poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 3 ♥

Dzieńdoberek~ ^^ Na tą notkę nie miałam zupełnie pomysłu! Pani Wena jest czasem okropna ;-; Ale jakoś byłam wstanie ją napisać... chociaż w ogóle nie ma sensu! Cóż zostawiam wam to ;) Miłego czytania~

*Rozpoznałam tam jedną osobę. Nie spodziewałam się, że ta osoba się tam znajdzie...*


Patrzałam na to okno zszokowana. Nie umiałam się wysłowić. Nic. Totalna pustka. Czy oni mnie śledzą?! Dobrze, że mi jeszcze do mieszkania nie weszli. Nagle zauważyłam, że jakiś cień mi macha. Niepewnie odmachałam ale szybko zasunęłam rolety i z bijącym sercem powoli osuwałam się na podłogę. *Bip!* Wystraszyłam się na ten dźwięk. Zdałam sobie sprawę, że to tylko wiadomość. Uspokój się RiRi! Przecież to tylko głupi sms! Szybko odczytałam treść wiadomości. Brzmiała ona tak: 

Riri jutro po Ciebie przyjdę o 10 rano! Idziemy na zakupy! Bay~ ♥
Soon ;*

Aish...ta dziewczyna doprowadza mnie do szaleństwa! Przecież mam ładne ciuchy. Chyba... 
Wstałam z podłogi i podeszłam do szafy. Otworzyłam ją i ... same spodnie, bluzki itp. Mogę iść w spodniach na r-randkę? Coś za bardzo nie wypada. Eh ... nie jestem w tym dobra. Zamknęłam drzwi i poszłam już spać. 

~~* Rano *~~

Akurat musiały wybrać ten dom! Głupie ptaki. Wstałam niezadowolona z łóżka. Spojrzałam na zegar wiszący nad biurkiem. Przecież jest dopiero 9.00! A... no też fakt. Umówiłam się z Soon na 10. Dziękuję ptaszki! Dzisiaj mi się przydałyście. Leniwie podeszłam do komody i wyciągnęłam to co potrzebne, a później skierowałam się do łazienki. Po 20 minutach byłam już gotowa. Tylko zjeść śniadanie. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Zszedłam z schodów na dół do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam jogurt, a z szuflady łyżeczkę. Jadłam to na stojąco patrząc przez okno. Zauważyłam ruch. Czyli już jest. Dokończyłam tylko moje ''śniadanie'' i poszłam otworzyć drzwi. Od razu zostałam przywitana! 
- Cześć Riri! - tak mnie uściskała, że nie mogłam oddychać. Kątem oka zauważyłam, że już mnie puściła - Sorki - powiedziała z skruchą. 
- A. Nic się nie stało - uśmiechnęłam się leciutko - To co? Idziemy czy będziemy tak stać? 
- To w drogę! - i ruszyliśmy do centrum handlowego. Nie lubiłam chodzić po sklepach. Ona o tym dobrze wiedziała. Tym razem to był wyjątek. Po drodze opowiadała mi co nie co o tych ''randkach''. Nie słuchałam za bardzo byłam czymś innym zajęta. Jak ja będę wyglądała w spódnice? A co dopiero w sukience! Nigdy w nich nie chodziłam. No może jak byłam mała to tak ale teraz... Po moim ciele przeszły leciutkie dreszcze. Obróciłam się za siebie. Czy tylko mi się zdawało? No cóż. Po 20 minutach drogi byłyśmy już w centrum. Dziewczyna aż się zachwyciła na mnie to żadnego wrażenia nie robiło. Od razu wzięła mnie pod rękę i poszłyśmy do pierwszego lepszego sklepu.

~~*  7 godzin później *~~

 Byłam już padnięta! Po przyjściu do domu od razu położyłam się na sofie w salonie. Nic nie chciało mi się robić. Jaka ona jest męcząca. Przez prawie siedem godziny łaziliśmy po tych durnych sklepach! A tylko kupiłyśmy z dziesięć ciuchów lub więcej! Jeszcze do tego buty. Ah...nie myśl o tym... spokojnie. Chwilę ochłonęłam. Podniosłam się i spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 17.50. No to trzeba się szykować. Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę mojego pokoju po drodze zabierając torby.  Szybko się w to ubrałam. Mój strój na dzisiaj to: 

      












Jeszcze do tego instrukcja ''jak nałożyć makijaż''. Soon specjalnie go dla mnie przygotowała. Był to lekki makijaż nawet go na twarzy nie czułam. Przeglądnęłam się w lustrze i ... nie mogłam w to uwierzyć, że to ja! Chociaż dziwnie się w tym czułam to jakoś to wytrzymam. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Poprawiłam jeszcze włosy i zeszłam na dół po drodzę chwytając torbę i telefon. Otworzyłam drzwi i w nim zauważyłam kolegę, którego się nie spodziewałam! Był nim pomarańczowy chłopak z wczoraj! Przywitał się i wpuściłam go do środka. Powiedziałam żeby się rozgościł, a w między czasie poszłam do kuchni po szklanki wody. Usiadłam przed nim na kanapie i zaczęłam rozmowę.
- Powiedz mi. Pomarańczowy chłopaku. Dlaczego TY tu jesteś, a nie tamten kolega? - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Sądząc po jego minie widziałam oburzenie.
- Jestem Taehyang ale inni na mnie mówią V. Już wyjaśniam. Przyszedłem w tej sprawie, że Jin - kolega z wczoraj - nagle się rozchorował i nie mógł przyjść. Jako iż ja byłem pod ręką poprosił o tą jakże przepiękną przysługę.
- Podsumowując. Przyjaciel, z którym dzisiaj miałam się przejść rozchorował się i wysłał Ciebie. Tak to mam rozumieć? 
- Tak. 
- Mhm. Czyli jest spacer odwołany czy idziemy razem?
- Pewnie, że idziemy razem!
Wyglądał na szczęśliwego. Chwycił mnie pod rękę i zaprowadził pod drzwi wejściowe. Szybko ubrałam białe barelinki. Aish... już źle mi się chodzi! Wzięłam tylko klucze i wyszliśmy razem.
Ciągle coś do mnie mówił i przy tym się uśmiechał. Poopowiadał o sobie i teraz kolej na mnie.
- Co by ci tu powiedzieć? A. Już wiem! Jestem Kwon RiRin ale wszyscy na mnie mówią RiRi. Mam 17 lat. Hmm... mieszkam sama w domu - tu mi na chwilę przerwał.
- A jeśli mógłbym spytać. To czemu mieszkasz sama? 
- Moi rodzice nie żyją - tu trochę posmutniałam - Nie martw się! Wszystko jest w porządku - uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił - To dalej opowiadam. Lubię chodzić na spacery i dlatego jestem teraz szczęśliwa bo już dawno nie byłam, lubię gotować dla siebie lub Soon jak jest u mnie. Uwielbiam grać w koszykówkę! Chociaż wczoraj przegrałam. Czasem piszę słowa do muzyki i później próbuję grać na różnych instrumentach, które aktualnie znajdują się w moim domu. Boję się pająków i duchów. Z czym też się wiąże horror i straszne rzeczy. To by było chyba na tyle. Wszystkiego Ci nie będę mówiła.
- Czyli... piszesz teksty do piosenek? - wyraźnie był tym zaskoczony.
- Tak. Czy to aż takie dziwne? - spytałam śmiejąc się cicho.
- A-aniyo - powiedział trochę zawstydzony. Spojrzałam na zegarek, który mam na ręce wskazywał już 20.30, a jest jeszcze tak jasno. Popatrzałam na V.
- Um... Tae powinniśmy chyba już wracać. Koledzy będą martwić się o Ciebie.
- Ah! Właśnie! - widać, że sobie coś dopiero przypomniał. Z swojej kieszeni wyciągnął małe pudełeczko i wręczył mi je. Zaciekawiona otworzyłam, a w nim znajdowała się przepiękna bransoletka. Aż mi wdech w piersi zaparło - Um... ta bransoletka jest od nasz wszystkich. Od całego zespołu. Polubiliśmy Cię chociaż inni nie mieli okazji z Tobą porozmawiać - przy tym uśmiechnął się słodko. Zabrał ode mnie łańcuszek i zapiął mi na ręce. Nie mogłam przestać tego podziwiać. Była taka śliczna! Chyba pierwszy raz takie coś widzę na oczy. 
- Dziękuję! - skłoniłam się i przytuliłam go lekko by po chwili odejść od niego. 
- To co? Idziemy w drogę? - jak powiedział tak zrobiliśmy. Po 20 minutach drogi byliśmy już przed moim domem. Gdy nagle ktoś z naprzeciwka wybiegł z domu, podszedł do nas, a za nim wybiegł cały zespół? Nagle porwali V. I szybko ulotnili się do swojego mieszkania. Nadal zdziwiona i zszokowana tym co się przed chwilą stało weszłam do domu. Mieszkanie zamknęłam na klucz i poszłam na górę do mojego pokoju. Byłam już zmęczona. Nawet się nie umyłam i nie ściągnęłam ubrań. Tylko tak jak przyszłam, tak położyłam się do łóżka i oddałam się w objęcia morfeusza.          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz