środa, 24 grudnia 2014

Bonus~ Święta ♥

Obiecałam wam, że napiszę i to dokonałam~ Oby wam się spodobało, trochę zakończenie spaściłam, ale chyba nic się nie stanie >< 


Życzę wam Wesołych, radosnych Świąt. Żebyśie dostali jak najwięcej prezentów, ciepła rodzinnego, świątecznej atmosfery, żeby śnieg za oknem spadł i pierwsza gwiazdka na niebie pokazała się~~ ♥♥♥
Merry Christmas~ ♥

Przemierzałam właśnie zimowe, pokryte puszystym, białym śniegiem ulice. Miasto wydawało się czarujące. Wszędzie były powieszone lampki ozdabiające, które mieniły się w różnych kolorach, na dachach była połyskująca pokrywa śnieżna, a na niej kilka ozdób, takich jak Święty Mikołaj, Renifer, Elfy. W kawiarniach roiło się od ludzi, którzy szukali ciepła, także na dworze można było spotkać przeróżne osoby, które właśnie wybierają się do sklepu po prezenty i dzieci, które rzucają się śnieżkami. Patrzałam na to z uśmiechem, powracały do mnie wspomnienia z dzieciństwa. Spojrzałam na kartkę, którą trzymałam w dłoni. Miałam tam wypisane jakie prezenty dla kogo, postanowiłam, że każdy będzie miał po tyle samo opakunków, żeby nikomu nie zrobiło się smutno.
- Ah! Jakie ja mam świetne pomysły~ - powiedziałam to z uśmiechem na ustach. Rozglądnęłam się dookoła. Wszędzie panował zamęt, lecz ja się kierowałam do specjalnego sklepu. Były tam przecudowne rzeczy, może się spodobają chłopakom. Nigdzie się nie spiesząc, oglądałam piękne wystawy. Na półkach były spinki, rzeźby, kubki, ubrania. Nagle mnie zaciekawiła jedna, wyjątkowa rzecz. Była ona w swoim rodzaju, miała to coś, co mnie przyciągało. Podeszłam bliżej szyby i się uważnie przyjrzałam. Rozmiar miała mały, wygląd przeciętny, lecz można powiedzieć, że przyciągała swoim martwym spojrzeniem. Oczy, które zostały wyrzeźbione miały kolor błękitny, jak morze. Włosy miała zrobione w wysokiego koka, w kolorze jasnego brązu, nosek mały, a usta całe czerwone. Nie chcąc dalej marznąć na zewnątrz, pozwoliłam sobie wejść do środka. Przywitała mnie starsza Pani.
- Dzień Dobry Dziecinko, chcesz może ciasteczko? – spytała mnie swoim milutkim głosem. Nie mogłam odmówić.
- Dzień Dobry, chętnie, lecz przyszłam po coś innego. – odpowiedziałam i wzięłam z małego, białego talerzyka czekoladowe ciastko. Gdy wzięłam pierwszy kęs, ogarnęła mnie słodycz, ciepło, które rozpływało mnie w wewnątrz.
- A dokładniej?
- Po tą laleczkę z wystawy.. – oznajmiłam, a w jej oczach pojawił się smutek. Czy coś złego powiedziałam? Szybko przełknęłam słodycz i podeszłam do niej, tak, że stykaliśmy się ramionami. – Przepraszam, chyba powiedziałam coś niewłaściwego…
- Ah.. Nie, tylko przypomniała mi się taka sprawa z przeszłości. Nie musisz się o nic martwić Dziecinko. – uśmiechnęła się, lecz jej wzrok nadal był ten sam. Założyła maskę na twarz.
- Babciu... Nie musisz tego przede mną kryć. Jeśli ta laleczka wiąże się z pewną sprawą, która była dla Ciebie cennym wspomnienie to nic nie poradzę.
- Dziękuję! Jeśli chcesz to rozglądnij się po wystawie. Jest jeszcze wiele ciekawych rzeczy. – momentalnie się rozpromieniła. Jej buzia nabrała żywszych kolorów, a oczy wydawały się jak dwa małe diamenciki. Nie wierzę, że taka Pani w starszym wieku, może mieć tyle uroku. Ukłoniłam się z wdzięcznością i poszłam w kierunku kolorowych półek. Nie mogłam oderwać wzorku, te rzeczy były jeszcze cudowniejsze od tej laleczki. Spojrzałam na karteczkę, którą nadal trzymałam w dłoni. Nic z tych wypisanych obiektów nie kupie. Zgniotłam ją i wsadziłam do kieszeni kurtki. Sięgnęłam po małego, wyrzeźbionego pingwina. Miał na sobie czerwone nauszniki, niebieski plecak, kolorowy szalik wokół jego małej szyi. A to wszystko było wyrzeźbione, nie mogłam w to uwierzyć, to było przecudowne. Odwróciłam się w kierunku Babci, która siedziała za ladą zajadając ciasto.
- Przepraszam, a kto robił te rzeczy? Są one przecudowne.
- Mój zmarły mąż. Dziękuję za to, że mówisz takie słowa. Ludzie, którzy tutaj wstępują zawsze krytykują.
- Czyli tamta laleczka jest od Pani męża? Wzorował się na kobiecie?
- Tak, na mnie. Tak właśnie wyglądałam w młodości, lecz lata robią swoje. – lekko się zaśmiała i wróciła do swojej poprzedniej czynności. Wzięłam pingwina do ręki i zaczęłam dalej szukać prezentów. Bardzo szybko znalazłam, ponieważ tutaj chociaż wszystko jest ręcznie robione, ma swoje uroki. Dla Jimin’a miałam właśnie tego pingwinka, Rap Monster miał okulary, które można zakładać, Jin talerz, ale malutki, na którym można dawać rzeczy z plasteliny, Suga miał naszyjnik, na którym pisał Love, Tae wzięłam małpkę, którą można wieszać, ponieważ miała taki ogon, a Kook’owi kupiłam pierścionek. Może to nie były jakieś drogie prezenty, ale ktoś wykonał je z sercem i wkładał w nie swoje uczucia. Pożegnałam się z Staruszką i wyszłam na zewnątrz. Od razu w moją stronę zawiał zimny wiatr. Obróciłam się na pięcie i spojrzałam na szyld tego sklepu, lecz nic nie zauważyłam. Czyżby to były moje złudzenia? Głowę skierowałam na tą laleczkę, ale jej też nie było. Może mi się tylko przewidziało? Podniosłam siatkę na wysokość mojej twarzy, wszystkie te rzeczy były w niej, więc dlaczego nie ma tego sklepu? Ludzie, którzy wokół mnie szli, nie zwracali na to uwagi. Potrząsnęłam głową i ruszyłam dalej. Teraz muszę kupić coś słodkiego, jakieś ciasto. Rozglądnęłam się po ulicy w poszukiwaniu kawiarni. Bardzo szybko ją znalazłam, więc poszłam tam. Gdy weszłam w moją stronę zawiał podmuch ciepłego miejsca i zapachu jedzenia. Podeszłam do lady, a za nią stała wysoka Pani o miłym uśmiechu.
- Dzień Dobry! Mogłabym poprosić o to ciasto? – spytałam się, kierując swój blady palec na wyznaczoną słodkość. Wypiek był nieduży, ale mógł spokojnie wystarczyć dla osiem osób, był pokryty białą czekoladą, a na górze była bita śmietana w kolorze różowym, a na tym widniały truskawki. Od razu chciałam to zjeść, lecz nie mogłam. Musiałam wytrzymać.. Zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam z sklepu i skierowałam się do domku.

W tym samym czasie chłopcy mieli przygotować dom, czyli ustawić choinkę i ją udekorować, zrobić różne potrawy, które pojawią się na stole, posprzątać mieszkanie, ładnie przestroić mieszkanie. Oby im się to udało. Zostało tylko kilka godzin do wspólnej wieczerzy, a ja nadal nie wiem czy oni to wszystko zrobili.

Mijając już powoli ściemnione ulice, które nie traciły swej magii, wzrokiem obserwowałam otoczenie. Nigdy nie widziałam tak pięknej zimy. Sypał biały śnieg z nieba, gwiazdy już zdobiły niebiosa, ludzie, którzy życzyli wszystkim Wesołych Świąt, dzieci, które właśnie zbierały się do rodzinnego domu, biały puch, który zdobił wszystkie dachy mieszkalne, pary, które oczekiwały na pierwszą gwiazdę z nieba. To wszystko wydawało się takie cudowne. To jest właśnie ten czas, kiedy wszyscy zbierają się razem.

Chociaż szłam wolno, jednak dotarłam do domy w jakieś 15 minut. Stanęłam przed drzwiami i myślałam nad tym czy wejść, czy jednak nie. W końcu weszłam do pomieszczenia i ogarnęła mnie miła niespodzianka. Wszystko było na miejscu, każdy zakamarek był posprzątany i udekorowany, a na środku salonu stała bardzo wielka choinka ozdobiona. Więc jednak się postarali. Ściągnęłam czarne buty i weszłam w głąb świątecznego nastroju. Wszędzie się świeciło na przeróżne kolory, baloniki latały, aniołki były powieszone, na ścianach były namalowane Mikołaje, Renifery, Elfy, Sanie, Drzewko Świąteczne i różne malowidła, które kojarzyły się z Świętami. Patrzyłam na to wszystko z niedowierzeniem, zmieścili się w czasie; ponad jedna godzina.
- I jak? Piękne, prawda? Spisaliśmy się? – zapytał się Suga, podchodząc bliżej mnie. Był on ubrany zwyczajnie, lecz na głowie miał uszy Renifera.
- I to jak. Wszystko wygląda jak zwykła magia, która zawitała do naszego domu. Dziękuję, a jak z jedzeniem?
- Hyung wszystko zrobił. Czeka to na stole.
- A zostawiliście miejsce na ciasto? – spytałam się z nadzieją, że jednak to zrobili. Podniosłam czerwone pudełko z wstążką, w której znajdował się wypiek, aż było czuć ten zapach. Chłopak spojrzał na kartonik, wziął mi go z dłoni i powędrował do salonu. Byłam zmuszona iść za nim. Widok, który tam zastałam wstrząsnął mną. Zespół wyraźnie fajnie się przy tym bawił, lecz ja nie. Mój wzrok rozglądnął się po pomieszczeniu i zatrzymał się na firankach, które zostały doszczętnie zniszczone. Dopiero co kupione, a już potargane.
- Możecie mi powiedzieć co się z nimi stało? – wskazałam palcem na materiał. Nagle w pokoju zapanowała cisza, nikt się nie odzywał tylko uciekali wzrokiem. W końcu odezwał się głos, a tym kimś okazał się być J-Hope.
- Chcieliśmy, żeby było coś innego w tym mieszkaniu, więc postanowiliśmy coś zmienić i padło na firanki…
- Więc potargaliście dopiero co kupione firanki. Kto jest taki mądry, że wpadł na ten pomysł? – przesuwałam wzrokiem po ich twarzach, nikt nie potrafił wydobyć z siebie słowa. Jeżeli chcieli dobrze to niech im będzie. – Dobra, przyznam, że fajnie to wygląda, lecz nigdy takiego czegoś nie róbcie, rozumienie? – wszyscy potrząsnęli głową na tak i zajmowali się wcześniejszą robotą. Ja za to podeszłam do choinki i po kryjomu wsadzałam prezenty do torebek, podpisując je od razu. Wcisnęłam opakowania głębiej i odeszłam od drzewka. Usiadłam na kanapie, wcinając już smaczne potrawy, które przygotował Jin. Dobrze, że chociaż jest taka osoba, która tak dobrze gotuje. Rozkoszowałam się jedzeniem, które przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Było tak pyszne, że aż szkoda jeść, ale trzeba, bo by się zmarnowało. Szybko do mnie dołączyli chłopcy, którzy o dziwo byli w bardzo dobrych humorach. Chciałam zjeść jak najwięcej, ale nic już nie było na stole. Wszystko sami zjedli, nawet się nie podzielili, a czego ja mogłam się spodziewać? Przecież to zawsze niewygłodniałe wilki.. 
- Jak już zjedliśmy, to może zaśpiewamy sobie? – zaproponował TaeTae. Od razu każdy się zgodził, Lider bardzo długo wybierał piosenkę, ale szybko Kook zadecydował, że Jingle Bells. Akurat uwielbiam tą melodię, więc wczuję się w to. Wszyscy wstaliśmy, a Jimin zaczął śpiewać jako pierwszy, każdy się dołączył. I tak prześpiewaliśmy całą godzinę, ale fajnie się przy tym bawiąc.
Nadszedł czas na prezenty, więc jako, że Kook jest tutaj najmłodszy to on będzie rozdawał torebki z niespodziankami. Byłam bardzo podekscytowana, bo nie wiem co dostanę, to jest najgorsze.. Okazało się, że dla mnie były jako pierwsze. Zaczęłam powoli otwierać prezenty i na mej twarzy wpłynęło wielkie zaskoczenie jak i radość. W pierwszym pakunku, który dostałam od Sugi, był naszyjnik, na którym widniał napis Swag, drugi od Mon’a, to kubek z kaczką (?), trzeci od Jin’a, to książka kucharska, czwarty od Jimina, to czapka z napisem Sexy, piąty od J-Hop’a, to szalik, taki jak zawsze chciałam, a na końcu materiału był napis Hope, szósty był od V’iego, to brązowy pluszak w kształcie małpy, a ostatni był od Kook’iego – srebrny pierścionek, na którym były wyrzeźbione napisy Forever and Love. Odstawiłam wszystkie na podłogę i podeszłam do każdego, z zamiarem przytulenia. Oni za to odwdzięczyli się tym samym. Każdy dostał najlepsze prezenty, jedzenie, które było wyśmienite i radość, miłość od drugiej osoby. Nagle zauważyliśmy jak zaczął sypać biały puch, a na niebie pokazała się pierwsza gwiazda. Od razu pomyślałam swe życzenie, oby się spełniło. Odwróciłam się do nich i uśmiechnęłam się od serca.

Dziękuję za te cudowne święta z wami.


Dziękuję, że was poznałam, chłopaki! 

----------------------------------------------





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz