poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 1

Dzień Dobry~ Od dzisiaj zamierzam prowadzić nowe opowiadanie razem z zespołem B.A.P! <3 Myślę, że wam się spodoba >< Miłego czytania życzę ^^ 



 Wstałam wczesnym rankiem, aby wyszykować się do szkoły. Leniwie podniosłam się z miękkiego łóżka, nałożyłam czarne, puszyste kapcie na gołe stopy i powędrowałam do łazienki. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, zastała mnie nie mała niespodzianka.
- Ya! MinTae, co Ty tutaj robisz?
- Nie widzisz? Leże.
- Nie jestem przecież ślepa. Czemu tu spałeś?
- W nocy poszedłem do łazienki, żeby się załatwić i mi się nie chciało wracać..
- Ah… Jest ranek, Ty nie musisz iść do szkoły, a ja muszę. Więc z łaski swojej wyjdź z niej. – podniosłam go za ramię i wyprowadziłam z pomieszczenia. Zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam robić swoje.

Gdy tylko wyszłam z łazienki, powróciłam do swojego pokoju. Można by powiedzieć, że nie był jakiś wielki. Biało-czarne ściany, łóżko, biurko, szafeczka, lustro i kilka pudeł. A w szarym koncie stała gitara elektryczna z podpisem mojego taty. Nie wiem nic o nim, od małego wychowałam się bez niego, była tylko przy mnie mama. Rodzicielka nie mówiła mi zbytnio o ojcu, lecz tylko mi powiedziała, że nadal żyje i jest w Korei. Chciałam go szukać, ale to było bez sensu. Nie wiedziałam jak ma na imię, jak wygląda, kim jest, w którym mieście mieszka. Kompletnie pustka.

Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej mundurek. Strój składał się z szarej spódnicy, która sięgała mi do połowy ud, do tego jeszcze była biała bluzka z krótkim rękawkiem, a na to cienki, beżowy sweterek o długich rękawach. Założyłam mundurek na siebie i swe kroki skierowałam do lustra. Wyglądałam nawet, nawet. Wzięłam do dłoni szczotkę i zaczęłam delikatnie czesać me włosy. Były one koloru jasnego brązu, nie były zbyt długie, ale mi to wystarczało. Gdy skończyłam wykonywaną czynność, zabrałam się za pakowanie książek do plecaka. Spojrzałam na nie z pogardą. Na zeszytach były widoczne TE napisy, a w środku gdzieniegdzie zarysy potargania. Nie chciałam niepokoić mamy i brata, więc nic im o tym nie mówiłam.

Zamknęłam spokojnie plecak, założyłam go na plecy i wyszłam z pokoju. Skierowałam się do kuchni, aby zjeść porządne śniadanie. Gdy zeszłam na dół rodzicielka, jak i Tae byli już przy stole i jedli posiłek.
- Czemu nie zaczekaliście na mnie? – usiadłam przy stole i także do nich dołączyłam. Na śniadanie była zwykła kanapka z sałatą i serem, a do picia mleko bananowe. Moje ulubione.
- Szykowałaś się do szkoły, więc pomyślałam, że nie będziesz jadła.
- Mamo~ Weź przestań opowiadać takich bzdur. Ja zawsze jem posiłek.
- Nie zawsze… - wypowiedział się na swój temat MinTae. Spojrzałam na niego z pod byka. Przyznam, że nie zawsze, ale czasem zjem. Jak będę głodna oczywiście. Nie zwracając już na nikogo uwagi, dokończyłam posiłek. Wstałam z miejsca i poszłam założyć buty. Szybko je ubrałam, poprawiłam jeszcze tylko ubranie i byłam gotowa do wyjścia.
- Mamo! Tae! Wychodzę! – krzyknęłam otwierając drzwi. Ostrożnie je zamknęłam i wyszłam na dwór. W moją stronę zawiał lekki wiatr, było tak przyjemnie. Gdy przechadzałam się po uliczkach widziałam ludzi, którzy się spieszyli do pracy, dzieci, które bawiły się w berka lub szli za rączkę z mamą. Za to ja, zwykła, szara osoba nawet się nie spieszyłam. Mój dzień w szkole zawsze wygląda tak samo, więc po co? Żadnej niespodzianki nie będę miała. Te same twarze, ten sam uśmiech, te same głosy… Ludzie są wstrętni, a najgorzej dziewczyny. Sama to mówię, chociaż jestem jedną z nich. Czasem sama siebie nie rozumiem.

Weszłam do szkoły, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Skierowałam się do szafki, aby zmienić buty. Gdy ją otworzyłam, zobaczyłam to samo. Pełno śmieci i karteczek. Wyrzuciłam je na podłogę i wyciągnęłam buty, które były popisane. Zmieniłam obuwie, zamknęłam szafeczkę, poprawiłam plecak i poszłam na górę po schodach. Ludzie, którzy szli w moim kierunku, popychali mnie. Tak jakbym była powietrzem. Od tego właśnie jestem w tej szkole. Budynek, w którym są sami egoiści, gwiazdy, dzieci sławnych osób.. Bachory, które tylko wydają pieniądze swoich rodziców na pierdoły, a sami nie umieją zarobić. Nienawidzę takich ludzi, a daję się pomiatać. Czasem mam tego po prostu dość, lecz nie zrobię tego co oni mi rozkazują. Nie chcę sprawić przykrości mojej rodzinie. Czasem też mam chęć postawić im czoła, lecz się boję. Boję się tego, że będzie jeszcze gorzej niż dotychczas.

Podeszłam do mojej klasy, otworzyłam drzwi i poszłam do swej zniszczonej ławki. Usiadłam na krześle, wypakowałam książkę i zeszyt z tego przedmiotu, który się zaraz odbędzie. Chciałam na chwilę odpocząć, ale ktoś mi przeszkodził w tym.
Ya.. Nie przywitasz się z nami? – podniosłam głowę, gdy usłyszałam głos nad sobą. To one.. Przyszły.. Nie odpowiedziałam im na to, wyraźnie było widać, że się jednej nie spodobało to. Uderzyła w blat ławki i się pochyliła nade mną. – Yah! Kim JunAh! Słyszysz mnie?! Czy może jednak głucha? – jak wypowiedziała to zdanie, jej ‘’ przyjaciółeczki ‘’ zaczęły się śmiać. Czy to był aż  takie śmieszne? Nie rozumiem ich. NeoLim spojrzała na mnie jakbym była śmieciem, wzięła moją torbę i rzuciła ją do kosza na śmieci.
- Czysty! Hahaha! Torba na śmieci! Pamiętaj o swoim miejscu JunAh… - ostrzegała mnie dziewczyna, odwróciła się do mnie plecami i poszła gdzieś z ‘’przyjaciółeczkami’’. Nikt z klasy nie zwracał na to uwagi, nawet nauczyciele. Czułam się z tym okropnie. Wstałam z krzesła i poszłam wyciągnąć plecak. Cały śmierdział i gdzieniegdzie były poprzyklejane kawałki jedzenia. Otrzepałam go, ale nadal nie mogłam zmienić zapachu. Trudno, będę już z takim chodziła, w domu go wypiorę. Usiadłam ponownie na miejscu, obróciłam głowę w stronę okna i zapatrzyłam się na nudny krajobraz. Nic w tej szkole nie było ciekawego, więc dlaczego do niej poszłam… Nagle moją uwagę przykuł biały, duży samochód, który właśnie zatrzymał się ku bramy szkoły. Zaciekawiona bardziej się przypatrzałam. Okazało się tylko, że to jakaś grupka chłopaków. Znowu egoiści i bachory wydające pieniądze na nic. Pokręciłam głową zażenowana i odwróciłam się w stronę tablicy, ponieważ nauczyciel już przyszedł.

Gdy tylko profesor wyszedł z sali, w pomieszczeniu zapanował chaos. Tak jak zawsze, te dzieciaki zaczęły gadać o biżuteriach, pieniądzach, o takich ludziach tak jak ja… Czasem mam chęć ich po prostu walnąć, ale nie mogę. Niechętnie musiałam słuchać tych bzdur, a z sali nie mogłam wyjść, ponieważ od razu bym padła ofiarą naśmiewania, popychania lub nawet oblewania wodą. Tak właśnie wygląda moje życie w tej szkole. Rozglądnęłam się po klasie, usłyszałam kilka przekleństw i wyzwisk w moim kierunku, ale zbytnio się tym nie przejęłam. Obróciłam głowę w stronę okna i zapatrzałam się na drzewo. Drzewo, które stało tu już dobre kilkanaście lat. Może nie wyglądało jakoś cudownie, ale miało coś w sobie, coś co mnie przyciągało. Drzewo było strasznie wysokie, gdzieniegdzie stare kory spadały na zieloną trawę, na kilku cienkich gałązkach siedziały ptaki, które co chwila śpiewały. Śpiew tych zwierząt był przecudowny, melodia dla mych uszu, lecz muszą być tacy ludzie, którzy zagłuszają piękną kołyskę. Krzyczą, rzucają czym popadnie… Te właśnie poczynienia bolą me serce, może na taką nie wyglądam, ale uwielbiam takie rzeczy. Z zewnątrz wyglądają na stare, poniszczone, brzydkie, ale w środku mają to coś. Zauważyłam nagle, że wysoki chłopak o nieziemskich oczach, które mienią się we wszystkich kolorach, utkwił swój wzrok w mojej osobie. Zafascynowałam się tym, jego blond włosy, wysoki wzrost, twarz, która była niemal doskonała i te oczy. Pierwszy raz widzę takiego chłopaka, ale zgaduję iż ma tą samą osobowość co inni ludzie w tej szkole. Przecież to niej przyjechał. Chętnie bym mogła cały czas patrzeć na niego, lecz oczekiwania są inne. Spuścił wzrok i ruszył w kierunku swoich kolegów, którzy razem z nim powędrowali do środka budynku.
- Siadać na miejsca, bachory! – krzyknął Pan Jung. Każdy wiedział, że jest łysy, a specjalnie zakłada perukę o kolorze szarym. Jest on nauczycielem plastyki, bardzo surowy profesor, który nie zna manier, wyzywa każdego ucznia od najgorszych, nigdy nie powiedział żadnemu jakieś pochwały. Nawet inni nauczyciele go nie lubią… Tak oczywiście sądzę. Spojrzałam na jego dzisiejszy ubiór, zawsze go w myślach krytykowałam. Na pierwszym miejscu musi być peruka, nigdzie się bez niej nie ruszy, na siebie ubrał garnitur w kolorze beżowym, lecz spodnie miał bardzo szerokie w innym odcieniu. Widać, że nie zna się na modzie. Pokiwałam zażenowana głową, jakim cudem może się tak ubierać? Oczywiście wiem, że każdy ma swój własny styl, ale szerokie spodnie do wąskiego garnituru? W ogóle patrzy w lustro czy co?

Nauczyciel zaczął powoli rozdawać kartki, na których mamy narysować człowieka w dowolnej postaci. Może to być chłopak, dziewczyna, mama, siostra, wymyślona osoba, ktokolwiek. Gdy miał już położyć papier na mojej ławce, spojrzał na mnie z pogardą i odszedł. Tak jak myślałam, nie mam żadnego poparcia. Z piórnika wyciągnęłam dobrze naostrzony ołówek HB, gumkę, która się już nie nadawała do żadnego użytku. W moich myślach pojawił się ten chłopak, który wydawał się być cudowny. Chciałam go narysować, lecz nie wiedziałam w jakiej postaci, więc zdecydowałam się na wizerunek piosenkarza. Zaczęłam wszystko od głowy, od tych jedwabnych włosów, cudownych oczu, małego nosa, soczystych ust i idealnej twarzy. Do tego rysunku wkładałam duże staranie jak nigdy, zawsze to tylko coś machnęłam ołówkiem jakąś kreskę i to tyle. Później zeszłam niżej i już miałam kłopot. Był szczupły, ale zarazem trochę było widać zarys mięśni, tak więc go zaczęłam rysować. Zarzuciłam na postać ubranie, które oddawało mu uroku. Wokół niego ‘’ latały ‘’ nuty, w ręce trzymał mikrofon, a przed nim były fanki. Odłożyłam ołówek, a kartkę wzięłam do ręki i zaczęłam patrzeć na mój przecudowny rysunek, który pierwszy raz w życiu tak narysowałam. Byłam tak zafascynowana tym obrazkiem, że nie zauważyłam jak NeoLim zbliża się do mnie.

- Co my tu mamy? – bezczelnie zabrała mi rysunek. – Hoho.. Widzę, że Panna Kim umie rysować. Szkoda tylko gdyby nagle się podarło. – na moich oczach zgniotła kartkę i do tego jeszcze porozrywała. Odłamki papieru wszędzie latały, a mi serce się kroiło. Mój najładniejszy dotychczas rysunek… Spojrzałam na nią wzrokiem, którego sama nie umiałam opisać… Czułam to, uczucia, które tłumiłam w sobie nagle wyszły na zewnątrz, lecz jakoś je powstrzymałam. Jedynie ten wzrok pozostał. Po jej postawie i przerażeniu w oczach stwierdziłam, że się mnie poważnie wystraszyła. Tylko prychnęła i poszła w swoim kierunku. Ja za to zaczęłam sprzątać kawałki rysunku. Było mi go strasznie szkoda, ten obrazek był dla mnie jedyną nadzieją na zapamiętanie jego twarzy. Mam taką przypadłość, że nie zawsze zapamiętam buzie innych ludzi. To musi być bliska mi osoba lub dopiero poznana. Teraz będę ubolewała nad rysunkiem, ten dzień jednak nie okazał się być lepszy od innych, a miałam cichą nadzieję, bo spotkałam tego chłopaka. Wstałam z poniszczonego betonu i skierowałam się do śmietnika. Wrzuciłam tam potargane kawałki i wróciłam na swoje miejsce. Spojrzałam przelotnie na zegar, wiszący nad tablicą – 11.40. Powinien być już dzwonek. Jak na zawołanie pojawił się. Uczniowie krzyknęli zadowoleni, jedynie ja siedziałam cicho w swojej ławce. Tak jak zawsze, wyjrzałam przez okno. Jednak zamiast ciepłego, lekkiego wiatru, był chłodny powiem, że aż poczułam na własnej bladej skórze. Przeszyły mnie ciarki, lecz nadal nie odwróciłam swego wzroku od widoku. Teraz ten krajobraz nie był nudny, nabrał soczystych kolorów. Gdy napawałam się tym, zauważyłam jak ktoś wychodzi ze szkoły. Rozpoznałam dyrektora, a także tajemniczego Pana i jego kolegów. Aż mi się ciepło zrobiło na sercu. Przypatrzałam się bardziej, cudowny chłopak i jego kolega mieli mundurki placówki. Czyli od jutra będę mogła go spotykać? Chyba zemdleje jak okaże się, że dołączy do naszej klasy, lecz także poniżę się przed nim. NeoLim mi nie odpuści tego. Jednak nie ma się co cieszyć. Moje tymczasowe rozmyślenia przerwał różnorodny wzrok nowego. Spojrzał się na mnie, nie umiałam tego opisać. Patrzeliśmy się na siebie z nie wiadomo ile czasu. Minut, sekundy, godziny płynęły bardzo powoli, a me serce miało wyskoczyć z bladej klatki piersiowej. Czy to właśnie nazywa się miłość?   

----------------------------------------------
Dziękuję za uwagę! Do następnego razu  ♥ 

1 komentarz:

  1. Ciekawie się zapowiada. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. A na święta życzę Ci wszystkiego co najlepsze i żeby wena przybyła pod choinkę :D

    OdpowiedzUsuń