwagę i otworzył swe lekko popękane usta.   
-Em.. Może najpierw powiem, kim jestem? Więc jestem Choi JunHong, lecz w skrócie Zelo. Należę do zespołu B.A.P tak jak poprzedni gość, tylko, że ja jestem tam najmłodszy. Ale przejdźmy lepiej do szczegółów. Zanim wydarzył się ten okropny '' wypadek '', byliśmy razem, jako para. Lecz coraz bardziej zaczynała się psuć ta mocna więź, którą stworzyliśmy. W końcu zerwaliśmy, ale wcześniej padło trochę rękoczynów. Za co bardzo przepraszam, nie wiedziałem jak się to wtedy potoczy, ale także byłem bardzo głupi. Przyszedłem tutaj po to, bo się martwiłem, ale także żeby za przeszłe czyny przeprosić i odnowić naszą więź.. Wybaczysz? -Zapytał się słodko i przybliżył się do mnie. Nie miałam jak się przesunąć, ponieważ od razu miałam brzeg łóżka, a gdybym to zrobiła spadłabym na zimną podłogę. A moje ciało już chyba tego nie zniesie.   

Spojrzałam prosto w jego oczy, były bardzo przekonywujące, co do tych słów. Ale co ja miałam zrobić? Nie znam ich, nawet nie przypominam sobie czegoś z przeszłości. Mam totalną pustkę w głowie, nie wiem, co powinnam w takiej chwili zrobić. Przez kilka sekund myślałam nad tym, co mogę powiedzieć. W końcu wpadłam na świetny pomysł, szybko zebrałam się na odwagę i wypowiedziałam te krótkie zdania.
- Przepraszam, ale czy moglibyście jutro przyjść mnie odwiedzić? Dzisiaj zbytnio nie czuję się dobrze.. – Zamiast patrzeć na jego oczy, powędrowałam wzrokiem gdzieś indziej. Oby te słowa były przekonywujące. Nie odpowiedział ani słowa, tylko wstał i wyszedł za drzwi. Myślałam, że to koniec, lecz tak się nie stało.

Nie weszli pojedynczo, ale razem. Obaj usiedli na końcu łóżka, chciałam ich wygonić, lecz zabrakło mi języka w buzi. Nie miałam nawet siły wydusić, chociaż jednego zdania. Błądziłam swym wzrokiem wszędzie, dosłownie. Nie chciałam na nich patrzeć, jedynie, co chciałam, to święty spokój. Nikt nie chce mi dać tego, co ja pragnę, a wtedy robię się powoli zła.
- Jun.. Wiem, że to, co powiedziałaś młodszemu miało być w celu, żebyśmy sobie już poszli, prawda? – Nawet nie musiałam kiwać głową, bo już wiedział, jaka jest moja odpowiedź. –Tak myślałem, ale zanim sobie pójdziemy ku Twojemu szczęściu, musimy Ci coś wręczyć. – Zaciekawiona spojrzałam na jego osobę. Zza pleców wyciągał dwa duże, stare, pokryte kurzem książki. Ciekawe ile one mają lat.. Mniejsza z tym. Położył album na moich nogach, które aktualnie były przykryte cienką, puszystą kołdrą.
- Proszę Cię Jun, abyś przeglądnęła wszystkie, co do jednej strony. Kilka kartek może być potarganych, ale da się przeczytać. Jak jutro tutaj ponownie Ciebie odwiedzimy, oddasz nam to. Jest to dla nas bardzo ważne, tak jakby mała cenna pamiątka. – Powiedział młodszy. Skinęłam tylko głową na znak tak, wstali z łóżka i skierowali się do wyjścia. Nareszcie miałam swój wymarzony spokój! Ale szybko sobie przypomniałam, że muszę przeglądnąć te oto książki, które były dość.. Grube..

Wzięłam jedną do ręki, otworzyłam ją na pierwszej stornie. Byłam bardzo ładnie ozdobiona, może z wyglądu była stara, ale w środku strasznie zadbana. Na początku był tak zwany prolog. Ktoś opisywał, co będzie znajdowało się w tym małym dzienniczku. Na końcu pierwszej strony był podpis, który był trochę niestaranny, lecz dało się rozczytać Bang YongGuk . Czyli od niego będę czytała książkę. Gdy spojrzałam przelotnie na pozostałe strony.. Czeka mnie wielka przygoda..


         
~~* 1 godzina później *~~

Gdy skończyłam czytać pierwszą książkę, odłożyłam ją na półkę. To, co tam zobaczyłam wstrząsnęło mną. Nie wiedziałam, że takie życie kiedyś miałam, nawet o tym nie marzyłam. Było tam wszystko szczegółowo opisane, zdjęcia były wklejone, były chwile szczęśliwe jak i smutne.. Wszystko tam było.
Pokiwałam głową, aby szybko się tego pozbyć. Nie chciałam doprowadzić się do tego stanu, co miałam w domu, dłużej bym wtedy leżała w szpitalu. Spojrzałam przez okno, powoli robiło się ciemno, a światło w tym pomieszczeniu niezbyt było przyjemne dla moich oczów. Jutro przeczytam następną z samego rana za pewnie, ponieważ pielęgniarki będą mierzyły mi temperaturę czymś elektrycznym..
Ustawiłam sobie poduszkę tak abym miała jak najwygodniej, opatuliłam się kołdrą, zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia morfeusza.

~~* 8 godzin później *~~

Obudziły mnie dość głośne szepty pielęgniarek, które stały obok mojego łóżka. Nie chciałam nawet wstać, a co dopiero otworzyć swe zaspane oczy. Powoli traciłam cierpliwość do tego, że one ciągle plotkują przy mnie. Chyba nie wiedzą, że takie coś może obudzić pacjenta… W końcu skończyły rozmawiać i zmierzyły mi temperaturę, później jeszcze podchodziły do innych osób, żeby zrobić to samo. Kiedy słyszałam, że są przy ostatnim łóżku, powoli otworzyłam swe oczy, które jeszcze ledwo, co widziały. Wyszły. Spokój, lecz nie całkowicie. Wstałam do pół siadu, aby sprawdzić, kto tak głośno chrapie. Wzrokiem błądziłam po Sali i w końcu znalazłam przyczynę, ostanie łóżko – starsza Pani. Spojrzałam przez okno, które nie było zakryte zasłoną. Pora wskazywała na to, że jest jeszcze pora do spania. Jeśli położyłam się spać o 21, to musi być teraz około 4 nad ranem..

Zrezygnowana położyłam się i spojrzałam w sufit. Był strasznie ciekawy, ciemne plamy przed oczami, lecz za dnia rażący biały. Obróciłam głowę tak, żeby patrzeć na śpiących pacjentów. Do moich uszów doszły rozmowy – pielęgniarki zbliżały się do tego pokoju. Niechętnie zamknęłam oczy i ustawiłam się tak, jakbym spała. Powoli weszły do pomieszczenia głośno plotkując. Ah.. Jakie to wkurzające.. Nie mając, co robić tylko chodzić z jednego pokoju do drugiego i rozmawiając tak, żeby obudzić śpiących ludzi..
Nie dość, że głośno szeptały to ponownie przy moim łóżku. Czemu ja muszę mieć takie szczęście, którego tak bardzo nie chcę?
- Słyszałaś o tej dziewczynie? Podobno miała bardzo ciężki wypadek zza młodu.. Biedaczka.
- Nie chciałabym być na jej miejscu, teraz musi być to dla niej ciężkie.. Za pewnie przychodzi nieświadomie do tego miejsca, słysząc i widząc dziwne rzeczy.. Naprawdę niezwykły przypadek tu jest.. – Nie mówcie mi, że one rozmawiają o mnie.. Obróciłam się na drugą stronę, aby dać im znać, że powoli się budzę. Usłyszałam jak tylko coś cicho powiedziały i w pośpiechu wyszły z pokoju. Otworzyłam szeroko oczy i usiadłam do pół siadu. Ciągle myślałam o tym, co one właśnie powiedziały. Czy to dotyczyło mnie? Czy może kogoś innego, lecz rozmawiały o tym przy moim łóżku… Przecież to głupie, na pewno mówiły o mnie. Potrząsnęłam głową, żeby się tego pozbyć, ponieważ powoli zaczęła mnie boleć.

Powoli wstałam z materaca i ruszyłam w kierunku drzwi. Chciałam stąd wyjść, nie mogłam wytrzymać w tym pomieszczeniu. Będąc już na korytarzu, skierowałam się w stronę łazienki. Przechodząc przez alejkę, słyszałam głosy bólu, rozpaczy jak i zwykłych krzyków. Podeszłam do jednego z okna, ukazywał mi się straszny obraz. Na łóżku, gdzie było pełno krwi, leżało dziecko, które było zalane czerwoną mazią. Obok legowiska siedziała zapłakana matka, która nerwowo krzyczała do synka. Przed łóżeczkiem stali lekarze jak i pielęgniarki, lecz oni nie okazywali żadnego uczucia. Tego właśnie nie lubię w szpitalach.. Odeszłam od okna, aby więcej na to nie patrzeć było to zbyt straszne.

Weszłam do łazienki, zaświecając przy tym światło. Zmęczonym krokiem podeszłam do lustra, byłam sama w tym pomieszczeniu. Spojrzałam na swoje odbicie, wyglądałam okropnie. Włączyłam wodę, żeby sobie opłukać twarz. Może to, chociaż pomoże mi. Gdy skończyłam tą czynność, usłyszałam jakieś odgłosy. Obróciłam się wokół własnej osi, nikogo nie było, ale nadal słyszałam szepty. Poważnie się wystraszyłam, pośpiesznym krokiem skierowałam się do drzwi, były one zamknięte na klucz. Waliłam, kopałam, krzyczałam, szarpałam, nic.. Nawet nie drgnęły, nikt nie przyszedł pomimo moich jęków. Nagle światło zgasło.. Bałam się, tak bardzo się bałam.. Powoli z rozpaczy osunęłam się pod drzwi. Ostrożnie podniosłam głowę, a przed sobą zauważyłam postać. Oczy rozszerzyły się, z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Tajemnicza postać zaczęła powoli zbliżać się w moim kierunku i wydawała z siebie jakieś jęki. Byłam całkowicie przerażona, serce aż podeszło mi do gardła. Zjawa była całkowicie przede mną, podniosła swą kościstą rękę i dotknęła mego policzka, a straszna twarz przybliżyła się do mojej. Czułam jej oddech na swej buzi. Nagle poczułam lepką maź, która zaczęła spływać od czoła aż dopiero skończyła swoją drogę na szarej podłodze. Przed sobą już nic nie ujrzałam, moje oczy zamknęły się.. 

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 5

Pogoda nawet mi dopisuje, chociaż jest straszni zimno~ W domu muszę się uczyć na przeróżne kartkówki, które są już na drugi semestr, a chcę dobrze wypaść c; Jednak znalazłam kilkugodzinną przerwę i napisałam rozdział. Za wszelkie błędy przepraszam. Miłego czytania :)

Kiedy skończyłam grać na gitarze, odłożyłam ją ostrożnie na swoje miejsce i zeszłam na dół. W salonie siedziała mama, która wyraźnie czymś się martwiła i była lekko zdenerwowana. Zmartwiona zachowaniem rodzicielki, usiadłam obok niej. Podniosła na mnie wzrok, lecz od razu odwróciła go. 
- Czy coś się stało?
- Nie.. nic.
- Przecież widzę. Powiesz mi czy jednak zachowasz to dla siebie?
- Przepraszam, ale to jest sprawa, której nie mogę Tobie powiedzieć..
- Um! Rozumiem. Jakby coś Cię martwiło to zawsze możesz ze mną porozmawiać! - uśmiechnęłam się radośnie i skierowałam swe kroki do kuchni. Byłam strasznie głodna, a przecież za niedługo jest obiad. Coraz więcej chcę jeść, a nigdy tak nie miałam. 

Podeszłam od koszyczka, wzięłam do ręki banana i zaczęłam konsumować. Od razu potwór, który ciągle chciał posiłki, uspokoił się. Wyszłam z kuchni i akurat usłyszałam odgłosy, które dochodziły z telewizora. Kroki skierowałam bliżej salonu, aż w końcu usiadłam na kanapie zaciekawiona tym programem. Przyznam, że nigdy nie widziałam tego serialu, przecież ja nawet nie oglądam telewizji. 

Obok mnie siedział brat, który wyraźnie był zaciekawiony tym programem tak jak ja, lecz on się przy tym śmiał. Nic z tego nie rozumiałam więc dociekałam co tu jest takie śmieszne. Dwóch chłopaków, którzy tańczą dziewczęce układy. 
- Możesz mi powiedzieć o co tu chodzi? - zapytałam się łaskawie, ale on mnie totalnie olał. Czyli muszę sama sobie poradzić z tym problemem. 

Po obejrzeniu kawałka serialu, stwierdziłam, że to jest totalnie nudne. Jak przy tym można się śmiać? Dla mnie to jest żałosne, ale każdy ma przecież swoje własne zdanie. Wróciłam do swojego pokoju, gdy weszła powitał mnie zimny chłód dobiegający z dworu. Szybko zamknęłam okno, zasłoniłam firanką i usiadłam na podłodze. Nie mając co robić wzięłam ponownie tajemniczy zeszyt i zaczęłam czytać całą zawartość. 


19.05.11r.

Dzisiaj się cudownie bawiłam z chłopakiem. Poszliśmy razem do wesołego miasteczka, jedliśmy wielką, różową watę cukrową. Moje serce zabiło szybko kiedy zbliżyliśmy sie do siebie! Ah! jakie to było przeżycie~
Nigdy tego nie zapomnę..

23.05.11r.

Po raz pierwszy przyszedł do mojego domu~ Mój brat szybko się z nim zaprzyjaźnił tak samo mama. Cały dzien był zajęty moją rodziną.. Czułam się odrzucona ;;

25.05.11r.

Głupi, głupi! Dzisiaj Bang kazał mi grać przed wszystkimi na gitarze i do tego jeszcze śpiewać! Zaciągnął mnie tam siłą! Aigo~ Spaliłam się ze wstydu. Idiota..

28.05.11r.

Każdy się ode mnie odwrócił. Czy to jest związane z nimi? Czemu to tak wszystko boli? Te szydercze spojrzenia wokół mnie, kłamliwe uśmiechy... Nic nie będę mówiła mamie ani bratu, bo to tylko kłopotów przyniesie..

11.06.11.r.

To już przekracza wszelkie możliwości.. Wylano dzisiaj na mnie kubeł brudnej wody. Nie dość, że byłam mokra i zarazem śmierdząca, to jeszcze ktoś wyrzucił na mnie śmieci z okna.. Jeszcze plecak został potargany i popisany, ławka moja była ustawiona przy koszu, a nauczyciele nie zwracali na to uwagi. Czyżbym stała się odludkiem i popychadłem? 

13.06.11r.

Będzie więcej gorszych dni od tego, ale dzisiaj Bang przegiął. Już się przyzwyczaiłam, że muszę chodzić na te treningi, lecz to przekroczyło wszelkie możliwości. Jak to mi przyjaciel powiedział: '' Masz najpierw zarywać do niego, a później wiesz co robić. Ściągnij to i to, zrób taką i taką pozę, powiedz takie i takie słowa.. '' Zrobił ze mnie wtedy dziewczynę, która sprzedaje się dla pieniędzy.. Ugh.. Miałam go dość..

20.06.11r.

Zelo dzisiaj mnie przy wszystkich uderzył.. Ja nie wiem co się dzieje, chyba jakaś klątwa nade mną ciąży. Kilka dni przedtem, Bang także mnie uderzył, a dzisiaj mój chłopak  były chłopak.. Za pewnie dziewczyny mu coś nagadały, lecz nadal to mnie martwi i zrobiło to ogromną dziurę w moim sercu..

25.06.11r.

Już nawet nie mam o czym pisać, wszystko powoli traci sens. Wszystko się niszczy, zawala. Tylko rodzina mnie trzyma i podnosi na duchu, chociaż nie wiedzą o tej sytuacji.

02.07.11r.

Mam ich wszystkich dość. Każdy po kolei mnie upokarza. Przyjaciel z dzieciństwa do reszty stracił rozum, a były chłopak już się do mnie nie odzywa tylko jak inni - prześladuje. 

10.07.11r. 

Wszędzie widzę biel, na każdym kroku. Gdzie się nie spojrzę - ten sam kolor. Nawet pielęgniarki, doktor, ludzie, którzy kogoś odwiedzają. Dokładnie nie wiem co mi się stało, ale usłyszałam tylko - zanik pamięci na nieokreślony czas.  Dalej już nie mogłam, bo pielęgniarka mnie wygoniła. 

20.07.11r.

Już od dłuższego czasu nikt mnie nie odwiedza. Nawet rodzina, czuję się z tym źle. Nie mam z kim pogadać, nie mogę dowiedzieć się o przeszłości, jakim byłam człowiekiem, czy miałam kogoś ważnego.. Nic, totalna pustka.

28.07.11r.

To już traci sens, nikt się już mną nie przejmuję. Mama się wywija jakimś tekstem już od kilku tygodni, tak samo jak brat. Jem jakieś zepsute jedzenie, słyszę zrozpaczone krzyki dzieci lub staruszki, które drą się na program telewizyjny. To już się staje męczące, nawet to, że piszę w tym zeszycie. Chyba przestanę, tak właśnie zrobię od tej chwili..

11.08.11r.

Przepraszam Jun, że tyle krzywdy Tobie zadałem. Nie chciałem tego, lecz dziewczyny z klasy mi zagroziły.. Nie miałem wyboru, przepraszam.
Nigdy o Tobie nie zapomnę, nawet jeśli będziemy rozdzieleni na kilka długich lat.
Będę Cię kochał zawsze
Zelo

13.08.11r.

Kiedy usłyszałem, że jesteś w szpitalu, byłem strasznie przerażony. Nie wiedziałem co mam zrobić, ręce mi się trzęsły, a z ust nie mogłem wydobyć ani jednego słowa. Przepraszam, że Cię namówiłem do takiego czegoś, lecz chciałem, żebyś była najlepsza na całym świecie. Nie myślałem nawet jak ty się wtedy czułaś, moje własne cele zakryły mi oczy. Przepraszam za to, że Cię uderzyłem, wtedy w lesie.. Nie panowałem nad sobą, zadałem Ci wielki ból. 
Jednak obiecałem coś Twojej mamie.. Nigdy od tej pory nie będę Ci się pokazywał na oczy, nie będziesz mnie czuła. Lecz kiedyś przyjdzie taki czas, że się pokażemy razem z Twoim chłopakiem, nie będziesz miała odwrotu. 
Przepraszam za wszystko..
Bang    



Zeszyt wypadł mi po prostu z dłoni. Wszystkiego nie czytałam, ale treści mogły być strasznie do siebie podobne. Dwa ostanie wpisy zrobiły na mnie strasznie wrażenie, czułam to. Byłam roztrzęsiona, te wszystkie informacje wpłynęły do moich myśli, powstał tam duży kłębek. 

Nagle zaczęła mnie boleć głowa, złapałam się rękoma za nią i czekałam aż mi przejdzie. Ból nie chciał odpuścić, z każdą chwilą nasilał się. Nie mogłam wytrzymać i krzyknęłam głośno z nadmiaru cierpienia. To było straszne, obrazy pojawiały się w mojej głowie. Upadłam z hukiem na podłogę, po chwili w drzwiach zauważyłam rozmazaną sylwetkę mamy, która była strasznie przerażona. A za nią stał MinTae, który w tej chwili dzwonił po karetkę. Obydwoje krzyczeli, nawoływali mnie, lecz ja już nic nie słyszałam. Łzy jak i białe plamy zamazywały mi dostęp do widoczności. Koniec..

Obudziłam się, gdy usłyszałam głośne rozmowy wokół mnie. Powoli otworzyłam swe oczy, a głowę obróciłam w prawo. Zauważyłam tam doktora, pielęgniarki, brata i rodzicielkę. Rodzina była bardzo niespokojna jak i przerażona, a lekarz zachowywał pełny spokój. 
- Ugh.. Gdzie ja jestem? Co mi jest? - powiedziałam słabo. Na moje ciche zdanie, każdy obrócił się w moją stronę. Mama podeszła do mnie i złapała za dłoń, mówiąc coś pod nosem. Za to MinTae tylko się uśmiechnął ciepło i usiadł obok łóżka. Doktor z pielęgniarką podeszli do mnie i zaczęli mnie badać. 
- Jesteś w szpitalu. Nie martw się to był tylko chwilowy ból głowy. 
- Ale czemu pojawiały mi się różne obrazy, których w życiu nie widziałam? - zapytałam się. Dorośli spojrzeli po sobie przerażeni, mama odeszła ode mnie i wyszła za drzwi wraz z lekarzem. Zostałam sama z bratem, on ciągle się uśmiechał jak głupi.
- Coś Ci się stało? Jakiś tik nerwowy masz?
- Już się nie mogę uśmiechać do mojej siostry?
- Dobra, co chcesz? 
- Skąd wiedziałaś? Możesz tego nie mówić mamie? 
- Zależy co, jeśli idziesz palić to masz u mnie w banku, że powiem..
- Naprawdę już na mózg padłaś. Idę się spotkać z starymi przyjaciółmi, których już dawno nie widziałem.
- No dobra, nie powiem. Chociaż to jest bezsensu.. - pokiwałam głową i położyłam ją na poduszce. Byłam strasznie zmęczona tym wszystkim. Spojrzałam się w stronę okna, mój nawyk powraca. Przez szybę zauważyłam dużo różnych drzew, na nich siedziały ptaki, które grały piękną melodię, niebo było czyste, a w oddali usłyszałam krzyki, śmiechy dzieci jak i dorosłych. Nie wiedziałam, że szpital to coś fajnego.. Kogo ja oszukuję, to jest tortura. 

Zamknęłam lekko oczy, raziło mnie słońce, które wdzierało się przez okno. Nawet nie otwierając powiek, nakazałam bratu, aby zasłonił szybę. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, więc musiałam otworzyć oczy. Nie było go, jedynie były starsze osoby i małe dzieci. Rozejrzałam się z myślą, że gdzieś indziej siedzi, jednak nie było chłopaka. Rozczarowałam się, bo myślałam, że posiedzi ze mną i porozmawia..     

Nagle weszła rodzicielka jednak bez doktora. Podeszła do mnie, usiadła na krześle obok łóżka  i chwyciła moją bladą dłoń do swojej. 
- Mamo.. Czy coś się stało?
- Nie, nic. Tylko będziesz musiała tutaj sobie poleżeć przez kilka dni.
- Czemu? Nie mogę iść już dzisiaj? - zapytałam się jej, ale ona tylko podniosła na mnie swój smutny wzrok i pokiwała przecząco głową. Więc jednak to trochę poważne.   


~~* 1 godzina później *~~

Gdy rodzicielka wyszła ze szpitala, zrobiło mi się nudno. Nie miałam co robić, nawet telewizora nie mogłam obejrzeć, bo starsze Panie go zajęły. Odwróciłam głowę w stronę okna, było strasznie jasno, ale był lekki wiatr, który wręcz wdzierał się do pomieszczenia. Przecież cały czas nie mogłam podziwiać widoków, musiałam coś robić. Rozejrzałam się, zauważyłam, ze obok mnie na drewnianym stoliku leży zeszyt i ołówek. Wzięłam do dłoni, położyłam brudnopis na kolanach, które właśnie zgięłam i zaczęłam tworzyć dzieło. 

Czas się nie liczył, byłam tak pochłonięta tą czynnością, że na żadne zawołanie, szturchnięcie nie reagowałam. Po prostu chciałam to dokończyć, a nie tak jak ostatnio... Jedno muśniecie ołówkiem i skończone. Ostrożnie wzięłam do ręki kartkę, na której właśnie narysowałam '' dzieło ''. Strasznie mi się podobało, miało to coś w sobie. Nawet sama nie wiem co ono przedstawiało, rysowałam z wyobraźnią, która jest trochę dziwna.

Nagle zauważyłam nad sobą cienie. Myślałam, że to pielęgniarki lub coś w tym stylu, lecz się trochę pomyliłam. Podniosłam głowę i zauważyłam przystojnych chłopaków. Czy oni do mnie przyszli?
- Dawno się nie widzieliśmy, Jun Ah... - wypowiedzieli razem zdanie i uśmiechnęli się słodko? Nie wiem nawet co wyrażał ten uśmiech, ale wolałam tego nie drążyć.
- Em.. Mogę wiedzieć, kim wy jesteście?
- Nie pamiętasz? To zaraz Ci przypomnimy... 

------------------------------------------
Wreszcie napisałam! Ostatnio nie miałam komputera jak i czasu. Zabrano mi moje cenne urządzenie ;^; Do następnego razu~~! <3 
      

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 4

Witam was~ Pogoda tak zmienna jest ;;  Pod chwilą małego wolnego czasu, zabrałam się na następny rozdział. Zauważyłam, że jednak zbytnio nie zainteresowało was to opowiadanie, lecz ja nadal będę je pisała ^^ Miłego czytania jak i dnia~ ♥♥




Gdy byłam na dole, otworzyłam lodówkę i do niej zajrzałam - totalna pustka. Smutna jak i głodna zamknęłam drzwiczki, chciałam wrócić do pokoju, lecz przyszła mi jeszcze jedna myśl. Podeszłam z nadzieją do małej szafki, której nikt nie używa i nie zagląda. Otworzyłam i moje przeczucia mnie nie zawiodły. Była tam paczka chipsów jak i delicji. Wyciągnęłam je, wzięłam pod pachę i skierowałam się do poprzedniego pomieszczenia.

Dałam klamkę na dół i cicho zamknęłam nogą drzwi, tak żeby współlokatorzy się nie obudzili. Jedzenie położyłam na stole, a sama włączyłam światło, które do tej pory było wyłączone. Od razu jaśniej się zrobiło, lecz głód dawał swe znaki.

Usiadłam na poduszce, która była położona na podłodze. Wzięłam do ręki chipsy, otworzyłam opakowanie i zaczęłam się delektować. Od razu burczenie w brzuchu przestało. Zadowolona z słodyczy, wzięłam telefon do ręki i naszła mnie ponowna myśl, żeby zobaczyć co się dzieje na tym świecie. Chciałam, żeby to minęło, ale tak się nie stało. Z czystej ciekawości weszłam na Internet i weszłam na wiadomości. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy SŁAWNY ZESPÓŁ B.A.P! Taka była etykieta. Kliknęłam na nią i pojawiły mi się przeróżne informacje. Weszłam na pierwszą lepszą DWÓCH CZŁONKÓW Z TEGO ZESPOŁU BĘDĄ CHODZILI DO SZKOŁY... Dalej już nie czytałam tylko skupiłam się na napisanej treści.

Kiedy to przeczytałam prawie telefon wypadł mi z ręki. Oszołomiona położyłam go na stole i dalej nie wierzyłam to co tam było. Te imiona utkwią mi w pamięci. Bang YongGuk, Zelo.. Dwóch powiązanych ze sobą ludzi, którzy nie wiedzą, że tak naprawdę są związani z przeznaczeniem...


Szybko otrząsnęłam się z tego i ponownie zabrałam się za jedzenie. Strasznie mnie to martwiło. YongGuk, który pojawił się w moim śnie, jako ukochany, a Zelo, chłopak z tajemniczego zeszytu. Nie wiedziałam co mam z tym zrobić, wszystko mi się mieszało. Powstał mały kłębek, którego nie da się rozplątać. 

Spojrzałam na zegar 00.02 
- Już taka godzina? Wstałam ponad godzinę temu, a nadal nie jestem śpiąca.. - westchnęłam i zabrałam się za dokańczanie słodkości. Mój głód jeszcze trwał, nigdy tak się nie czułam. Zawsze to tylko zjadłam chociaż pół paczki, to byłam najedzona, a teraz? Ciągle chcę jeść bez przystanku.

Odłożyłam puste paczki na podłogę, a sama za to się na niej położyłam. Swoim wzrokiem spojrzałam na sufit, który był całkowicie pusty. 
- Powiedz mi, co ja mam teraz zrobić? Jak się zachować? - zadawałam pustej przestrzeni pytania, na które nie znam odpowiedzi. - Ah! Sama do siebie mówię.. Naprawdę jestem pokręcona.. - powiedziałam te słowa, zamknęłam swe oczy i oddałam się zmęczeniu. 

~* 7 godzin później *~

Obudził mnie donośny krzyk mamy. Otworzyłam szeroko oczy, wstałam z zimnej podłogi i ruszyłam ku drzwi. Zeszłam na dół i zobaczyłam jak wrzeszczy na MinTae. Chyba dowiedziała się co zaszło wczoraj.
- Mamo~ Czemu krzyczysz? - zapytałam się bezsensownie. Obróciła się w moim kierunku, lecz nie ruszyła się i milimetr. 
- Jak to czemu? Zbił wczoraj wazon babci! Jakim cudem nie mogę być zła?! Zastanawia mnie tylko jedno pytanie. Gdzie Ty wtedy byłaś? - spojrzała mi się w oczy, ale szybko podążyłam wzrokiem gdzieś indziej. Prawdę mówiąc, jeśli spojrzę się w rodzicielki oczy, nie umiem kłamać na wybrany temat. Mój słaby punkt.

Zanim zdążyła zadać kolejne pytanie, uciekłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi z trzaskiem i rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Powiem jedno - panował tutaj totalny bałagan. Spojrzałam także na swoją sylwetkę. Włosy tłuste, ciuchy brudne od jedzenia, twarz jakby ktoś mnie pobił. Otóż tak zawsze mam rano jak wstaję. 

Cicho otworzyłam drzwi i skierowałam się do łazienki, trzymając w rękach ubranie na zmianę jak i czystą bieliznę. Zamknęłam wrota na klucz i zaczęłam robić swoje.

Gdy wszystkie czynności skończyłam, podeszłam do niewielkiego lustra i zaczęłam czesać i układać przy tym włosy. Szybko mi to zeszło i tak samo wyszłam. Chociaż mój odcinek to pokoju z łazienki był krótki, to dało się słyszeć krzyki z dołu. Ciągle się o to kłócą..

Weszłam to swojej zakazanej komnaty, podeszłam do wieży i włączyłam głośno muzykę. Muszę przecież dobrze się bawić jak będę sprzątała, ale także nie chce słyszeć odgłosów z salonu. 

Pierwsze co zrobiłam, wzięłam miotłę i zaczęłam zamiatać. Dużo się tego nazbierało, przynajmniej nareszcie będę miała czysto w pokoju. Nawet każdy mały, cichy zakamarek sprzątnęłam, muszę coś w końcu zrobić.
- Obym miała spokój przez kilka miesięcy.. - powiedziałam sama do siebie. Po chwili uświadomiłam sobie, że ponownie mówiłam coś do samej siebie. Westchnęłam przeciągle i ponownie zabrałam się za sprzątanie.


~* 2 godziny później *~

Gdy skończyłam sprzątać swój pokój, zrobił się o wiele większy i czystszy. Trochę dziwnie się czuje teraz.. Odłożyłam przybory do czyszczenia i spojrzałam na swoje pomieszczenie. Był teraz taki odświeżający. Na usta wszedł mi uśmiech, którego szybko się pozbyłam. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam, było nadzwyczajnie cicho. Czyżby skończyli się kłócić? Wzrok dałam na pokój brata, ciekawe co się z nim dzieje, ale najpierw zobaczę jak u rodzicielki. 

Zeszłam na dół i powędrowałam do kuchni. Siedziała sama na krześle, widać było, że coś ją trapi. Usiadłam naprzeciwko niej, nie odzywając się słowem. Po chwili mojej obecności, podniosła głowę i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Przepraszam za to, że jestem złą matką.. 
- Czemu tak myślisz? Jesteś wspaniałą mamą na caałej Ziemi~! 
- Ah.. Nie o to chodzi.. Nie powiedziałam Ci prawdy.. Nic Tobie nie powiedziałam o Twoim ojcu.. Musisz się źle czuć, prawda? - wzrok nadal tkwił w moich ciemnych oczach. To co powiedziała, było czystą prawdą. Czuję w sobie żal do niej, że nie wyjawiła mi tego co chciałam wiedzieć, lecz to powoli mija.. Ale nadal znajduję się głęboko w moim sercu. 
- Tak, masz rację. 
- Przepraszam..
- Nawet nie ma za co. Musiałaś mieć poważny powód, a ja nie będę Cię do niczego zmuszała. - podniosłam się z siedzenia i poszłam na górę, zamiast do swojego królestwa, skierowałam się do pokoju brata. 

Weszłam nie pukając, akurat leżał na podłodze pogrążony w muzyce, która leciała z słuchawek. Nawet nie zauważył, że przyszłam. Ugh.. Jakie utrapienie. Podeszłam do niego i lekko kopnęłam nogą. Zerwał się z paneli jak poparzony, omal nie spadły mu słuchawki. 
- Aish! Noona! Nie strasz mnie tak nigdy! - krzyknął oburzony całym zamieszaniem. Ja tylko do niego podeszłam, a on ma już pretensje. Zignorowałam go i usiadłam na łóżku, a po chwili chłopak się do mnie przysiadł.
- Powiedz mi szczerze, co powiedziałeś mamie? - mój wzrok nie mówił niczego dobrego. Rodzicielka nigdy, przenigdy nie mówiła mi o takim czymś jak było przed chwilą. 

Jego spojrzenie wędrowało wszędzie, nie chciał na mnie patrzeć. Wkurzona jego zachowaniem, wzięłam dłoń i obróciłam jego twarz w moją stronę.
- Patrz mi prosto w oczy i powiedz to co powiedziałeś mamie.. Nie obrażę się, mów. 
- Em.. No, bo to było wtedy kiedy zaczęliśmy się kłócić o wazon babci i o jeszcze jakieś pierdoły.. - przerwał na chwilę, przełknął ślinę i dalej kontynuował. - Właśnie wtedy przegiąłem, sam nawet o tym wiem. Tylko najpierw powiedziałem, a później pomyślałem nad słowami. Mniej więcej powiedziałem jej, że jest najgorszą matką na świecie, zostawia nas samych i musimy sobie jakoś radzić, nie opowiada nam w ogóle o tacie...
- Aigo! Jesteś naprawdę głupi!! Mogłeś pomyśleć nad słowami, wiesz jaka teraz siedzi smutna w kuchni? Jak wyjdę to masz iść do niej, szczerze porozmawiać i ją przeprosić. 
- Rozumiem, ale.. nie jesteś zła o to, prawda?
- Jest mi trochę przykro za Twój idiotyzm, ale jakoś da się to znieść. A teraz leć do mamy i wiesz co masz robić. - skończyłam swoje zdanie i wyszłam z pokoju, a sama udałam się do swojego. 

Gdy weszłam do pomieszczenia, moim oczom ukazała się gitara. Już dawno jej nie używałam. Wzięłam ją do ręki, usiadłam na krześle i zaczęłam grać swoją ulubioną melodie. Nawet nie zauważyłam, że podczas sprzątania miałam otwarte okno, które nadal nie pozostało zamknięte. 

~~* Zelo *~~

Kiedy wyszedłem z wytwórni wraz z Liderem, poszliśmy w innym kierunku. Nie chcieliśmy iść do mieszkania, nudziło by się nam. Gdy przemierzaliśmy uliczki, utworzyła się dość duża grupka dziewczyn za nami. Gdzie poszliśmy, one za nami. Nawet do męskiej ubikacji chciały wejść!
- Może wrócimy już do domu? Nie mogę w spokoju zjeść! - zacząłem marudzić starszemu chłopakowi, ten tylko się na mnie spojrzał wzrokiem Zamknij się sam, albo ja Cię zamknę. Od razu się uspokoiłem i nic już nie mówiłem. 

Bang prowadził nas w dziwne miejsce, prawie odludzie. Wszędzie poniszczone domy, staruszki w oknach lub dzieci, które bawią się z innymi. W końcu zatrzymaliśmy się przy jednym mieszkaniu, które o dziwo wyglądało dość normalne. Spojrzałem się na niego z pytającym wzrokiem, zrozumiał to i od razu zaczął mi mówić o co tu chodzi. 
- Czasami tutaj przychodzę, te miejsce wywołuje u mnie wspomnienia radosne, a zarazem smutne i przyprawiające o dreszcze..
- Hyung.. Słyszysz to? Ta piękna melodia gitary, która wydobywa się z tego okna? - spojrzałem na niego i od razu przeniosłem wzrok na budynek. To było tak jakby ukojenie dla mych uszu. 
- Nic się nie zmieniła od ostatnich lat. - jego wzrok wyrażała smutek, który nagle zrodził się w jego oczach. 

Oczywiście naszą fajną sielankę ktoś musiał przerwać. Z mieszkania, gdzie własnie staliśmy wyszła osoba, mniej więcej miała 40 lat. Chciałem już iść z tego miejsca, ale Bang nie chciał się ruszyć. Wpatrywał się w tą Panią jak obrazek. Ja za to stałem ja słup soli, nie mogłem się ruszyć, tylko czekałem jak głupi na dalszy rozwój wydarzeń. 

Kiedy podeszła do nas ta osoba, dopiero zwróciła na nas uwagę. Jej oczy się rozszerzyły, usta otworzyły się, a twarz wyrażała wielkie zdziwienie. Chciała się cofnąć, lecz Lider chwycił Panią za rękę. Czy oni mają romans? Nie.. wybij to sobie z głowy, tylko patrz ci będzie się dalej działo. 
- Proszę, niech Pani mnie nie unika. Robiliśmy tutaj w ogóle coś innego. Tak się złożyło, że akurat wyszłaś z domu, Pani Kim. - powiedział spokojnie, ale ona tym razem przeniosła wzrok na mnie. Nawet jeśli ja odwracałem spojrzenie, czułem to na sobie.
- Jakim prawem.. wy obydwaj możecie się tutaj pokazywać?! Obiecaliście, że nawet nie będę was widziała, słyszała i czuła. Więc czemu przyszliście?! Wynocha mi stąd! - krzyknęła i wyrwała się z ucisku, obróciła się i szybko pobiegła do domu. 

Ja za to stałem i nie wierzyłem słowom. Obydwaj? Obiecywaliście? Czemu mówiła o nas? Myślałem, że to tylko dotyczy Lidera, ale jednak ja też jestem w to zamieszany? Czyżbym o czymś ważnym zapomniał? Spojrzałem się na Hyung'a, jego wzrok nie wyrażał niczego dobrego..

----------------------------------

Skończone, napisane i wydane! Myślę, że wam się spodobał ten rozdział? Wiem dopiero się rozkręcam z nowym i zbytnio mi nie idzie to, ale ja na początku pisałam. Nadal będę prowadziła tego bloga! <3 Miłego dnia~ Do następnego razu ^^  

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 3

Zawitał do nas nowy rok, może przyniesie mi coś czego nie miałam w tamtym? >//< Jakie ja mam marzenia...
Na nowy rok, chociaż jest już kilka dni.. Chciałam was przywitać nowym, następnym rozdziałem ^^ 
Miłego czytania~ ♥


Odłożyłam na bok zeszyt i położyłam się. Zamknęłam na chwile oczy w moich myślach pojawiło się tylko jedno zdanie Kim jest ten chłopak? Nie umiałam się tego pozbyć, nawet, jeśli o tym zapomniałam zaraz to mi przychodziło.. 
- Może coś mama lub Tae będą wiedzieli? - zeszłam z łóżka i poszłam do salonu. Gdy weszłam do pomieszczenia wszystko było posprzątane, bez grama kurzu. Cud się stał.. Otworzyłam szerzej oczy by dokładniej się przyjrzeć, chłopcy spali na podłodze. Chyba byli bardzo zmęczeni tym. Podeszłam do dużej, białej szafy i wyciągnęłam kilka koców, obróciłam się na pięcie i do każdego podchodziłam, aby przykryć kocykiem. 

Chociaż narozrabiali spisali się bardzo dobrze. Weszłam do kuchni, otworzyłam szafkę i wzięłam do dłoni dużą miskę. Położyłam naczynie na blacie i tym razem poszłam po słodkości. Wsypałam kilka opakowań, puste torebki wyrzuciłam, a miseczkę zaniosłam do salonu. Cicho położyłam na stole i ponownie wróciłam do poprzedniego pomieszczenia. Wyciągnęłam pięć szklanek, nalałam do nich sok pomarańczowy. Do dłoni wzięłam nóż i zaczęłam kroić owoce, które później ułożyłam na dużym talerzu. Wszystko, co przygotowałam położyłam na tackę, którą później trzymałam w rękach. Zaniosłam do pokoju, gdzie jeszcze chłopcy spali, położyłam naczynie na stoliku i zostawiłam tak. Sama za to zaczęłam szukać karteczki, po kilku minutach znalazłam, do dłoni wzięłam długopis i napisałam krótką wiadomość.

Wspięłam się na schody i skierowałam się do pokoju. Zamknęłam drzwi, podeszłam do szafy i zaczęłam grzebać w ciuchach. Po długim poszukiwaniu, znalazłam. Ubrałam się w to, swe kroki kierowałam do lustra, aby się przejrzeć.
- Nie tak źle, ale jest coś dziwnego.. Przecież nigdy nie kupowałam takich ubrań. - obróciłam się wokół własnej osi. Sukienka była w kolorze lekkiego beżu, idealnie na mnie leżała, tak jakby ktoś miał moje wymiary. Krój miała w moim guście, czyli do brzucha była lekko dopasowana, a od bioder powiewała. Uwielbiam takie sukienki, ale skąd ona się wzięła w mojej szafie? Święty Mikołaj przyniósł?
- Kobieto, opanuj się. Przecież jest lato... - pokręciłam głową zażenowana swoją głupotą. 

Więcej się już nad tym nie zastanawiając, zabrałam się za makijaż. Nie lubiłam zbyt widocznego ani też mało zauważalnego. Czasem trudno mnie zrozumieć.. Wzięłam do dłoni eyeliner w pisaku i zaczęłam malować na górnej linii wodnej oka. 

Po skończonym '' zabiegu '', wzięłam do ręki telefon wraz z słuchawkami i zeszłam na dół. Chłopcy nadal spali jak zabici, więc po cichu wyszłam z domu. Zamknęłam lekko drzwi i wyszłam na świat. Już dawno nie byłam na świeżym powietrzu, a dokładniej mówiąc nigdzie nie wychodziłam. Bałam się, że mogę kogoś spotkać z szkoły.. Wtedy by się rozpętało piekło. 

Włożyłam słuchawki do uszu i zagłębiłam się w muzykę, płynącą z głośników. Nie zwracałam na nikogo uwagi, na ich spojrzenia, miny, postawę i śmiechy za plecami. Czy ja jestem odrażająca? Przecież nie każdy rodzi się wspaniały...

Rozglądnęłam się po mieście, szukając czegoś ciekawego, lecz nic nie znalazłam. Nagle zauważyłam park, w którym nikogo nie było. Powoli skierowałam się w tą stronę. Gdy tylko się tam znalazłam uderzył mnie ciepły wiatr pomieszany z kolorowymi liściami drzew. Rozejrzałam się, wysokie drzewa, na których siedziały ptaki różnego gatunku, zielona trawa, która mieniła się pod wpływem lekkiego słońca. 

Zauważyłam także samotną ławeczkę, która stała pośrodku krajobrazu. Wyglądała na smutną. 
- Czemu ja opisuje rzeczy, które są nieżywe? - pokręciłam załamana głową i ruszyłam w kierunku ławki. Chociaż to była mała odległość, bardzo długo się dłużyła. Tak jakby się ode mnie oddalała, żebym jej nie złapała. Jednak w końcu musiał nadejść taki czas, abym się przewróciła przez wielki, wystający korzeń drzewa. Upadłam na swoją twarz i tak leżałam. Nie miałam siły się podnieść, wszystko mnie zaczęło boleć, a szczególnie buzia. Nazbierałam resztki siły i obróciłam się na plecy, podniosłam wzrok na niebo. Wyglądało takie piękne, było bardzo czyste bez żadnej chmurki. Czyżbym znalazła tajemnicze miejsce? Przecież ten park jest na widoku, więc czemu nikogo tutaj nie ma?
- Jestem chyba nienormalna... 
- Nie, nie jesteś. - gdy usłyszałam ten głos, szybko podniosłam się do pozycji stojącej i uważnie się rozejrzałam. Jakim cudem..
- Spokojnie, nie jestem kimś podejrzanym. 
- Ujawnij się! 
- Nie mogę. Przypomną Ci się wtedy złe chwile.
- Nie obchodzi mnie to! Być może Ty jesteś kluczem do mych zamkniętych wspomnień!
- Widać, że dojrzałaś JunAh.. - obróciłam się w stronę głosu. Nikogo tam nie było, więc kto to wszystko mówi? Chciałam jeszcze coś powiedzieć, lecz uznałam, że to bezsensu. 

Spojrzałam w górę, w stronę nieba, może ono mi da jakiś znak. 
- Haha, naprawdę jestem dziwna. Teraz chyba już wiem, dlaczego mnie prześladują. Jestem zwykłym dziwadłem... - jedna samotna łza słynęłam po mym lekko czerwonym policzku. Sama sobie mówię takie rzeczy, a powinnam inaczej. Całkowicie bez siły usiadłam na ławce, nogi podkuliłam, a podbródek oparłam na kolanach. Powoli zamknęłam swe oczy i oddałam się snu, który bardzo szybko do mnie zawitał.

Biegnę bez śladu, chcę tylko przed nim uciec.
Nie chcę go znać ani widzieć na oczy.
Potykam się, ale szybko wstaję. Chcę być wolna.
Nie mieszkać w złotej klatce. Chcę ujrzeć świat w innych kolorach.
Czemu mnie to spotkało? Czemu on mnie musi gonić? Osoba, którą kocham całym swym sercem.
Słyszę za sobą wyraźne głosy, goni mnie, szuka mnie. Boję się..
Drzewo. Skryłam się za nim, kucnęłam, żeby nie było mnie widać.
Wychyliłam lekko głowę, jest już tu. Rozgląda się, panikuje, głośno oddycha, jego serce mocno bije. 
Odzywa się, lecz ja zatykam sobie uszy dłoniami, które są już całe poharatane.
Wzięłam ręce i ponownie usłyszałam głos, lecz blisko mnie. 
Przerażona otworzyłam szerzej oczy, to nie może się naprawdę dziać.
Złapał mnie za łokieć i kazał wstać. Potulnie wykonałam jego polecenie. 
Mówił miłym, spokojnym głosem, uwierzyłam mu, ale to nie trwało na długo.
Jego ton szybko się zmienił, z oczu dało się zobaczyć gniew, a w postawie, że chciał mnie uderzyć. 
To, co przewidywałam - zostało wykonane. Uderzył mnie z całej swojej siły.
Upadłam na zimny grunt, który poharatał moje kolana.
Złapałam się za policzek, ciekła z niego krew. 
Zaczął na mnie wrzeszczeć i kopać. 
Czułam ból, byłam przerażona, wszędzie leciała czerwona ciecz, której się bałam.
Przez ustanku bił mnie, już nawet nie czułam bólu..
Spojrzałam już martwym wzrokiem na niego.
Osoba, która wychowała się razem ze mną, opiekowała się mną, była ode mnie starsza..
Tak to właśnie on..
Bang YongGuk..

Szybko wstałam z ławki, z moich oczu leciały łzy, byłam cała spocona. Czy to się stało naprawdę? Jednak nie miałam wypadku tylko zostałam pobita na śmierć? Czy to prawda? Takie właśnie myśli krążyły mi w głowie, kiedy wracałam do domu. 

Weszłam zamyślona do domu, nawet nie zauważyłam, że koledzy od Tae są nadal tutaj. Wspięłam się po schodach, otworzyłam drzwi od pokoju i przebrałam się w normalne ciuchy. Tylko, że zabrakło mi czegoś. Nie mogłam nigdzie znaleźć bluzki. W szafie też nie było, zostały tylko spodenki. Wkurzona założyłam ciuch na siebie i wyszłam w samym staniku. Zeszłam na dół i zauważyłam, że oni przymierzają sobie moje ubrania.
- Yah! MinTae! Co to ma znaczyć?! - krzyknęłam na cały głos i jak na zawołanie wszyscy się odwrócili. Ich usta otworzyły się, a oczy rozszerzyły, a na policzki wpłynął wyraźny, różowy rumieniec. Nie wstydziłam się tego, bo po co? Oni są tylko małolatami.. - Możecie spokojnie mi oddać wszystkie bluzki póki jestem miła? - zapytałam się trochę lżejszym tonem, lecz nadal było wyczuć mój gniew. Nawet nie zważali na moje słowa tylko ciągle się na mnie patrzeli. Powoli traciła mi się cierpliwość, chciałam już do nich podejść, ale Tae wziął ubrania i mi je oddał. Zdziwiłam się na ten wyczyn, ponieważ zawsze dodawał jakiś obraźliwy komentarz, lecz teraz nic. Tylko wcisnął mi małą karteczkę w dłoni i wzrokiem nakazał mi iść na górę. Posłuchałam się go, bo co innego miałam zrobić? 

Gdy byłam już w pokoju, położyłam bluzki na podłogę i wybrałam jedną. Była do krótka, czarna bluzka z napisami, zakrywała mi tylko połowę brzucha. Podeszłam do wierzy i puściłam głośno muzykę, żeby nie słyszeć rozmów na mój temat. Spojrzałam na te wszystkie ciuchy, niektóre będę musiała wyprać, bo są całkowicie ubrudzone z jakiegoś jedzenia.
- Nie mówcie mi nawet, że oni już to wcześniej wzięli.. Czy oni są prześladowcami lub mają jakiś chory fetysz? - prychnęłam. Pokręciłam głową na tą myśl i zabrałam się za sprzątanie. 

Gdy już skończyłam, usiadłam na krześle, który znajdował się przy biurku. Wzięła mnie taka chęć, aby zobaczyć, co się dzieje na świecie, lecz szybko sobie odpuściłam tą głupią myśl. Przypomniałam sobie także, że TaeTae dał mi kartkę. Wstałam z siedzenia i musiałam przypomnieć gdzie ja ją położyłam. Rozglądnęłam się i zauważyłam poszukiwanej rzeczy.  Podniosłam ją z komody i zaczęłam czytać. 

JunAh, przepraszam za to, co zrobiliśmy. Wazon od babci razem skleiliśmy, wygląda jak nowy. Także jak Cię nie było posprzątaliśmy cały dom, włącznie z Twoim pokojem i ode tego to się zaczęło. Nagle chłopakom coś odbiło i wzięli Twoje ubrania. To nie tak miało wyglądać.
Nie wyrzucaj mnie na zbity pysk.. 

Przy ostatnim zdaniu zaczęłam się śmiać. Przecież ja nawet nie mówiłam na poważnie. Gdybym jego wyrzuciła mama także by to zrobiła, a tego bym nie chciała.

Zgniotłam karteczkę w dłoni i wyrzuciłam do kosza. Podeszłam do okna i wyjrzałam przez nie. Niebo już powoli robiło się czerwone, czyli musi być już późno. Ciekawe czy koledzy od niego już poszli.. Chciałam zejść na dół, ale zatrzymała mnie taka myśl Nawet, jeśli są to, co ja na tym zyskam? No właśnie, to trzeba wziąć pod uwagę. Czyżbym polubiła ludzi, po tym jak byłam w szkole MinTae? Naprawdę mam dużo na głowie.. Ostatnia klasa = koniec prześladowań. Nagle zrobiłam się ogromnie szczęśliwa, gdy o tym pomyślałam. 
- Nareszcie będzie koniec z tym! Uwolnię się od nich, będę wolna.. - ułożyłam się wygodnie na łóżku, zamknęłam swe oczy i oddałam się w objęcia morfeusza.

~~* 6 godzin później *~~

Otworzyłam szeroko oczy, w pomieszczeniu panowała ciemność. Wstałam z łóżka, zapaliłam światło i wyjrzałam przez okno. Było strasznie ciemno i dało się słyszeć '' śpiew '' sowy, która gdzieś siedziała na drzewie. Spojrzałam na zegar  23.05 
- Już taka godzina? Kurcze, mogłam poczekać, chociaż do 22, a nie położyć się o 18 spać. Fajnie teraz nie zasnę do 3 nad ranem. - Pokręciłam głową z politowaniem i usiadłam na końcu łóżka. Wzięłam do ręki kalendarz, były zaznaczone dni. Wzrok przeniosłam na '' małą historię '', co to wszystko oznacza. Muszę mieć takie coś, bo bym się pogubiła. 
Ten dzień akurat wskazywał na to, że mamy wolne. Prześledziłam oczami kartkę, od jutra mamy wolne tydzień! 

- Przynajmniej sobie odpocznę. - powiedziałam cicho do siebie. Odłożyłam na miejsce rzecz, wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przyłożyłam ucho do mebla i nasłuchiwałam. Nikogo nie było, totalna cisza. Otworzyłam lekko wrota i skierowałam się do kuchni. Byłam strasznie głodna.     

------------------------

Miłego dnia! ♥