Chciałam
ciągle na niego patrzeć, bez przerwy, lecz dane mi to nie było. Zabrzmiał
dzwonek, który okazał się być bardzo krótki. Musiałam wstać i przywitać się z
nauczycielem, zrobiłam to bardzo szybko, żeby ponownie spojrzeć w okno, ale
jego już nie było. Ogarnął mnie smutek i żal, który wydobył się z mojego
bijącego serca. Odpuściłam sobie patrzenie przez okno i zajęłam się nudną
lekcją, Pana Lim. Jednak przedmiot nie okazał się
taki, jak oczekiwałam. Nagle przyszedł Dyrektor i powiadomił nas, że od jutra
będą chodzić z nami nowi uczniowie. W mojej głowie pojawiła się myśl, że to
będzie Pan przystojny i jego kolega, którzy ukazali się dzisiaj rano. Gdy tak marzyłam o nim, przysunęła mi się zła myśl, że jutro
także będę nękana. Od razu wywaliłam to z głowy i spojrzałam na NeoLim, załapaliśmy kontakt wzrokowy, który z
jej strony był pogardą. Od razu odwróciłam me oczy od dziewczyny i skupiałam
się na nauczycielu.
~~* 45 minut później *~~
Po
skończonym wykładzie, wstałam i wyszłam z klasy. Po raz pierwszy od
niepamiętnego czasu opuściłam to pomieszczenie. Skierowałam się do sklepiku, gdzie
planowałam kupić soczyste, czerwone jabłko. Szłam,
oglądając ludzi, którzy oglądają się za mną, wyśmiewając mnie. Zbytnio różnicy
mi to nie roiło, ponieważ jestem przyzwyczajona do tego, od dwóch lat tak się
dzieje. W pierwszej klasie miałam spokój, lecz nadszedł taki okres czasu, że
zaczęli swe poszukiwania na ofiarę. Wkładali zawsze czerwoną kopertę do
szafeczki na buty i tak się złożyło. Przyjaciele, którzy dotychczas byli ze
mną, odeszli na stronę zła.. Wtedy przeżywałam smutne chwile, nie miałam, komu
się wyżalić, a rodziny nie chciałam w to mieszać.
Gdy w
końcu doszłam do sklepiku, wzrok wszystkich ludzi został skierowany na moją
osobę. Te szydercze spojrzenia, dwulicowe uśmiechy, plotki za moimi plecami.
Wszędzie. Nie mogłam się z tego uwolnić. Powoli podeszłam do lady, każdy się
odsunął, wyzywają mnie przy tym.
- Mogłabym poprosić o jabłko?
- Tak,
oczywiście.- obróciła się w stronę wystawy, sięgnęła po owoc i zapakowała
go w siatkę. - Proszę
bardzo.
-
Dziękuję. - uśmiechnęłam się lekko, ukłoniłam się i skierowałam swe
kroki do sali. Będąc już w pomieszczeniu, usiadłam przy swojej zniszczonej
ławce i zaczęłam konsumować czerwony owoc jabłoni. Obróciłam się w stronę okna
i zapatrzyłam się ponownie w krajobraz. Tym razem wydawał się znacznie inny,
było w nim coś niepokojącego. Przeniosłam swój wzrok na drzewo, którego już nie
było.. Jakim cudem? Godzinę temu tu był, nawet przed chwilą, ale czemu? On
dawał mi odwagę, nadzieję, że się kiedyś to skończy, lecz nie. Jego już tutaj
nie było. Nie miałam, nad czym się użalać, rozglądnęłam się po dworze i
zauważyłam ponownie JEGO, tym razem uśmiechał się. Jednak ten uśmiech nie był
taki jak zawsze, był on jak inni ludzie w tej szkole mieli. Szyderczy, złośliwy
i pełen dumy. Spostrzegałam także moje ulubione drzewo, które teraz leżało na
zielonej trawie. Więc jednak to jego sprawka.. Nagle poczułam taką pustkę w
sercu, czemu ja się tak czuję? Jakby ktoś oderwał mi kawałek ważnej rzeczy dla
mnie. Chyba nie powinnam tak szybko się zakochiwać w nieznanej mi osobie, taka
jest prawda. Nie oceniaj książki po okładce, najpierw trzeba zajrzeć w głąb. Jaka
ja byłam głupia...
Szybko
dokończyłam jabłko i zajęłam się wyciąganiem potrzebnych przedmiotów. Teraz
mamy biologię, akurat Pani Park jest bardzo miła, nawet z wyglądu. Kobieta jest
wysoka, szczupła, (chociaż jest w takim wieku), blondynka z siwymi pasemkami i
małe, brązowe oczy, które jak przystają na Azjatkę. Nic nie mam do jej mody,
ponieważ ubiera się młodzieżowo. Uwielbiam tą Panią, chociaż z tego przedmiotu
nie jestem zagrożona.
Pani
Park weszła do pomieszczenia i się z nami radośnie przywitała. Od samego
patrzenia się na nią miałam uczucie, że żyję, jestem wolna od prześladowań.
Zawsze tak jest, ale czemu to się nie sprawdzało?
Spojrzałam
na Park, uśmiechała się wesoło i zaczęła pisać na tablicy temat.
~~* 45 minut później *~~
Po
skończonej lekcji, mogliśmy iść spokojnie do domu, ponieważ Dyrektor przyszedł
w środku wykładu i oznajmił Dalsze
przedmioty zostały odwołane. Było
to dla mnie bardzo dziwne, bo nigdy tak nie powiedział.
Zeszłam
schodami na dół, gdzie pełno było ludzi. Zamiast śmiechów usłyszałam ponownie
plotki. Czy zawsze tak jest jak ja przychodzę oni muszą przestać rozmawiać?
Powolnym krokiem podeszłam do szafki, wyciągnęłam z niej czarne trampki,
włożyłam je na stopy, a szkolne wsadziłam z powrotem do pobrudzonej skrzynki.
Zamknęłam na kluczyk, który o dziwo jeszcze działał i wyszłam z szkoły. Na
szczęście nikt nie szedł w moim kierunku, więc mogłam cieszyć się wolnością.
Wyciągnęłam telefon z plecaka, nacisnęłam bladym palcem na kontakty i wybrałam
wyjątkowy numer. Po chwili odebrał.
- Halo?
- Um..
Mam do Ciebie prośbę, bo ja nie wzięłam kluczy do domu, a teraz kończę lekcje,
więc mogłabym przyjść pod Twoją szkołę?
-
Jasne, tylko nie rób zamieszania. - poinformował mnie Tae i wytłumaczył gdzie mam się kierować.
Nigdy nie widziałam gdzie jest jego szkoła ani jak wygląda. Nie byłam tam, bo
zawsze miałam klucze przy sobie, ale dzisiaj miałam pecha. Po skończonym przez
niego wykładzie, rozłączyłam się i poszłam w skazane miejsce.
Bardzo
długo mi to szło, prawie się zgubiłam, lecz uratował mnie jakiś chłopak z tej
szkoły. Zaprowadził mnie pod bramę i więcej już nie powiedział. Sknera.
Powoli
weszłam do lekko poniszczonego budynku, rozglądając się uważnie czy nie widzę
TaeTae, ale nigdzie go nie widziałam. Czyli muszę iść do jego sali, ciekawe jak
jego koledzy zareagują. Może będzie tak jak u mnie? Tymi spojrzeniami i
wyśmiewaniem? Oby tak nie było, nie chce jeszcze tutaj takiej sławy
zdobyć.
Wspięłam
się na wysokie schody, pomijając chłopaków.. Czemu tu są sami chłopcy?! Mówił,
że są tu także dziewczyny.. Młody się doigra..
Osoby,
którzy szli obok mnie, patrzeli się na mnie jakbym była jakimś okazem w zoo.
Robiło się to powoli denerwujące, lecz nie zwracałam na to uwagi. Szybko
wchodziłam na schodki, żeby być już bliżej jego klasy. Jak to Tae mówił Jest od razu naprzeciwko schodów,
jak na nie oczywiście wejdziesz.
Gdy
byłam już na górze, usłyszałam krzyki radości. Zaglądnęłam do pomieszczenia i
zauważyłam Brata, który siedział na ławce, pijąc Cole wraz z kolegami, którzy
grali w karty. Odsunęłam białe, poniszczone drzwi i weszłam wolnym krokiem do
klasy. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, to jest jeszcze lepsze.
Siedział
odwrócony do mnie plecami, cichutko do niego podeszłam. Podniosłam rękę i
zamierzałam dać na jego podłużne ramie. Powoli położyłam dłoń i zacisnęłam na
niej palce.
-
Dawaj pieniądze. - powiedziałam ściszonym głosem. On za to szybko się odwrócił,
nawet na mnie nie spojrzał tylko już wycelował cios w brzuch. Dobrze znam jego
sztuczki, więc szybko się odsunęłam. Podniosłam nogę, nie zwracając na to, że
mam spódniczkę i go kopnęłam w brzuch. Lekko oberwał, bo posunął się do tyłu.
Chciał już ponownie zaatakować, lecz ja się w końcu odezwałam.
- Nie poznajesz własnej siostry, Tae?
- spojrzałam na niego,
śmiejąc się. Chłopak szybko podniósł głowę, a jego mina wskazywała na to, że
chciał przeprosić. - Daruj
sobie te słowa, tylko podaj mi klucze.
- Już,
już. - podszedł to plecaka i wyciągnął złote klucze. - Tylko ich nie zgub, bo one są
moje.
- I co
z tego? Ty mi już dużo rzeczy zgubiłeś, a były moją własnością. Lepiej się nie
odzywaj z takim czymś. - uśmiechnęłam się lekko, lecz szybko znikł, gdy zauważyłam
wzrok jednego kolegi.
- Nie
idziesz już, Jun?
-
Przecież masz bardzo długą przerwę, chyba mogę sobie posiedzieć z wami?
- Nie
wiem czy tego chcą. - spojrzał wymownie na swoich przyjaciół, ale oni nie zwracali
na niego uwagi, tylko pokiwali głową na Tak. Wzięłam małe krzesło, które było
pod ręką i dosiadłam się do nich.
- Może się przedstawię. Nazywam się
Kim JunAh, a wy? - zamiast
oni coś powiedzieć, to TaeTae ich uprzedził.
- Od
lewej strony: Park MinJin, Kwon JiHo, Lee JonHo. To wszyscy. - chłopcy
wstali, skłonili się i przywitali się ze mną. Pierwszy raz miałam takie miłe
uczucie. Zaczęliśmy rozmawiać o byle, czym. Raz o słodkości, raz o moim
wymarzonym chłopaku itp.
Fajnie
się z nimi rozmawiało, ale w końcu trzeba to skończyć. Zabrzmiał dzwonek, który
ogłaszał lekcję.
- Tae, ja się będę zbierała. Obiad
będzie na stole, więc się trochę pośpiesz. - wstałam
z krzesła i kierowałam się do wyjścia.
- Noona! Przyjdź jeszcze tu kiedyś! - odwróciłam się na to zdanie.
Bardzo mnie zszokowało, lecz uśmiechnęłam się od serca.
- Ym! Przyjdę! - pożegnałam się z nimi i poszłam w
stronę domu. Przemierzałam uliczki, które były puste o tej godzinie. Czasem
gdzieniegdzie przejdzie jakaś osoba lub kilka, ale to rzadkość o takim czasie.
Wzrokiem obserwowałam okolicę, chociaż zawsze to robię, ale nigdy nie mogę
dokładniej się przyjrzeć. Teraz to nabrało kolorów, które były przepiękne,
czyżbym dostrzegała inną stronę świata?
Ominęłam
wielką latarnię, a obok była ławka. Podeszłam do siedzenia i usiadłam. O dziwo
była bardzo wygodna, obróciłam głowę na oparcie. Widniały tam wyryte napisy JunHong + JunAh = ♥
- Co? Czyżbym to była
ja? Nie… Jest wiele osób o tym samym imieniu.. Nawet, jeśli to ja, to i tak nie
przypominam sobie tego.. Miałam wypadek samochodowy, kiedy miałam 14 lat.. To
nic nie zmieni. – powoli wstałam z ławeczki i udałam się w końcu do domu.
Szybko weszłam do mieszkania, zamknęłam drzwi i skierowałam
się do własnego pokoju. Tam się na spokojnie przebrałam w ciuchy robocze,
włączyłam głośno muzykę i zeszłam na dół, aby przygotować ciepły obiad. Gdy
byłam już w pomieszczeniu, znajdowała się tam mała karteczka. Wzięłam ją do
dłoni i zaczęłam czytać.
Droga Jun!
Mama miała pilne wezwanie z pracy i musiała się udać do biura.
Przepraszam, że nie zrobiłam obiadu, ale szybko mi się śpieszyło.
Będziesz musiała sama zrobić jedzenie, a w lodówce na pocieszenie
macie lody.
Nie czekajcie na mnie, będę późnym wieczorem.
Mama ♥
Gdy skończyłam czytać, zgniotłam i
wyrzuciłam do kosza papier. Tak jest zawsze, już się do tego przyzwyczaiłam. Otworzyłam
drzwiczki od lodówki, wyciągnęłam z niej potrzebne składniki i zamknęłam.
Jedzenie, które trzymałam w rękach, położyłam na blacie i zaczęłam robić swoje.
~~* 20 minut później *~~
Położyłam
talerze na stole, a sztuczce obok każdego talerzyka. Przelotnie spojrzałam na
zegar 13.35
- O tej godzinie chyba kończy, więc za
niedługo powinien być w domu. – usiadłam na krześle, wzięłam widelec i
zaczęłam jeść potrawę. Sama się dziwie, że tak dobrze zrobiłam, nigdy tak mi
nie wychodziło. Zawsze wyrzucałam i robiłam od nowa. Ponownie zawinęłam makaron
na widelec i rozkoszowałam się smakiem. Nagle usłyszałam głośne śmiechy na zewnątrz po
chwili one przeniosły się do domu. Dziwne… Przecież on zawsze przychodzi sam.
- Ya! TaeTae! – krzyknęłam z kuchni, lecz
nie dostałam odpowiedzi. Już powoli zdenerwowana wstałam z krzesła i poszłam do
salonu, gdzie słyszałam rozmowy. Nic dziwnego, że chłopcy, którzy z nim byli
zdziwili się na mój widok. To nie byli Ci sami, co w klasie, lecz inni.
Spojrzałam na siebie, normalnie wyglądałam. Włosy rozpuszczone, krótkie
spodenki i luźna, szara bluzka z krótkim rękawkiem.
- Min Tae, możesz mi powiedzieć, o co tu
chodzi? – powiedziałam wyraźnie zła. Chłopak wstał i zaprowadził mnie
trochę dalej.
- Zapomniałem Tobie powiedzieć, że koledzy do
mnie przychodzą po szkole. Chyba nie jesteś zła?
- Nie, wcale nie jestem zła… - powiedziałam z lekkim sarkazmem. – Mogłeś, chociaż zadzwonić, a ja jak głupia czekałam na Ciebie i zrobiłam
specjalnie obiad.. – obróciłam się zostawiając go samego i poszłam do
kuchni. Tam zjadłam obiad, a jego porcję wyrzuciłam do kosza. Naczynia dałam do
zmywarki i tam je zostawiłam. Z szafki wyciągnęłam pięć szklanek, zalałam do
nich Cole, wzięłam tackę i poszłam do salonu. Tam, co mnie zastało całkowicie
zszokowało. Wszędzie były resztki jedzenia, dwie poduszki były doszczętnie
rozwalone, a wazon od babci stłuczony. Był bardzo ważny, ponieważ nasza babcia już
dawno umarła. Położyłam tackę na podłodze, wzięłam dwie szklanki, podeszłam do
nich i wylałam na chłopaków napój, który znajdował się w kubkach.
- Co wy sobie myślicie? Jesteście u kogoś to
macie się jakoś zachowywać. Spójrzcie, salon wygląda jak chlew, a nie jak
zwykły pokój. A wazon macie odkupić lub go skleić, rozumiecie, co do was mówię?
– spojrzałam na ich miny były one bezcenne. Szybko pokiwali głową i zaczęli
sprzątać pomieszczenie. Swój wzrok przeniosłam na brata. – A ty… Doigrasz się w końcu. Myślisz, że tak łatwo Ci to popuszczę?
Sprzątaj razem z nimi. Jeśli za 10 minut nie zobaczę tu porządku to wyrzucę Cię
na zbity pysk, rozumiesz? – przerażony zabrał się za czynność, którą mu
zadałam. Zadowolona poszłam do pokoju. Nigdy tak się nie czułam, ale chyba ich
nie wystraszyłam?
- Przecież to nie moi koledzy tylko jego. – wzruszyłam
ramionami i podeszłam do pułki gdzie trzymałam różne zeszyty. Wyciągnęłam
jeden, który był dla mnie bardzo ważny, otworzyłam i zajrzałam do środka. Były
w nim zapiski jak i teksty piosenek, które czasem pisałam nawet mogłam tam
znaleźć wierszyki z dawnych lat. Usiadłam na łóżku wraz z zeszytem i powoli go przeglądałam.
Te wszystkie wpisy przywołały u mnie uśmiech na mych ustach. Cieszyłam się, że
kiedyś miałam takie radosne życie. Przewróciłam kartkę, a tam zobaczyłam wyjątkowy
napis.
Nigdy o Tobie nie
zapomnę nawet, jeśli będziemy rozdzieleni na kilka długich lat.
Będę Cię kochał
zawsze.
Zelo
- Zelo? Kto to jest? – przewertowałam
cały zeszyt, lecz nie znalazłam nic innego. Nawet żadnej informacji o nim, nic,
pustka. Załamałam się, możliwe, że to właśnie on jest kluczem do mych
zablokowanych wspomnień.
----------------------------------
Szczęśliwego Nowego Roku! Udanego sylwestra i powodzenia w 2015 roku! ♥♥♥








