środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 2

Witam~ W moim mieście nadal trzyma się biały śnieg, lecz powoli się roztapia ;; A miałam taką nadzieję, że nareszcie będzie zima ;c Pod wpływem małej weny, napisałam kolejny rozdział~ Miłego czytania ♥


Chciałam ciągle na niego patrzeć, bez przerwy, lecz dane mi to nie było. Zabrzmiał dzwonek, który okazał się być bardzo krótki. Musiałam wstać i przywitać się z nauczycielem, zrobiłam to bardzo szybko, żeby ponownie spojrzeć w okno, ale jego już nie było. Ogarnął mnie smutek i żal, który wydobył się z mojego bijącego serca. Odpuściłam sobie patrzenie przez okno i zajęłam się nudną lekcją, Pana Lim. Jednak przedmiot nie okazał się taki, jak oczekiwałam. Nagle przyszedł Dyrektor i powiadomił nas, że od jutra będą chodzić z nami nowi uczniowie. W mojej głowie pojawiła się myśl, że to będzie Pan przystojny i jego kolega, którzy ukazali się dzisiaj rano. Gdy tak marzyłam o nim, przysunęła mi się zła myśl, że jutro także będę nękana. Od razu wywaliłam to z głowy i spojrzałam na NeoLim,  załapaliśmy kontakt wzrokowy, który z jej strony był pogardą. Od razu odwróciłam me oczy od dziewczyny i skupiałam się na nauczycielu. 

 ~~* 45 minut później *~~

Po skończonym wykładzie, wstałam i wyszłam z klasy. Po raz pierwszy od niepamiętnego czasu opuściłam to pomieszczenie. Skierowałam się do sklepiku, gdzie planowałam kupić soczyste, czerwone jabłko. Szłam, oglądając ludzi, którzy oglądają się za mną, wyśmiewając mnie. Zbytnio różnicy mi to nie roiło, ponieważ jestem przyzwyczajona do tego, od dwóch lat tak się dzieje. W pierwszej klasie miałam spokój, lecz nadszedł taki okres czasu, że zaczęli swe poszukiwania na ofiarę. Wkładali zawsze czerwoną kopertę do szafeczki na buty i tak się złożyło. Przyjaciele, którzy dotychczas byli ze mną, odeszli na stronę zła.. Wtedy przeżywałam smutne chwile, nie miałam, komu się wyżalić, a rodziny nie chciałam w to mieszać. 

Gdy w końcu doszłam do sklepiku, wzrok wszystkich ludzi został skierowany na moją osobę. Te szydercze spojrzenia, dwulicowe uśmiechy, plotki za moimi plecami. Wszędzie. Nie mogłam się z tego uwolnić. Powoli podeszłam do lady, każdy się odsunął, wyzywają mnie przy tym. 
- Mogłabym poprosić o jabłko? 
- Tak, oczywiście.- obróciła się w stronę wystawy, sięgnęła po owoc i zapakowała go w siatkę. - Proszę bardzo. 
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko, ukłoniłam się i skierowałam swe kroki do sali. Będąc już w pomieszczeniu, usiadłam przy swojej zniszczonej ławce i zaczęłam konsumować czerwony owoc jabłoni. Obróciłam się w stronę okna i zapatrzyłam się ponownie w krajobraz. Tym razem wydawał się znacznie inny, było w nim coś niepokojącego. Przeniosłam swój wzrok na drzewo, którego już nie było.. Jakim cudem? Godzinę temu tu był, nawet przed chwilą, ale czemu? On dawał mi odwagę, nadzieję, że się kiedyś to skończy, lecz nie. Jego już tutaj nie było. Nie miałam, nad czym się użalać, rozglądnęłam się po dworze i zauważyłam ponownie JEGO, tym razem uśmiechał się. Jednak ten uśmiech nie był taki jak zawsze, był on jak inni ludzie w tej szkole mieli. Szyderczy, złośliwy i pełen dumy. Spostrzegałam także moje ulubione drzewo, które teraz leżało na zielonej trawie. Więc jednak to jego sprawka.. Nagle poczułam taką pustkę w sercu, czemu ja się tak czuję? Jakby ktoś oderwał mi kawałek ważnej rzeczy dla mnie. Chyba nie powinnam tak szybko się zakochiwać w nieznanej mi osobie, taka jest prawda. Nie oceniaj książki po okładce, najpierw trzeba zajrzeć w głąb. Jaka ja byłam głupia... 

Szybko dokończyłam jabłko i zajęłam się wyciąganiem potrzebnych przedmiotów. Teraz mamy biologię, akurat Pani Park jest bardzo miła, nawet z wyglądu. Kobieta jest wysoka, szczupła, (chociaż jest w takim wieku), blondynka z siwymi pasemkami i małe, brązowe oczy, które jak przystają na Azjatkę. Nic nie mam do jej mody, ponieważ ubiera się młodzieżowo. Uwielbiam tą Panią, chociaż z tego przedmiotu nie jestem zagrożona. 

Pani Park weszła do pomieszczenia i się z nami radośnie przywitała. Od samego patrzenia się na nią miałam uczucie, że żyję, jestem wolna od prześladowań. Zawsze tak jest, ale czemu to się nie sprawdzało? 
Spojrzałam na Park, uśmiechała się wesoło i zaczęła pisać na tablicy temat.

~~* 45 minut później *~~

Po skończonej lekcji, mogliśmy iść spokojnie do domu, ponieważ Dyrektor przyszedł w środku wykładu i oznajmił Dalsze przedmioty zostały odwołane. Było to dla mnie bardzo dziwne, bo nigdy tak nie powiedział. 

Zeszłam schodami na dół, gdzie pełno było ludzi. Zamiast śmiechów usłyszałam ponownie plotki. Czy zawsze tak jest jak ja przychodzę oni muszą przestać rozmawiać? Powolnym krokiem podeszłam do szafki, wyciągnęłam z niej czarne trampki, włożyłam je na stopy, a szkolne wsadziłam z powrotem do pobrudzonej skrzynki. Zamknęłam na kluczyk, który o dziwo jeszcze działał i wyszłam z szkoły. Na szczęście nikt nie szedł w moim kierunku, więc mogłam cieszyć się wolnością. Wyciągnęłam telefon z plecaka, nacisnęłam bladym palcem na kontakty i wybrałam wyjątkowy numer. Po chwili odebrał.
- Halo?
- Um.. Mam do Ciebie prośbę, bo ja nie wzięłam kluczy do domu, a teraz kończę lekcje, więc mogłabym przyjść pod Twoją szkołę? 
- Jasne, tylko nie rób zamieszania. - poinformował mnie Tae i wytłumaczył gdzie mam się kierować. Nigdy nie widziałam gdzie jest jego szkoła ani jak wygląda. Nie byłam tam, bo zawsze miałam klucze przy sobie, ale dzisiaj miałam pecha. Po skończonym przez niego wykładzie, rozłączyłam się i poszłam w skazane miejsce. 

Bardzo długo mi to szło, prawie się zgubiłam, lecz uratował mnie jakiś chłopak z tej szkoły. Zaprowadził mnie pod bramę i więcej już nie powiedział. Sknera. 
Powoli weszłam do lekko poniszczonego budynku, rozglądając się uważnie czy nie widzę TaeTae, ale nigdzie go nie widziałam. Czyli muszę iść do jego sali, ciekawe jak jego koledzy zareagują. Może będzie tak jak u mnie? Tymi spojrzeniami i wyśmiewaniem? Oby tak nie było, nie chce jeszcze tutaj takiej sławy zdobyć. 
Wspięłam się na wysokie schody, pomijając chłopaków.. Czemu tu są sami chłopcy?! Mówił, że są tu także dziewczyny.. Młody się doigra..
Osoby, którzy szli obok mnie, patrzeli się na mnie jakbym była jakimś okazem w zoo. Robiło się to powoli denerwujące, lecz nie zwracałam na to uwagi. Szybko wchodziłam na schodki, żeby być już bliżej jego klasy. Jak to Tae mówił Jest od razu naprzeciwko schodów, jak na nie oczywiście wejdziesz. 
Gdy byłam już na górze, usłyszałam krzyki radości. Zaglądnęłam do pomieszczenia i zauważyłam Brata, który siedział na ławce, pijąc Cole wraz z kolegami, którzy grali w karty. Odsunęłam białe, poniszczone drzwi i weszłam wolnym krokiem do klasy. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, to jest jeszcze lepsze. 
Siedział odwrócony do mnie plecami, cichutko do niego podeszłam. Podniosłam rękę i zamierzałam dać na jego podłużne ramie. Powoli położyłam dłoń i zacisnęłam na niej palce.
- Dawaj pieniądze. - powiedziałam ściszonym głosem. On za to szybko się odwrócił, nawet na mnie nie spojrzał tylko już wycelował cios w brzuch. Dobrze znam jego sztuczki, więc szybko się odsunęłam. Podniosłam nogę, nie zwracając na to, że mam spódniczkę i go kopnęłam w brzuch. Lekko oberwał, bo posunął się do tyłu. Chciał już ponownie zaatakować, lecz ja się w końcu odezwałam.
- Nie poznajesz własnej siostry, Tae? - spojrzałam na niego, śmiejąc się. Chłopak szybko podniósł głowę, a jego mina wskazywała na to, że chciał przeprosić. - Daruj sobie te słowa, tylko podaj mi klucze.
- Już, już. - podszedł to plecaka i wyciągnął złote klucze. - Tylko ich nie zgub, bo one są moje. 
- I co z tego? Ty mi już dużo rzeczy zgubiłeś, a były moją własnością. Lepiej się nie odzywaj z takim czymś. - uśmiechnęłam się lekko, lecz szybko znikł, gdy zauważyłam wzrok jednego kolegi. 
- Nie idziesz już, Jun? 
- Przecież masz bardzo długą przerwę, chyba mogę sobie posiedzieć z wami?
- Nie wiem czy tego chcą. - spojrzał wymownie na swoich przyjaciół, ale oni nie zwracali na niego uwagi, tylko pokiwali głową na Tak. Wzięłam małe krzesło, które było pod ręką i dosiadłam się do nich.
- Może się przedstawię. Nazywam się Kim JunAh, a wy? - zamiast oni coś powiedzieć, to TaeTae ich uprzedził.
- Od lewej strony: Park MinJin, Kwon JiHo, Lee JonHo. To wszyscy. - chłopcy wstali, skłonili się i przywitali się ze mną. Pierwszy raz miałam takie miłe uczucie. Zaczęliśmy rozmawiać o byle, czym. Raz o słodkości, raz o moim wymarzonym chłopaku itp. 

Fajnie się z nimi rozmawiało, ale w końcu trzeba to skończyć. Zabrzmiał dzwonek, który ogłaszał lekcję.
- Tae, ja się będę zbierała. Obiad będzie na stole, więc się trochę pośpiesz. - wstałam z krzesła i kierowałam się do wyjścia.
- Noona! Przyjdź jeszcze tu kiedyś! - odwróciłam się na to zdanie. Bardzo mnie zszokowało, lecz uśmiechnęłam się od serca.
- Ym! Przyjdę! - pożegnałam się z nimi i poszłam w stronę domu. Przemierzałam uliczki, które były puste o tej godzinie. Czasem gdzieniegdzie przejdzie jakaś osoba lub kilka, ale to rzadkość o takim czasie. Wzrokiem obserwowałam okolicę, chociaż zawsze to robię, ale nigdy nie mogę dokładniej się przyjrzeć. Teraz to nabrało kolorów, które były przepiękne, czyżbym dostrzegała inną stronę świata?
Ominęłam wielką latarnię, a obok była ławka. Podeszłam do siedzenia i usiadłam. O dziwo była bardzo wygodna, obróciłam głowę na oparcie. Widniały tam wyryte napisy JunHong + JunAh =
- Co? Czyżbym to była ja? Nie… Jest wiele osób o tym samym imieniu.. Nawet, jeśli to ja, to i tak nie przypominam sobie tego.. Miałam wypadek samochodowy, kiedy miałam 14 lat.. To nic nie zmieni. – powoli wstałam z ławeczki i udałam się w końcu do domu.

Szybko weszłam do mieszkania, zamknęłam drzwi i skierowałam się do własnego pokoju. Tam się na spokojnie przebrałam w ciuchy robocze, włączyłam głośno muzykę i zeszłam na dół, aby przygotować ciepły obiad. Gdy byłam już w pomieszczeniu, znajdowała się tam mała karteczka. Wzięłam ją do dłoni i zaczęłam czytać.
Droga Jun!

Mama miała pilne wezwanie z pracy i musiała się udać do biura. Przepraszam, że nie zrobiłam obiadu, ale szybko mi się śpieszyło.
Będziesz musiała sama zrobić jedzenie, a w lodówce na pocieszenie macie lody.
Nie czekajcie na mnie, będę późnym wieczorem.
Mama

Gdy skończyłam czytać, zgniotłam i wyrzuciłam do kosza papier. Tak jest zawsze, już się do tego przyzwyczaiłam. Otworzyłam drzwiczki od lodówki, wyciągnęłam z niej potrzebne składniki i zamknęłam. Jedzenie, które trzymałam w rękach, położyłam na blacie i zaczęłam robić swoje.

~~* 20 minut później *~~

Położyłam talerze na stole, a sztuczce obok każdego talerzyka. Przelotnie spojrzałam na zegar 13.35 
- O tej godzinie chyba kończy, więc za niedługo powinien być w domu. – usiadłam na krześle, wzięłam widelec i zaczęłam jeść potrawę. Sama się dziwie, że tak dobrze zrobiłam, nigdy tak mi nie wychodziło. Zawsze wyrzucałam i robiłam od nowa. Ponownie zawinęłam makaron na widelec i rozkoszowałam się smakiem.  Nagle usłyszałam głośne śmiechy na zewnątrz po chwili one przeniosły się do domu. Dziwne… Przecież on zawsze przychodzi sam.
- Ya! TaeTae! – krzyknęłam z kuchni, lecz nie dostałam odpowiedzi. Już powoli zdenerwowana wstałam z krzesła i poszłam do salonu, gdzie słyszałam rozmowy. Nic dziwnego, że chłopcy, którzy z nim byli zdziwili się na mój widok. To nie byli Ci sami, co w klasie, lecz inni. Spojrzałam na siebie, normalnie wyglądałam. Włosy rozpuszczone, krótkie spodenki i luźna, szara bluzka z krótkim rękawkiem.
- Min Tae, możesz mi powiedzieć, o co tu chodzi? – powiedziałam wyraźnie zła. Chłopak wstał i zaprowadził mnie trochę dalej.
- Zapomniałem Tobie powiedzieć, że koledzy do mnie przychodzą po szkole. Chyba nie jesteś zła?
- Nie, wcale nie jestem zła… - powiedziałam z lekkim sarkazmem. – Mogłeś, chociaż zadzwonić, a ja jak głupia czekałam na Ciebie i zrobiłam specjalnie obiad.. – obróciłam się zostawiając go samego i poszłam do kuchni. Tam zjadłam obiad, a jego porcję wyrzuciłam do kosza. Naczynia dałam do zmywarki i tam je zostawiłam. Z szafki wyciągnęłam pięć szklanek, zalałam do nich Cole, wzięłam tackę i poszłam do salonu. Tam, co mnie zastało całkowicie zszokowało. Wszędzie były resztki jedzenia, dwie poduszki były doszczętnie rozwalone, a wazon od babci stłuczony. Był bardzo ważny, ponieważ nasza babcia już dawno umarła. Położyłam tackę na podłodze, wzięłam dwie szklanki, podeszłam do nich i wylałam na chłopaków napój, który znajdował się w kubkach.
- Co wy sobie myślicie? Jesteście u kogoś to macie się jakoś zachowywać. Spójrzcie, salon wygląda jak chlew, a nie jak zwykły pokój. A wazon macie odkupić lub go skleić, rozumiecie, co do was mówię? – spojrzałam na ich miny były one bezcenne. Szybko pokiwali głową i zaczęli sprzątać pomieszczenie. Swój wzrok przeniosłam na brata. – A ty… Doigrasz się w końcu. Myślisz, że tak łatwo Ci to popuszczę? Sprzątaj razem z nimi. Jeśli za 10 minut nie zobaczę tu porządku to wyrzucę Cię na zbity pysk, rozumiesz? – przerażony zabrał się za czynność, którą mu zadałam. Zadowolona poszłam do pokoju. Nigdy tak się nie czułam, ale chyba ich nie wystraszyłam?
- Przecież to nie moi koledzy tylko jego. – wzruszyłam ramionami i podeszłam do pułki gdzie trzymałam różne zeszyty. Wyciągnęłam jeden, który był dla mnie bardzo ważny, otworzyłam i zajrzałam do środka. Były w nim zapiski jak i teksty piosenek, które czasem pisałam nawet mogłam tam znaleźć wierszyki z dawnych lat. Usiadłam na łóżku wraz z zeszytem i powoli go przeglądałam. Te wszystkie wpisy przywołały u mnie uśmiech na mych ustach. Cieszyłam się, że kiedyś miałam takie radosne życie. Przewróciłam kartkę, a tam zobaczyłam wyjątkowy napis.

Nigdy o Tobie nie zapomnę nawet, jeśli będziemy rozdzieleni na kilka długich lat.
Będę Cię kochał zawsze.
Zelo


- Zelo? Kto to jest? – przewertowałam cały zeszyt, lecz nie znalazłam nic innego. Nawet żadnej informacji o nim, nic, pustka. Załamałam się, możliwe, że to właśnie on jest kluczem do mych zablokowanych wspomnień.  


----------------------------------

Szczęśliwego Nowego Roku! Udanego sylwestra i powodzenia w 2015 roku! ♥♥♥ 






środa, 24 grudnia 2014

Bonus~ Święta ♥

Obiecałam wam, że napiszę i to dokonałam~ Oby wam się spodobało, trochę zakończenie spaściłam, ale chyba nic się nie stanie >< 


Życzę wam Wesołych, radosnych Świąt. Żebyśie dostali jak najwięcej prezentów, ciepła rodzinnego, świątecznej atmosfery, żeby śnieg za oknem spadł i pierwsza gwiazdka na niebie pokazała się~~ ♥♥♥
Merry Christmas~ ♥

Przemierzałam właśnie zimowe, pokryte puszystym, białym śniegiem ulice. Miasto wydawało się czarujące. Wszędzie były powieszone lampki ozdabiające, które mieniły się w różnych kolorach, na dachach była połyskująca pokrywa śnieżna, a na niej kilka ozdób, takich jak Święty Mikołaj, Renifer, Elfy. W kawiarniach roiło się od ludzi, którzy szukali ciepła, także na dworze można było spotkać przeróżne osoby, które właśnie wybierają się do sklepu po prezenty i dzieci, które rzucają się śnieżkami. Patrzałam na to z uśmiechem, powracały do mnie wspomnienia z dzieciństwa. Spojrzałam na kartkę, którą trzymałam w dłoni. Miałam tam wypisane jakie prezenty dla kogo, postanowiłam, że każdy będzie miał po tyle samo opakunków, żeby nikomu nie zrobiło się smutno.
- Ah! Jakie ja mam świetne pomysły~ - powiedziałam to z uśmiechem na ustach. Rozglądnęłam się dookoła. Wszędzie panował zamęt, lecz ja się kierowałam do specjalnego sklepu. Były tam przecudowne rzeczy, może się spodobają chłopakom. Nigdzie się nie spiesząc, oglądałam piękne wystawy. Na półkach były spinki, rzeźby, kubki, ubrania. Nagle mnie zaciekawiła jedna, wyjątkowa rzecz. Była ona w swoim rodzaju, miała to coś, co mnie przyciągało. Podeszłam bliżej szyby i się uważnie przyjrzałam. Rozmiar miała mały, wygląd przeciętny, lecz można powiedzieć, że przyciągała swoim martwym spojrzeniem. Oczy, które zostały wyrzeźbione miały kolor błękitny, jak morze. Włosy miała zrobione w wysokiego koka, w kolorze jasnego brązu, nosek mały, a usta całe czerwone. Nie chcąc dalej marznąć na zewnątrz, pozwoliłam sobie wejść do środka. Przywitała mnie starsza Pani.
- Dzień Dobry Dziecinko, chcesz może ciasteczko? – spytała mnie swoim milutkim głosem. Nie mogłam odmówić.
- Dzień Dobry, chętnie, lecz przyszłam po coś innego. – odpowiedziałam i wzięłam z małego, białego talerzyka czekoladowe ciastko. Gdy wzięłam pierwszy kęs, ogarnęła mnie słodycz, ciepło, które rozpływało mnie w wewnątrz.
- A dokładniej?
- Po tą laleczkę z wystawy.. – oznajmiłam, a w jej oczach pojawił się smutek. Czy coś złego powiedziałam? Szybko przełknęłam słodycz i podeszłam do niej, tak, że stykaliśmy się ramionami. – Przepraszam, chyba powiedziałam coś niewłaściwego…
- Ah.. Nie, tylko przypomniała mi się taka sprawa z przeszłości. Nie musisz się o nic martwić Dziecinko. – uśmiechnęła się, lecz jej wzrok nadal był ten sam. Założyła maskę na twarz.
- Babciu... Nie musisz tego przede mną kryć. Jeśli ta laleczka wiąże się z pewną sprawą, która była dla Ciebie cennym wspomnienie to nic nie poradzę.
- Dziękuję! Jeśli chcesz to rozglądnij się po wystawie. Jest jeszcze wiele ciekawych rzeczy. – momentalnie się rozpromieniła. Jej buzia nabrała żywszych kolorów, a oczy wydawały się jak dwa małe diamenciki. Nie wierzę, że taka Pani w starszym wieku, może mieć tyle uroku. Ukłoniłam się z wdzięcznością i poszłam w kierunku kolorowych półek. Nie mogłam oderwać wzorku, te rzeczy były jeszcze cudowniejsze od tej laleczki. Spojrzałam na karteczkę, którą nadal trzymałam w dłoni. Nic z tych wypisanych obiektów nie kupie. Zgniotłam ją i wsadziłam do kieszeni kurtki. Sięgnęłam po małego, wyrzeźbionego pingwina. Miał na sobie czerwone nauszniki, niebieski plecak, kolorowy szalik wokół jego małej szyi. A to wszystko było wyrzeźbione, nie mogłam w to uwierzyć, to było przecudowne. Odwróciłam się w kierunku Babci, która siedziała za ladą zajadając ciasto.
- Przepraszam, a kto robił te rzeczy? Są one przecudowne.
- Mój zmarły mąż. Dziękuję za to, że mówisz takie słowa. Ludzie, którzy tutaj wstępują zawsze krytykują.
- Czyli tamta laleczka jest od Pani męża? Wzorował się na kobiecie?
- Tak, na mnie. Tak właśnie wyglądałam w młodości, lecz lata robią swoje. – lekko się zaśmiała i wróciła do swojej poprzedniej czynności. Wzięłam pingwina do ręki i zaczęłam dalej szukać prezentów. Bardzo szybko znalazłam, ponieważ tutaj chociaż wszystko jest ręcznie robione, ma swoje uroki. Dla Jimin’a miałam właśnie tego pingwinka, Rap Monster miał okulary, które można zakładać, Jin talerz, ale malutki, na którym można dawać rzeczy z plasteliny, Suga miał naszyjnik, na którym pisał Love, Tae wzięłam małpkę, którą można wieszać, ponieważ miała taki ogon, a Kook’owi kupiłam pierścionek. Może to nie były jakieś drogie prezenty, ale ktoś wykonał je z sercem i wkładał w nie swoje uczucia. Pożegnałam się z Staruszką i wyszłam na zewnątrz. Od razu w moją stronę zawiał zimny wiatr. Obróciłam się na pięcie i spojrzałam na szyld tego sklepu, lecz nic nie zauważyłam. Czyżby to były moje złudzenia? Głowę skierowałam na tą laleczkę, ale jej też nie było. Może mi się tylko przewidziało? Podniosłam siatkę na wysokość mojej twarzy, wszystkie te rzeczy były w niej, więc dlaczego nie ma tego sklepu? Ludzie, którzy wokół mnie szli, nie zwracali na to uwagi. Potrząsnęłam głową i ruszyłam dalej. Teraz muszę kupić coś słodkiego, jakieś ciasto. Rozglądnęłam się po ulicy w poszukiwaniu kawiarni. Bardzo szybko ją znalazłam, więc poszłam tam. Gdy weszłam w moją stronę zawiał podmuch ciepłego miejsca i zapachu jedzenia. Podeszłam do lady, a za nią stała wysoka Pani o miłym uśmiechu.
- Dzień Dobry! Mogłabym poprosić o to ciasto? – spytałam się, kierując swój blady palec na wyznaczoną słodkość. Wypiek był nieduży, ale mógł spokojnie wystarczyć dla osiem osób, był pokryty białą czekoladą, a na górze była bita śmietana w kolorze różowym, a na tym widniały truskawki. Od razu chciałam to zjeść, lecz nie mogłam. Musiałam wytrzymać.. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam z sklepu i skierowałam się do domku.

W tym samym czasie chłopcy mieli przygotować dom, czyli ustawić choinkę i ją udekorować, zrobić różne potrawy, które pojawią się na stole, posprzątać mieszkanie, ładnie przestroić mieszkanie. Oby im się to udało. Zostało tylko kilka godzin do wspólnej wieczerzy, a ja nadal nie wiem czy oni to wszystko zrobili.

Mijając już powoli ściemnione ulice, które nie traciły swej magii, wzrokiem obserwowałam otoczenie. Nigdy nie widziałam tak pięknej zimy. Sypał biały śnieg z nieba, gwiazdy już zdobiły niebiosa, ludzie, którzy życzyli wszystkim Wesołych Świąt, dzieci, które właśnie zbierały się do rodzinnego domu, biały puch, który zdobił wszystkie dachy mieszkalne, pary, które oczekiwały na pierwszą gwiazdę z nieba. To wszystko wydawało się takie cudowne. To jest właśnie ten czas, kiedy wszyscy zbierają się razem.

Chociaż szłam wolno, jednak dotarłam do domy w jakieś 15 minut. Stanęłam przed drzwiami i myślałam nad tym czy wejść, czy jednak nie. W końcu weszłam do pomieszczenia i ogarnęła mnie miła niespodzianka. Wszystko było na miejscu, każdy zakamarek był posprzątany i udekorowany, a na środku salonu stała bardzo wielka choinka ozdobiona. Więc jednak się postarali. Ściągnęłam czarne buty i weszłam w głąb świątecznego nastroju. Wszędzie się świeciło na przeróżne kolory, baloniki latały, aniołki były powieszone, na ścianach były namalowane Mikołaje, Renifery, Elfy, Sanie, Drzewko Świąteczne i różne malowidła, które kojarzyły się z Świętami. Patrzyłam na to wszystko z niedowierzeniem, zmieścili się w czasie; ponad jedna godzina.
- I jak? Piękne, prawda? Spisaliśmy się? – zapytał się Suga, podchodząc bliżej mnie. Był on ubrany zwyczajnie, lecz na głowie miał uszy Renifera.
- I to jak. Wszystko wygląda jak zwykła magia, która zawitała do naszego domu. Dziękuję, a jak z jedzeniem?
- Hyung wszystko zrobił. Czeka to na stole.
- A zostawiliście miejsce na ciasto? – spytałam się z nadzieją, że jednak to zrobili. Podniosłam czerwone pudełko z wstążką, w której znajdował się wypiek, aż było czuć ten zapach. Chłopak spojrzał na kartonik, wziął mi go z dłoni i powędrował do salonu. Byłam zmuszona iść za nim. Widok, który tam zastałam wstrząsnął mną. Zespół wyraźnie fajnie się przy tym bawił, lecz ja nie. Mój wzrok rozglądnął się po pomieszczeniu i zatrzymał się na firankach, które zostały doszczętnie zniszczone. Dopiero co kupione, a już potargane.
- Możecie mi powiedzieć co się z nimi stało? – wskazałam palcem na materiał. Nagle w pokoju zapanowała cisza, nikt się nie odzywał tylko uciekali wzrokiem. W końcu odezwał się głos, a tym kimś okazał się być J-Hope.
- Chcieliśmy, żeby było coś innego w tym mieszkaniu, więc postanowiliśmy coś zmienić i padło na firanki…
- Więc potargaliście dopiero co kupione firanki. Kto jest taki mądry, że wpadł na ten pomysł? – przesuwałam wzrokiem po ich twarzach, nikt nie potrafił wydobyć z siebie słowa. Jeżeli chcieli dobrze to niech im będzie. – Dobra, przyznam, że fajnie to wygląda, lecz nigdy takiego czegoś nie róbcie, rozumienie? – wszyscy potrząsnęli głową na tak i zajmowali się wcześniejszą robotą. Ja za to podeszłam do choinki i po kryjomu wsadzałam prezenty do torebek, podpisując je od razu. Wcisnęłam opakowania głębiej i odeszłam od drzewka. Usiadłam na kanapie, wcinając już smaczne potrawy, które przygotował Jin. Dobrze, że chociaż jest taka osoba, która tak dobrze gotuje. Rozkoszowałam się jedzeniem, które przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Było tak pyszne, że aż szkoda jeść, ale trzeba, bo by się zmarnowało. Szybko do mnie dołączyli chłopcy, którzy o dziwo byli w bardzo dobrych humorach. Chciałam zjeść jak najwięcej, ale nic już nie było na stole. Wszystko sami zjedli, nawet się nie podzielili, a czego ja mogłam się spodziewać? Przecież to zawsze niewygłodniałe wilki.. 
- Jak już zjedliśmy, to może zaśpiewamy sobie? – zaproponował TaeTae. Od razu każdy się zgodził, Lider bardzo długo wybierał piosenkę, ale szybko Kook zadecydował, że Jingle Bells. Akurat uwielbiam tą melodię, więc wczuję się w to. Wszyscy wstaliśmy, a Jimin zaczął śpiewać jako pierwszy, każdy się dołączył. I tak prześpiewaliśmy całą godzinę, ale fajnie się przy tym bawiąc.
Nadszedł czas na prezenty, więc jako, że Kook jest tutaj najmłodszy to on będzie rozdawał torebki z niespodziankami. Byłam bardzo podekscytowana, bo nie wiem co dostanę, to jest najgorsze.. Okazało się, że dla mnie były jako pierwsze. Zaczęłam powoli otwierać prezenty i na mej twarzy wpłynęło wielkie zaskoczenie jak i radość. W pierwszym pakunku, który dostałam od Sugi, był naszyjnik, na którym widniał napis Swag, drugi od Mon’a, to kubek z kaczką (?), trzeci od Jin’a, to książka kucharska, czwarty od Jimina, to czapka z napisem Sexy, piąty od J-Hop’a, to szalik, taki jak zawsze chciałam, a na końcu materiału był napis Hope, szósty był od V’iego, to brązowy pluszak w kształcie małpy, a ostatni był od Kook’iego – srebrny pierścionek, na którym były wyrzeźbione napisy Forever and Love. Odstawiłam wszystkie na podłogę i podeszłam do każdego, z zamiarem przytulenia. Oni za to odwdzięczyli się tym samym. Każdy dostał najlepsze prezenty, jedzenie, które było wyśmienite i radość, miłość od drugiej osoby. Nagle zauważyliśmy jak zaczął sypać biały puch, a na niebie pokazała się pierwsza gwiazda. Od razu pomyślałam swe życzenie, oby się spełniło. Odwróciłam się do nich i uśmiechnęłam się od serca.

Dziękuję za te cudowne święta z wami.


Dziękuję, że was poznałam, chłopaki! 

----------------------------------------------





poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 1

Dzień Dobry~ Od dzisiaj zamierzam prowadzić nowe opowiadanie razem z zespołem B.A.P! <3 Myślę, że wam się spodoba >< Miłego czytania życzę ^^ 



 Wstałam wczesnym rankiem, aby wyszykować się do szkoły. Leniwie podniosłam się z miękkiego łóżka, nałożyłam czarne, puszyste kapcie na gołe stopy i powędrowałam do łazienki. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, zastała mnie nie mała niespodzianka.
- Ya! MinTae, co Ty tutaj robisz?
- Nie widzisz? Leże.
- Nie jestem przecież ślepa. Czemu tu spałeś?
- W nocy poszedłem do łazienki, żeby się załatwić i mi się nie chciało wracać..
- Ah… Jest ranek, Ty nie musisz iść do szkoły, a ja muszę. Więc z łaski swojej wyjdź z niej. – podniosłam go za ramię i wyprowadziłam z pomieszczenia. Zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam robić swoje.

Gdy tylko wyszłam z łazienki, powróciłam do swojego pokoju. Można by powiedzieć, że nie był jakiś wielki. Biało-czarne ściany, łóżko, biurko, szafeczka, lustro i kilka pudeł. A w szarym koncie stała gitara elektryczna z podpisem mojego taty. Nie wiem nic o nim, od małego wychowałam się bez niego, była tylko przy mnie mama. Rodzicielka nie mówiła mi zbytnio o ojcu, lecz tylko mi powiedziała, że nadal żyje i jest w Korei. Chciałam go szukać, ale to było bez sensu. Nie wiedziałam jak ma na imię, jak wygląda, kim jest, w którym mieście mieszka. Kompletnie pustka.

Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej mundurek. Strój składał się z szarej spódnicy, która sięgała mi do połowy ud, do tego jeszcze była biała bluzka z krótkim rękawkiem, a na to cienki, beżowy sweterek o długich rękawach. Założyłam mundurek na siebie i swe kroki skierowałam do lustra. Wyglądałam nawet, nawet. Wzięłam do dłoni szczotkę i zaczęłam delikatnie czesać me włosy. Były one koloru jasnego brązu, nie były zbyt długie, ale mi to wystarczało. Gdy skończyłam wykonywaną czynność, zabrałam się za pakowanie książek do plecaka. Spojrzałam na nie z pogardą. Na zeszytach były widoczne TE napisy, a w środku gdzieniegdzie zarysy potargania. Nie chciałam niepokoić mamy i brata, więc nic im o tym nie mówiłam.

Zamknęłam spokojnie plecak, założyłam go na plecy i wyszłam z pokoju. Skierowałam się do kuchni, aby zjeść porządne śniadanie. Gdy zeszłam na dół rodzicielka, jak i Tae byli już przy stole i jedli posiłek.
- Czemu nie zaczekaliście na mnie? – usiadłam przy stole i także do nich dołączyłam. Na śniadanie była zwykła kanapka z sałatą i serem, a do picia mleko bananowe. Moje ulubione.
- Szykowałaś się do szkoły, więc pomyślałam, że nie będziesz jadła.
- Mamo~ Weź przestań opowiadać takich bzdur. Ja zawsze jem posiłek.
- Nie zawsze… - wypowiedział się na swój temat MinTae. Spojrzałam na niego z pod byka. Przyznam, że nie zawsze, ale czasem zjem. Jak będę głodna oczywiście. Nie zwracając już na nikogo uwagi, dokończyłam posiłek. Wstałam z miejsca i poszłam założyć buty. Szybko je ubrałam, poprawiłam jeszcze tylko ubranie i byłam gotowa do wyjścia.
- Mamo! Tae! Wychodzę! – krzyknęłam otwierając drzwi. Ostrożnie je zamknęłam i wyszłam na dwór. W moją stronę zawiał lekki wiatr, było tak przyjemnie. Gdy przechadzałam się po uliczkach widziałam ludzi, którzy się spieszyli do pracy, dzieci, które bawiły się w berka lub szli za rączkę z mamą. Za to ja, zwykła, szara osoba nawet się nie spieszyłam. Mój dzień w szkole zawsze wygląda tak samo, więc po co? Żadnej niespodzianki nie będę miała. Te same twarze, ten sam uśmiech, te same głosy… Ludzie są wstrętni, a najgorzej dziewczyny. Sama to mówię, chociaż jestem jedną z nich. Czasem sama siebie nie rozumiem.

Weszłam do szkoły, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Skierowałam się do szafki, aby zmienić buty. Gdy ją otworzyłam, zobaczyłam to samo. Pełno śmieci i karteczek. Wyrzuciłam je na podłogę i wyciągnęłam buty, które były popisane. Zmieniłam obuwie, zamknęłam szafeczkę, poprawiłam plecak i poszłam na górę po schodach. Ludzie, którzy szli w moim kierunku, popychali mnie. Tak jakbym była powietrzem. Od tego właśnie jestem w tej szkole. Budynek, w którym są sami egoiści, gwiazdy, dzieci sławnych osób.. Bachory, które tylko wydają pieniądze swoich rodziców na pierdoły, a sami nie umieją zarobić. Nienawidzę takich ludzi, a daję się pomiatać. Czasem mam tego po prostu dość, lecz nie zrobię tego co oni mi rozkazują. Nie chcę sprawić przykrości mojej rodzinie. Czasem też mam chęć postawić im czoła, lecz się boję. Boję się tego, że będzie jeszcze gorzej niż dotychczas.

Podeszłam do mojej klasy, otworzyłam drzwi i poszłam do swej zniszczonej ławki. Usiadłam na krześle, wypakowałam książkę i zeszyt z tego przedmiotu, który się zaraz odbędzie. Chciałam na chwilę odpocząć, ale ktoś mi przeszkodził w tym.
Ya.. Nie przywitasz się z nami? – podniosłam głowę, gdy usłyszałam głos nad sobą. To one.. Przyszły.. Nie odpowiedziałam im na to, wyraźnie było widać, że się jednej nie spodobało to. Uderzyła w blat ławki i się pochyliła nade mną. – Yah! Kim JunAh! Słyszysz mnie?! Czy może jednak głucha? – jak wypowiedziała to zdanie, jej ‘’ przyjaciółeczki ‘’ zaczęły się śmiać. Czy to był aż  takie śmieszne? Nie rozumiem ich. NeoLim spojrzała na mnie jakbym była śmieciem, wzięła moją torbę i rzuciła ją do kosza na śmieci.
- Czysty! Hahaha! Torba na śmieci! Pamiętaj o swoim miejscu JunAh… - ostrzegała mnie dziewczyna, odwróciła się do mnie plecami i poszła gdzieś z ‘’przyjaciółeczkami’’. Nikt z klasy nie zwracał na to uwagi, nawet nauczyciele. Czułam się z tym okropnie. Wstałam z krzesła i poszłam wyciągnąć plecak. Cały śmierdział i gdzieniegdzie były poprzyklejane kawałki jedzenia. Otrzepałam go, ale nadal nie mogłam zmienić zapachu. Trudno, będę już z takim chodziła, w domu go wypiorę. Usiadłam ponownie na miejscu, obróciłam głowę w stronę okna i zapatrzyłam się na nudny krajobraz. Nic w tej szkole nie było ciekawego, więc dlaczego do niej poszłam… Nagle moją uwagę przykuł biały, duży samochód, który właśnie zatrzymał się ku bramy szkoły. Zaciekawiona bardziej się przypatrzałam. Okazało się tylko, że to jakaś grupka chłopaków. Znowu egoiści i bachory wydające pieniądze na nic. Pokręciłam głową zażenowana i odwróciłam się w stronę tablicy, ponieważ nauczyciel już przyszedł.

Gdy tylko profesor wyszedł z sali, w pomieszczeniu zapanował chaos. Tak jak zawsze, te dzieciaki zaczęły gadać o biżuteriach, pieniądzach, o takich ludziach tak jak ja… Czasem mam chęć ich po prostu walnąć, ale nie mogę. Niechętnie musiałam słuchać tych bzdur, a z sali nie mogłam wyjść, ponieważ od razu bym padła ofiarą naśmiewania, popychania lub nawet oblewania wodą. Tak właśnie wygląda moje życie w tej szkole. Rozglądnęłam się po klasie, usłyszałam kilka przekleństw i wyzwisk w moim kierunku, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Obróciłam głowę w stronę okna i zapatrzałam się na drzewo. Drzewo, które stało tu już dobre kilkanaście lat. Może nie wyglądało jakoś cudownie, ale miało coś w sobie, coś co mnie przyciągało. Drzewo było strasznie wysokie, gdzieniegdzie stare kory spadały na zieloną trawę, na kilku cienkich gałązkach siedziały ptaki, które co chwila śpiewały. Śpiew tych zwierząt był przecudowny, melodia dla mych uszu, lecz muszą być tacy ludzie, którzy zagłuszają piękną kołyskę. Krzyczą, rzucają czym popadnie… Te właśnie poczynienia bolą me serce, może na taką nie wyglądam, ale uwielbiam takie rzeczy. Z zewnątrz wyglądają na stare, poniszczone, brzydkie, ale w środku mają to coś. Zauważyłam nagle, że wysoki chłopak o nieziemskich oczach, które mienią się we wszystkich kolorach, utkwił swój wzrok w mojej osobie. Zafascynowałam się tym, jego blond włosy, wysoki wzrost, twarz, która była niemal doskonała i te oczy. Pierwszy raz widzę takiego chłopaka, ale zgaduję iż ma tą samą osobowość co inni ludzie w tej szkole. Przecież to niej przyjechał. Chętnie bym mogła cały czas patrzeć na niego, lecz oczekiwania są inne. Spuścił wzrok i ruszył w kierunku swoich kolegów, którzy razem z nim powędrowali do środka budynku.
- Siadać na miejsca, bachory! – krzyknął Pan Jung. Każdy wiedział, że jest łysy, a specjalnie zakłada perukę o kolorze szarym. Jest on nauczycielem plastyki, bardzo surowy profesor, który nie zna manier, wyzywa każdego ucznia od najgorszych, nigdy nie powiedział żadnemu jakieś pochwały. Nawet inni nauczyciele go nie lubią… Tak oczywiście sądzę. Spojrzałam na jego dzisiejszy ubiór, zawsze go w myślach krytykowałam. Na pierwszym miejscu musi być peruka, nigdzie się bez niej nie ruszy, na siebie ubrał garnitur w kolorze beżowym, lecz spodnie miał bardzo szerokie w innym odcieniu. Widać, że nie zna się na modzie. Pokiwałam zażenowana głową, jakim cudem może się tak ubierać? Oczywiście wiem, że każdy ma swój własny styl, ale szerokie spodnie do wąskiego garnituru? W ogóle patrzy w lustro czy co?

Nauczyciel zaczął powoli rozdawać kartki, na których mamy narysować człowieka w dowolnej postaci. Może to być chłopak, dziewczyna, mama, siostra, wymyślona osoba, ktokolwiek. Gdy miał już położyć papier na mojej ławce, spojrzał na mnie z pogardą i odszedł. Tak jak myślałam, nie mam żadnego poparcia. Z piórnika wyciągnęłam dobrze naostrzony ołówek HB, gumkę, która się już nie nadawała do żadnego użytku. W moich myślach pojawił się ten chłopak, który wydawał się być cudowny. Chciałam go narysować, lecz nie wiedziałam w jakiej postaci, więc zdecydowałam się na wizerunek piosenkarza. Zaczęłam wszystko od głowy, od tych jedwabnych włosów, cudownych oczu, małego nosa, soczystych ust i idealnej twarzy. Do tego rysunku wkładałam duże staranie jak nigdy, zawsze to tylko coś machnęłam ołówkiem jakąś kreskę i to tyle. Później zeszłam niżej i już miałam kłopot. Był szczupły, ale zarazem trochę było widać zarys mięśni, tak więc go zaczęłam rysować. Zarzuciłam na postać ubranie, które oddawało mu uroku. Wokół niego ‘’ latały ‘’ nuty, w ręce trzymał mikrofon, a przed nim były fanki. Odłożyłam ołówek, a kartkę wzięłam do ręki i zaczęłam patrzeć na mój przecudowny rysunek, który pierwszy raz w życiu tak narysowałam. Byłam tak zafascynowana tym obrazkiem, że nie zauważyłam jak NeoLim zbliża się do mnie.

- Co my tu mamy? – bezczelnie zabrała mi rysunek. – Hoho.. Widzę, że Panna Kim umie rysować. Szkoda tylko gdyby nagle się podarło. – na moich oczach zgniotła kartkę i do tego jeszcze porozrywała. Odłamki papieru wszędzie latały, a mi serce się kroiło. Mój najładniejszy dotychczas rysunek… Spojrzałam na nią wzrokiem, którego sama nie umiałam opisać… Czułam to, uczucia, które tłumiłam w sobie nagle wyszły na zewnątrz, lecz jakoś je powstrzymałam. Jedynie ten wzrok pozostał. Po jej postawie i przerażeniu w oczach stwierdziłam, że się mnie poważnie wystraszyła. Tylko prychnęła i poszła w swoim kierunku. Ja za to zaczęłam sprzątać kawałki rysunku. Było mi go strasznie szkoda, ten obrazek był dla mnie jedyną nadzieją na zapamiętanie jego twarzy. Mam taką przypadłość, że nie zawsze zapamiętam buzie innych ludzi. To musi być bliska mi osoba lub dopiero poznana. Teraz będę ubolewała nad rysunkiem, ten dzień jednak nie okazał się być lepszy od innych, a miałam cichą nadzieję, bo spotkałam tego chłopaka. Wstałam z poniszczonego betonu i skierowałam się do śmietnika. Wrzuciłam tam potargane kawałki i wróciłam na swoje miejsce. Spojrzałam przelotnie na zegar, wiszący nad tablicą – 11.40. Powinien być już dzwonek. Jak na zawołanie pojawił się. Uczniowie krzyknęli zadowoleni, jedynie ja siedziałam cicho w swojej ławce. Tak jak zawsze, wyjrzałam przez okno. Jednak zamiast ciepłego, lekkiego wiatru, był chłodny powiem, że aż poczułam na własnej bladej skórze. Przeszyły mnie ciarki, lecz nadal nie odwróciłam swego wzroku od widoku. Teraz ten krajobraz nie był nudny, nabrał soczystych kolorów. Gdy napawałam się tym, zauważyłam jak ktoś wychodzi ze szkoły. Rozpoznałam dyrektora, a także tajemniczego Pana i jego kolegów. Aż mi się ciepło zrobiło na sercu. Przypatrzałam się bardziej, cudowny chłopak i jego kolega mieli mundurki placówki. Czyli od jutra będę mogła go spotykać? Chyba zemdleje jak okaże się, że dołączy do naszej klasy, lecz także poniżę się przed nim. NeoLim mi nie odpuści tego. Jednak nie ma się co cieszyć. Moje tymczasowe rozmyślenia przerwał różnorodny wzrok nowego. Spojrzał się na mnie, nie umiałam tego opisać. Patrzeliśmy się na siebie z nie wiadomo ile czasu. Minut, sekundy, godziny płynęły bardzo powoli, a me serce miało wyskoczyć z bladej klatki piersiowej. Czy to właśnie nazywa się miłość?   

----------------------------------------------
Dziękuję za uwagę! Do następnego razu  ♥ 

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 21 ♥ KONIEC OPOWIADANIA :(

Mam dla was bardzo przykrą wiadomość, otóż już dzisiaj skończyłam te opowiadanie, LECZ ciągle na tej stronę będę prowadziła nowe, które zacznę pisać od tej niedzieli. Nie wiadomo jaki to będzie zespół, ani bohaterowie, nowy wpis o NOWYM opowiadaniu pojawi się w poniedziałek, w samo południe. I jeszcze w wigilię postaram dać BONUS z wigilią jaka się dzieje z BTS i Kwon RiRin. Myślę, że nadal będziecie odwiedzać mój blog i czytać chętnie nowe opowiadanie c; Miłego czytania życzę~~ 



Odeszłam od okna, ubrałam buty na stopy i wyszłam z mieszkania. Kierowałam się w stronę wyjścia budynku. Byłam trochę zestresowana, bo nie wiem jak mnie przyjmą. Nagle w moich oczach pojawiły się łzy, nie ocierałam ich. Musiałam już teraz zobaczyć chłopaków. Gdy byłam na dole, widziałam na własne oczy. Stali, czekali, śmiali się, chciałam ich przytulić.. Naszła mnie taka ochota. Miałam już postawić krok, lecz coś mnie zatrzymało. Strach, który nagle narodził się w moim ciele. Nie mogłam się ruszyć, nawet o milimetr. Tylko się na nich patrzyłam. Nagle V się odwrócił. Jego rozszerzone oczy, zdziwiona mina i palec, który na mnie wskazuje. Jak na zawołanie, chłopcy odwrócili się w tym kierunku. Ta sama reakcja. W końcu, pierwszy ruch wykonał Lider. Podszedł do mnie, stanął przede mną i nie wiedział co ma zrobić. Ja za to podniosłam ręce i go przytuliłam z całej siły.
- Bardzo za Tobą tęskniłam.. Za tymi kłótniami… Brakowało mi tego.. – nie puszczałam jego ciała, a z mych oczu popłynęły słone łzy, które zaraz poczułam na ustach.
- RiRin, pierwszy raz to powiem. Ja tak samo.. – przytulił mnie z całej siły, lecz po chwili puścił. Spojrzałam na niego z pod grzywki, ale nic nie widziałam. Przeszkadzały mi w tym łzy.
- A ze mną to się już nie przywitasz? – spytał się V. Podeszłam do niego i przytuliłam bardzo mocno. Szkoda tylko, że nie mogłam ich wszystkich zmieścić w moich ramionach. Gdy tylko znalazłam się w jego objęciu, on zaczął głaskać mnie po głowie. Na początku delikatnie, a później coraz mocniej. Chyba mi się głowa przypaliła. Szybko się od niego odsunęłam, podniosłam wzrok na Tae i zobaczyłam wredny uśmiech.  Nigdy takiego nie widziałam.
- Co uciekasz? Czeka Cię sroga kara.. – zatarł dłonie, nadal ten sam wyraz twarzy i podchodził do mnie.  Przyznam, że wygląda jak zwykły pedofil, który dopiero co wyszedł z więzienia i złapał swoją ofiarę. Czuję się poszkodowana.  Nie wiem co mam zrobić, na pewno nie ucieknę, też mu nie przywalę.. Spojrzałam po chłopakach, oni się tylko z tego śmiali. To jest naprawdę niesprawiedliwe! Rozglądnęłam się po otoczeniu, teraz zauważyłam, że wokół nas jest dużo ludzi. Czy oni aż tak są popularni? Inni robili zdjęcia, jedni plotkowali, drudzy śmiali się. Nie lubię być w środku zainteresowania. Wtedy bardzo źle się czuje, te wszystkie spojrzenia… Odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Przepraszam Tae, ale nie dzisiaj. – odeszłam od nich, kierując się w stronę mieszkania.  Byłam po prostu zwykłym tchórzem, nie miałam odwagi stanąć im w twarz, ani tym ludziom. Jestem żałosna. Otworzyłam drzwi od domu, weszłam do pomieszczenia i udałam się do salonu. Usiadłam na kanapie, zamknęłam oczy i rozpłynęłam się w myślach. Ukazał mi się ich obraz, jak wyglądali, lecz nie widziałam nigdzie Kook’a. Czyżby nie chciał się ze mną spotkać? Posmutniałam trochę, to bolesne jeśli Twoja ukochana osoba, tak Cię odrzuca. Przecież ja to samo zrobiłam, nie mam co Jego winić. Otworzyłam swe oczy i nad sobą zobaczyłam Jin’a.  Tak się przestraszyłam, że aż spadłam z kanapy.
- Ya! Nie wiesz jak mnie wystraszyłeś?! Tak się nie robi!
- Ale.. miałaś drzwi otwarte, więc postanowiliśmy się rozgościć.
- Co? Jak to ‘’my’’?
- Proste. Masz coś do jedzenia? Jestem głodny, a Ty za pewnie też. Przygotuję jakieś danie.
- Znajdzie się coś w lodówce. Nie zrób mi bałaganu, nie chce później sprzątać po Tobie.
- Tak, tak… - dalej nie usłyszałam, bo poszedł do kuchni. Co ja z nim mam? Wstałam z podłogi i się rozglądnęłam po pokoju. Na razie tylko spotkałam Jin’a. Nagle usłyszałam trzask, który wydobył się z łazienki. Szybko tam pobiegłam i zobaczyłam V’iego, który leży na kafelkach, a nad nim stoi J’Hope z kawałkami szkła. Co oni tutaj robili? Gdy chłopcy usłyszeli dźwięk mojego ‘’kaszlnięcia’’ to odwrócili się w moją stronę.
- He he.. Ja Ci to wszystko wytłumaczę…
- Już to widzę. Odłóż to natychmiast! Ty wstawaj i pozbieraj resztę szkła, żeby nikomu nie stała się krzywda. A Ty – spojrzałam na J-Hop’a, który właśnie ‘’uciekał’’. – odkupujesz mi to!
- Niech Ci będzie, ale pomożesz nam?
- Nie, mam ważniejsze sprawy na głowie. – nagle usłyszałam krzyk. – widzisz? Sami zrobiliście bałagan i sami go posprzątacie. – wyszłam z tego pomieszczenia i kierowałam się w stronę głosu. Okazało się, że ten krzyk pochodził od Jimin’a. Stanęłam przed nim i spojrzałam na niego jak, na głupka. Kto mądry, specjalnie wchodzi  na szafę i ściąga bardzo wielkich rozmiarów pudło. Jeśli ktoś tak robi, to musi mieć chyba same dobre oceny lub nie mieć nic w głowie.  Teraz chłopak leży pośród tych wszystkich zeszytów, zdjęć i nie wiem co tam jeszcze jest.  Kucnęłam przy nim i zaczęłam zbierać powoli rzeczy.
- Człowieku, coś ty robił?
- Chciałem tylko ściągnąć to i nagle… Dalej chyba wiesz.
- Tak, tak… Nie gadaj już, tylko pomóż mi z tym. – powiedziałam, gdy tylko zauważyłam, że chciał coś jeszcze dopowiedzieć.  Po niecałych 5 minutach, skończyliśmy. Odłożyłam pudło, obok szafy i powędrowałam do kuchni. Przyciągały mnie te zapachy, które były takie delikatne. Gdy weszłam do pomieszczenia, ujrzałam Jin’a, który ciągle gotuje, lecz na blacie było już kilka dań. Stawiałam kroki jak najciszej, tylko żeby nie zauważył. Ale oczywiście los musi być przeciwko mnie.
- RiRin, wiem, że tu jesteś.
- Mogłeś chociaż udawać.
- Nie umiem kłamać..
- Już Ci uwierzę. – usiadłam przy stole i oczekiwałam na potrawy. Byłam strasznie głodna, a już dawno nie jadłam porządnego posiłku. Wracają stare czasy. Uniosłam wzrok na plecy chłopaka. Z tyłu wyglądał jak mama, która gotuje dla dzieci. Taka atmosfera rodzinna. Oparłam głowę na dłoni i utkwiłam wzrok na nim, lecz nie na długo.  Ktoś na mnie naskoczył z tyłu. Chociaż nie wiem jakim cudem, jak ja siedziałam na krześle.  Odwróciłam się w stronę tej osoby, okazało się, że to Suga. Załamałam się. Jeden dzień, a mam dość .
- RiRin~ Chodź ze mną na zakupy~
- Nie mam pieniędzy.
- Ale za to ja mam~ Nie bądź taka~ Na godzinkę..
- Suga! Nie denerwuj mnie! Nie będę od Ciebie pożyczała pieniędzy na ciuchy..
- To.. będzie prezent od przyjaciela!~ Proszę, zgódź się~
- Nie, jestem głodna i czekam na jedzenie.
- A po?
- Będę zajęta.
- A czym?
- Suga! Zachowujesz się teraz jak małe dziecko! Zakupy, zakupy, tylko Ci one w głowie.
- Bo chcę iść na zakupy!
- A ja nie!
- Proszę~ Rap Mon ze mną nie chce iść…
- I chyba wiem dlaczego.. – powiedziałam cicho pod nosem. Dobrze, że nie usłyszał tylko się na mnie popatrzał oburzony i odszedł gdzieś.  Jednego dzieciaka mniej. Odetchnęłam z ulgą, położyłam ręce na stole, a na nich swoją głowę. Jeszcze przyjdzie jeden, a się wykończę.  Jak na zawołanie, zleciał się.
- RiRin!! Zepsuło się to! – stanął przede mną cały spanikowany. Nawet nie wiedziałam o co chodzi, dopiero gdy spojrzałam na jego ręce. Trzymał w nich moje radyjko, które dostałam od szefowej.
- Ya!! Coś ty z nim zrobił?!
- Tylko wziąłem to do ręki i nagle nie chciało grać..
- Powiedz mi.. Jakim cudem?! Przecież od tak nie mogło się zepsuć! To było od szefowej!
- Coś ważnego?
- Tak!
- Ups.. Jakoś się naprawi..
- Nic już nie dotykaj… - powiedziałam z wściekłością. Wyrwałam mu to z dłoń i ułożyłam delikatnie na stole. Usiadłam ponownie na krzesło i przyglądałam się urządzeniu. Biedne radyjko. W tak młodym wieku zginąć, dopiero miała 4 miesiące… Zaczęłam się użalać nad nieruchomą rzeczą. Czemu mój los taki musi być jak tylko ich spotkam? 
- RiRi, sprzątaj to ze stołu. Będę już podawać dania. – powiedział Jin, biorąc do ręki talerze. Szybko wzięłam urządzenie i położyłam na podłodze. Oby nikt nie nadepnął na to. Niechętnie zawołałam resztę chłopaków. Biegli jakby się gdzieś paliło. Oczywiście Tae jak szedł do krzesła, MUSIAŁ nadepnąć na radyjko. Nie wzruszony niczym, usiadł spokojnie i zaczął delektować się jedzeniem.  Spojrzałam z żalem na radio. Teraz to już na pewno nie będzie grało… Podniosłam głowę do góry i to co widziałam zszokowało mnie. NIC już nie było na stole. Tylko jakieś ogryzki, okruszki. Będę głodowała, a myślałam, że się spokojnie najem. Wstałam i powędrowałam do swojego pokoju. W sypialni panował całkowity porządek, wszystko miałam na miejscu, chociaż nie zawsze chciało mi się układać. Ściany były koloru beżowego, a na nich obrazy. Obok drzwi było od razu łóżko, a naprzeciwko znajdowało się biurko, na którym był laptop. Jakieś szafeczki, lustro, pudła. A w szarym końcu kryła się gitara klasyczna. Już dawno na niej nie grałam i niech tak pozostanie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, zamknęłam oczy. W mojej głowie pojawił się obraz. Szczęśliwy zarazem smutny. Wyobrażałam sobie to do końca. Bardzo tego chciałam, żeby to się spełniło, ale nie wiem jak tego dokonać. W tym tkwi problem. Powoli otworzyłam swe oczy i spojrzałam na zegarek: 18.31 Ten czas bardzo szybko leci, zdecydowanie za szybko. Tak sobie leżałam na puchowym pokryciu, aż w końcu musiało to się skończyć. Do pokoju wparował Monster, widać było, że się zmęczył. Podszedł do mnie, chwycił za rękę i zaprowadził do salonu. To co tam zobaczyłam zachwyciło mnie. Pomieszczenie wyglądało naprawdę pięknie. Wszędzie latały balony, z głośników leciała muzyka, na stoliku były przeróżne dania, gdzieniegdzie leżały kolorowe misie, na ścianach były malowidła, a między kuchnią i salonem wisiał wielki napis:

‘’ Tęsknimy! Wróć do nas! ’’

Spojrzałam na chłopaków z łzami w oczach. To było naprawdę piękne i wzruszające. Podbiegłam do nich i każdego przytuliłam.
- Nie musieliście tak dużo robić. Wystarczyły mi te prezenty i list..
- Oj tam… Ważne, że jestem zadowolona, prawda?
- Tak! Jestem przeszczęśliwa! Dziękuje wam za to~
- Ale to jeszcze nie koniec. Mamy następną niespodziankę~ - podszedł do mnie Suga i zawiązał mi wokół głowy opaskę z bawełny. Zamiast widzieć co się dzieje, to mam ciemność przed oczami. Dziwnie się czułam. Owszem słyszałam co się dzieje, ale nic nie widziałam. Nagle ktoś złapał mnie za ramiona i gdzieś prowadził. Poczułam lekki wiatr i szumy, więc za pewnie jesteśmy na dworze. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, gdzieś będziemy jechać. Usiadłam sobie wygodnie na siedzeniu i oczekiwałam na dalszy rozwój wydarzeń. Wspomniałam sobie, że już dawno nie jechałam tym autem. Może się coś zmieniło od wewnątrz, ale nie mogłam nic zobaczyć.
- Jesteśmy już na miejscu. Teraz ostrożnie wysiadaj.. – powiedział do mnie Suga. Chwycił mnie za dłonie i wyprowadził z samochodu. Stanęłam na ziemi i szłam potulnie za nim. Oczywiście on mnie kierował. Słyszałam ciche szepty, które były tajemnicze, leciutki śpiew ptaków, był muzyką dla mych uszów, szelest drzew. To wszystko dodawało uroku, lecz jeśli bym zobaczyła ten krajobraz, byłby jeszcze piękniejszy. Nie wiadomo ile szliśmy, ale mnie już nogi bolały.
- Niech ktoś mi powie, kiedy będziemy na miejscu?
- Poczekaj jeszcze chwilkę, Jesteśmy już prawie. – powiedział J-Hope. Bardzo duża wskazówka. Powoli nudząc się, zaczęłam śpiewać sobie w myślach. Ułożyłam nawet tekst piosenki, który oczywiście zaraz zapomniałam. Muszę chyba brać jakieś specjalne tabletki na pamięć. Może to mi wtedy pomoże.
- Już jesteśmy. – powiadomił mnie Jimin. Powoli zdjęłam opaskę z oczu i zobaczyłam przed sobą nieziemski widok. To było niesamowite. Wokół mnie było pełno drzew, które się kołysały w rytm wiatru, na pojedynczych gałązkach siedziały ptaki, które delikatnie śpiewały, w oddali było małe jeziorko, które błyskało się od zachodzącego już słońca. Wszystko było takie piękne. Mogłabym tu nawet zamieszkać!
- Chłopaki, kocham was~ To jest chyba najlepsza niespodzianka, która mnie spotkała!
- Przecież to jeszcze nie koniec. Jest dalsza część, ale to musisz już sama poszukać.
- Gdzie? Może jakieś wskazówki?
- W specjalnym, tajemniczym miejscu, czeka na Ciebie Twoja ukochana i najważniejsza osoba.. – gdy tylko usłyszałam tą część zdania, zerwałam się to poszukiwań. Chciałam go odnaleźć, zobaczyć, przytulić. Nie ważne ile dzieli nas kilometrów, chcę go teraz. Przedzierałam się przez różne krzaki, trochę miałam poharatane ręce, ale to nic nie szkodzi. Miałam się już poddać, lecz usłyszałam czyiś śpiew.

‘’ Nie mogę zasnąć całą noc
Do końca czasu
Nieważne jak bardzo próbuję Cię zapomnieć ’’ 

Coraz bardziej było słychać melodie.

‘’ Jesteś moją czekoladką, moja najsłodsza czekoladka
Naprawdę chcę Cię mieć ‘’

W końcu dotarłam na miejsce, gdzie było słychać muzykę. Nie uwierzyłam własnym oczom. On tam stał, obrócony do mnie plecami. Wokół nas nic nie było, pusta polana. Byliśmy tylko my. Cicho do niego podeszłam i przytuliłam bardzo mocno. Po chwili w moich oczach pojawiły się łzy, nie umiałam ich powstrzymać.
- RiRin… Wiem ile Ci przykrości sprawiłem, ale chciałbym Ci coś wyznać. – odwrócił się do mnie tak, że stykaliśmy się czołami. – Od kiedy się pojawiłaś w naszym zespole niezbyt za Tobą przepadałem. Myślałem, że jesteś podejrzaną osobą, lecz później ta nienawiść przerodziła się w miłość. Za każdym razem gdy na Ciebie spojrzałem, miałem motylki w brzuchu, nie umiałem się wysłowić, a serce biło mi jak szalone. A to wszystko przez Ciebie. Pogrywałaś sobie ze mną. Nie zwracałaś na mnie, na moje uczucia, czułem się wtedy okropnie. Nadeszła taka chwila, że miałem Ci to wszystko wyznać, lecz Ty odeszłaś. Nie było Cię przez dwa lata i teraz chcę to powiedzieć. Kocham Cię. Kocham Cię nad życie. Tęsknie za Tobą, jeśli nie ma Ciebie obok mnie. Brakuję mi Twojej bliskości, którą zawsze mi ofiarujesz, Twego uśmiechu, Tych oczu. Wszystko mi się w Tobie podoba. Czy będziesz moją dziewczyną? – gdy wypowiedział jakże te piękne słowa, uroniłam łzy szczęścia. Przytuliłam go tak mocno, że aż oboje polecieliśmy na trawę.
- Tak, będę Twoją dziewczyną do końca mego życia. Kocham Cię Kook~
- Ja Ciebie też RiRin…  

----------------------------------------------------

BARDZO WAS PROSZĘ O KOMENTARZ. BĘDĘ WIEDZIAŁA, ŻE KTOŚ CHOCIAŻ CZYTA TE OPOWIADANIE I Z SIŁĄ NAPISZĘ KOLEJNE, NOWE. DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ! ♥