Wstałam wczesnym
rankiem, aby wyszykować się do szkoły. Leniwie podniosłam się z miękkiego
łóżka, nałożyłam czarne, puszyste kapcie na gołe stopy i powędrowałam do
łazienki. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, zastała mnie nie mała
niespodzianka.
- Ya! MinTae, co Ty
tutaj robisz?
- Nie
widzisz? Leże.
- Nie
jestem przecież ślepa. Czemu tu spałeś?
- W
nocy poszedłem do łazienki, żeby się załatwić i mi się nie chciało wracać..
- Ah…
Jest ranek, Ty nie musisz iść do szkoły, a ja muszę. Więc z łaski swojej wyjdź
z niej. – podniosłam go za ramię i wyprowadziłam z pomieszczenia.
Zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam robić swoje.
Gdy tylko wyszłam z łazienki, powróciłam do swojego pokoju.
Można by powiedzieć, że nie był jakiś wielki. Biało-czarne ściany, łóżko, biurko,
szafeczka, lustro i kilka pudeł. A w szarym koncie stała gitara elektryczna z
podpisem mojego taty. Nie wiem nic o nim, od małego wychowałam się bez niego,
była tylko przy mnie mama. Rodzicielka nie mówiła mi zbytnio o ojcu, lecz tylko
mi powiedziała, że nadal żyje i jest w Korei. Chciałam go szukać, ale to było
bez sensu. Nie wiedziałam jak ma na imię, jak wygląda, kim jest, w którym
mieście mieszka. Kompletnie pustka.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej mundurek. Strój
składał się z szarej spódnicy, która sięgała mi do połowy ud, do tego jeszcze
była biała bluzka z krótkim rękawkiem, a na to cienki, beżowy sweterek o
długich rękawach. Założyłam mundurek na siebie i swe kroki skierowałam do
lustra. Wyglądałam nawet, nawet. Wzięłam do dłoni szczotkę i zaczęłam
delikatnie czesać me włosy. Były one koloru jasnego brązu, nie były zbyt
długie, ale mi to wystarczało. Gdy skończyłam wykonywaną czynność, zabrałam się
za pakowanie książek do plecaka. Spojrzałam na nie z pogardą. Na zeszytach były
widoczne TE napisy, a w środku gdzieniegdzie zarysy potargania. Nie chciałam
niepokoić mamy i brata, więc nic im o tym nie mówiłam.
Zamknęłam spokojnie plecak, założyłam go na plecy i wyszłam
z pokoju. Skierowałam się do kuchni, aby zjeść porządne śniadanie. Gdy zeszłam
na dół rodzicielka, jak i Tae byli już przy stole i jedli posiłek.
- Czemu nie
zaczekaliście na mnie? – usiadłam przy stole i także do nich dołączyłam. Na
śniadanie była zwykła kanapka z sałatą i serem, a do picia mleko bananowe. Moje
ulubione.
- Szykowałaś się do
szkoły, więc pomyślałam, że nie będziesz jadła.
- Mamo~
Weź przestań opowiadać takich bzdur. Ja zawsze jem posiłek.
- Nie
zawsze… - wypowiedział się na swój temat MinTae. Spojrzałam na niego z
pod byka. Przyznam, że nie zawsze, ale czasem zjem. Jak będę głodna oczywiście.
Nie zwracając już na nikogo uwagi, dokończyłam posiłek. Wstałam z miejsca i
poszłam założyć buty. Szybko je ubrałam, poprawiłam jeszcze tylko ubranie i
byłam gotowa do wyjścia.
- Mamo!
Tae! Wychodzę! – krzyknęłam otwierając drzwi. Ostrożnie je
zamknęłam i wyszłam na dwór. W moją stronę zawiał lekki wiatr, było tak
przyjemnie. Gdy przechadzałam się po uliczkach widziałam ludzi, którzy się
spieszyli do pracy, dzieci, które bawiły się w berka lub szli za rączkę z mamą.
Za to ja, zwykła, szara osoba nawet się nie spieszyłam. Mój dzień w szkole
zawsze wygląda tak samo, więc po co? Żadnej niespodzianki nie będę miała. Te
same twarze, ten sam uśmiech, te same głosy… Ludzie są wstrętni, a najgorzej
dziewczyny. Sama to mówię, chociaż jestem jedną z nich. Czasem sama siebie nie
rozumiem.
Weszłam do szkoły, nikt nie zwracał na mnie uwagi.
Skierowałam się do szafki, aby zmienić buty. Gdy ją otworzyłam, zobaczyłam to
samo. Pełno śmieci i karteczek. Wyrzuciłam je na podłogę i wyciągnęłam buty,
które były popisane. Zmieniłam obuwie, zamknęłam szafeczkę, poprawiłam plecak i
poszłam na górę po schodach. Ludzie, którzy szli w moim kierunku, popychali
mnie. Tak jakbym była powietrzem. Od tego właśnie jestem w tej szkole. Budynek,
w którym są sami egoiści, gwiazdy, dzieci sławnych osób.. Bachory, które tylko
wydają pieniądze swoich rodziców na pierdoły, a sami nie umieją zarobić.
Nienawidzę takich ludzi, a daję się pomiatać. Czasem mam tego po prostu dość,
lecz nie zrobię tego co oni mi rozkazują. Nie chcę sprawić przykrości mojej
rodzinie. Czasem też mam chęć postawić im czoła, lecz się boję. Boję się tego,
że będzie jeszcze gorzej niż dotychczas.
Podeszłam do mojej klasy, otworzyłam drzwi i poszłam do swej
zniszczonej ławki. Usiadłam na krześle, wypakowałam książkę i zeszyt z tego
przedmiotu, który się zaraz odbędzie. Chciałam na chwilę odpocząć, ale ktoś mi
przeszkodził w tym.
- Ya.. Nie przywitasz się z nami? – podniosłam
głowę, gdy usłyszałam głos nad sobą. To one.. Przyszły.. Nie odpowiedziałam im
na to, wyraźnie było widać, że się jednej nie spodobało to. Uderzyła w blat
ławki i się pochyliła nade mną. – Yah!
Kim JunAh! Słyszysz mnie?! Czy może jednak głucha? – jak wypowiedziała to
zdanie, jej ‘’ przyjaciółeczki ‘’ zaczęły się śmiać. Czy to był aż takie śmieszne? Nie rozumiem ich. NeoLim
spojrzała na mnie jakbym była śmieciem, wzięła moją torbę i rzuciła ją do kosza
na śmieci.
- Czysty! Hahaha!
Torba na śmieci! Pamiętaj o swoim miejscu JunAh… - ostrzegała mnie dziewczyna,
odwróciła się do mnie plecami i poszła gdzieś z ‘’przyjaciółeczkami’’. Nikt z
klasy nie zwracał na to uwagi, nawet nauczyciele. Czułam się z tym okropnie.
Wstałam z krzesła i poszłam wyciągnąć plecak. Cały śmierdział i gdzieniegdzie
były poprzyklejane kawałki jedzenia. Otrzepałam go, ale nadal nie mogłam
zmienić zapachu. Trudno, będę już z takim chodziła, w domu go wypiorę. Usiadłam
ponownie na miejscu, obróciłam głowę w stronę okna i zapatrzyłam się na nudny
krajobraz. Nic w tej szkole nie było ciekawego, więc dlaczego do niej poszłam…
Nagle moją uwagę przykuł biały, duży samochód, który właśnie zatrzymał się ku
bramy szkoły. Zaciekawiona bardziej się przypatrzałam. Okazało się tylko, że to
jakaś grupka chłopaków. Znowu egoiści i bachory wydające pieniądze na nic.
Pokręciłam głową zażenowana i odwróciłam się w stronę tablicy, ponieważ
nauczyciel już przyszedł.
Gdy tylko profesor wyszedł z sali, w pomieszczeniu zapanował
chaos. Tak jak zawsze, te dzieciaki zaczęły gadać o biżuteriach, pieniądzach, o
takich ludziach tak jak ja… Czasem mam chęć ich po prostu walnąć, ale nie mogę.
Niechętnie musiałam słuchać tych bzdur, a z sali nie mogłam wyjść, ponieważ od
razu bym padła ofiarą naśmiewania, popychania lub nawet oblewania wodą. Tak
właśnie wygląda moje życie w tej szkole. Rozglądnęłam się po klasie, usłyszałam
kilka przekleństw i wyzwisk w moim kierunku, ale zbytnio się tym nie przejęłam.
Obróciłam głowę w stronę okna i zapatrzałam się na drzewo. Drzewo, które stało
tu już dobre kilkanaście lat. Może nie wyglądało jakoś cudownie, ale miało coś
w sobie, coś co mnie przyciągało. Drzewo było strasznie wysokie, gdzieniegdzie
stare kory spadały na zieloną trawę, na kilku cienkich gałązkach siedziały
ptaki, które co chwila śpiewały. Śpiew tych zwierząt był przecudowny, melodia
dla mych uszu, lecz muszą być tacy ludzie, którzy zagłuszają piękną kołyskę.
Krzyczą, rzucają czym popadnie… Te właśnie poczynienia bolą me serce, może na
taką nie wyglądam, ale uwielbiam takie rzeczy. Z zewnątrz wyglądają na stare,
poniszczone, brzydkie, ale w środku mają to coś. Zauważyłam nagle, że wysoki
chłopak o nieziemskich oczach, które mienią się we wszystkich kolorach, utkwił
swój wzrok w mojej osobie. Zafascynowałam się tym, jego blond włosy, wysoki
wzrost, twarz, która była niemal doskonała i te oczy. Pierwszy raz widzę
takiego chłopaka, ale zgaduję iż ma tą samą osobowość co inni ludzie w tej
szkole. Przecież to niej przyjechał. Chętnie bym mogła cały czas patrzeć na
niego, lecz oczekiwania są inne. Spuścił wzrok i ruszył w kierunku swoich
kolegów, którzy razem z nim powędrowali do środka budynku.
- Siadać na miejsca,
bachory! – krzyknął Pan Jung. Każdy wiedział, że jest łysy, a specjalnie
zakłada perukę o kolorze szarym. Jest on nauczycielem plastyki, bardzo surowy
profesor, który nie zna manier, wyzywa każdego ucznia od najgorszych, nigdy nie
powiedział żadnemu jakieś pochwały. Nawet inni nauczyciele go nie lubią… Tak
oczywiście sądzę. Spojrzałam na jego dzisiejszy ubiór, zawsze go w myślach
krytykowałam. Na pierwszym miejscu musi być peruka, nigdzie się bez niej nie
ruszy, na siebie ubrał garnitur w kolorze beżowym, lecz spodnie miał bardzo
szerokie w innym odcieniu. Widać, że nie zna się na modzie. Pokiwałam
zażenowana głową, jakim cudem może się tak ubierać? Oczywiście wiem, że każdy
ma swój własny styl, ale szerokie spodnie do wąskiego garnituru? W ogóle patrzy
w lustro czy co?
Nauczyciel zaczął powoli rozdawać kartki, na których mamy
narysować człowieka w dowolnej postaci. Może to być chłopak, dziewczyna, mama,
siostra, wymyślona osoba, ktokolwiek. Gdy miał już położyć papier na mojej
ławce, spojrzał na mnie z pogardą i odszedł. Tak jak myślałam, nie mam żadnego
poparcia. Z piórnika wyciągnęłam dobrze naostrzony ołówek HB, gumkę, która się
już nie nadawała do żadnego użytku. W moich myślach pojawił się ten chłopak,
który wydawał się być cudowny. Chciałam go narysować, lecz nie wiedziałam w
jakiej postaci, więc zdecydowałam się na wizerunek piosenkarza. Zaczęłam
wszystko od głowy, od tych jedwabnych włosów, cudownych oczu, małego nosa,
soczystych ust i idealnej twarzy. Do tego rysunku wkładałam duże staranie jak
nigdy, zawsze to tylko coś machnęłam ołówkiem jakąś kreskę i to tyle. Później
zeszłam niżej i już miałam kłopot. Był szczupły, ale zarazem trochę było widać
zarys mięśni, tak więc go zaczęłam rysować. Zarzuciłam na postać ubranie, które
oddawało mu uroku. Wokół niego ‘’ latały ‘’ nuty, w ręce trzymał mikrofon, a
przed nim były fanki. Odłożyłam ołówek, a kartkę wzięłam do ręki i zaczęłam
patrzeć na mój przecudowny rysunek, który pierwszy raz w życiu tak narysowałam.
Byłam tak zafascynowana tym obrazkiem, że nie zauważyłam jak NeoLim zbliża się
do mnie.
- Co my tu mamy? – bezczelnie
zabrała mi rysunek. – Hoho.. Widzę, że
Panna Kim umie rysować. Szkoda tylko gdyby nagle się podarło. – na moich
oczach zgniotła kartkę i do tego jeszcze porozrywała. Odłamki papieru wszędzie
latały, a mi serce się kroiło. Mój najładniejszy dotychczas rysunek… Spojrzałam
na nią wzrokiem, którego sama nie umiałam opisać… Czułam to, uczucia, które
tłumiłam w sobie nagle wyszły na zewnątrz, lecz jakoś je powstrzymałam. Jedynie
ten wzrok pozostał. Po jej postawie i przerażeniu w oczach stwierdziłam, że się
mnie poważnie wystraszyła. Tylko prychnęła i poszła w swoim kierunku. Ja za to zaczęłam
sprzątać kawałki rysunku. Było mi go strasznie szkoda, ten obrazek był dla mnie
jedyną nadzieją na zapamiętanie jego twarzy. Mam taką przypadłość, że nie
zawsze zapamiętam buzie innych ludzi. To musi być bliska mi osoba lub dopiero
poznana. Teraz będę ubolewała nad rysunkiem, ten dzień jednak nie okazał się
być lepszy od innych, a miałam cichą nadzieję, bo spotkałam tego chłopaka. Wstałam
z poniszczonego betonu i skierowałam się do śmietnika. Wrzuciłam tam potargane
kawałki i wróciłam na swoje miejsce. Spojrzałam przelotnie na zegar, wiszący
nad tablicą – 11.40. Powinien być już dzwonek. Jak na zawołanie pojawił się.
Uczniowie krzyknęli zadowoleni, jedynie ja siedziałam cicho w swojej ławce. Tak
jak zawsze, wyjrzałam przez okno. Jednak zamiast ciepłego, lekkiego wiatru, był
chłodny powiem, że aż poczułam na własnej bladej skórze. Przeszyły mnie ciarki,
lecz nadal nie odwróciłam swego wzroku od widoku. Teraz ten krajobraz nie był
nudny, nabrał soczystych kolorów. Gdy napawałam się tym, zauważyłam jak ktoś
wychodzi ze szkoły. Rozpoznałam dyrektora, a także tajemniczego Pana i jego
kolegów. Aż mi się ciepło zrobiło na sercu. Przypatrzałam się bardziej, cudowny
chłopak i jego kolega mieli mundurki placówki. Czyli od jutra będę mogła go
spotykać? Chyba zemdleje jak okaże się, że dołączy do naszej klasy, lecz także
poniżę się przed nim. NeoLim mi nie odpuści tego. Jednak nie ma się co cieszyć.
Moje tymczasowe rozmyślenia przerwał różnorodny wzrok nowego. Spojrzał się na
mnie, nie umiałam tego opisać. Patrzeliśmy się na siebie z nie wiadomo ile czasu.
Minut, sekundy, godziny płynęły bardzo powoli, a me serce miało wyskoczyć z
bladej klatki piersiowej. Czy to właśnie nazywa się miłość?
----------------------------------------------
Dziękuję za uwagę! Do następnego razu ♥

Ciekawie się zapowiada. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. A na święta życzę Ci wszystkiego co najlepsze i żeby wena przybyła pod choinkę :D
OdpowiedzUsuń