niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 17 ♥

Hello~ Dzisiaj niedziela, nieciekawa pogoda, więc biorę się za obiecany wam rozdział ^^ Następny wpis nie wiem kiedy będzie, ponieważ w tym tygodniu mam bardzo dużo nauki ;; Jakoś się postaram c; Miłego czytania :) 


  Kiedy tylko się obróciłam, zauważyłam tą osobę. 
- RiRin... To naprawdę ty? - podeszła do mnie i zaczęła oglądać ze wszystkich stron. Akurat Suga w tym momencie puścił moją dłoń. Była taka ciepła...  Natychmiast przestałam o tym myśleć i skupiłam się na dziewczynie.
- HoNam. Co ty tu robisz? Nie miałaś być przypadkiem w Londynie?
- Mam przerwę! Praktycznie zrobiłam sama wolne i przyjechałam do Ciebie~ Nie cieszysz się na mój widok?
- Nie no.. Cieszę się, ale mogłaś chociaż napisać albo zadzwonić. Cokolwiek!
- Miała być niespodzianka i była. Oh! Nie zauważyłam Cię, przepraszam! Jestem HoNam~ Miło mi Cię poznać! - zwróciła się do Sugi. Chłopak jakby wyrwany z transu, spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Ja jestem MinYoongi, lecz nazywają mnie Suga. Również miło mi Cię poznać~ - kiedy dziewczyna zobaczyła jego uśmiech od razu pojawiła się obok niego. Chwyciła go pod ramię i zaczęła z nim rozmawiać. Stałam teraz sama na środku galeri handlowej, a ludzie zaczęli szeptać na mój widok. Ciekawe jak to wyglądało? Przyjaciółka, która zostawiła mnie dla chłopaka... Eh... co za utrapienie. Nie chcąc im przeszkadzać, usiadłam na pobliskiej ławce. Wyciągnęłam telefon i wystukałam numer od Soon.
- Halo? 
- SooJoon... przyjdziesz do galerii? Muszę Ci coś powiedzieć.
- Akurat tak się składa, że jestem w niej. Gdzie dokładniej jesteś? Przyjdę tam razem z Jin'em. - po jej głosie rozpoznałam, że jest bardzo szczęśliwa. 
- Ah... Z Jin'em? Już nie trzeba. Miłej randki! - zanim zdążyła coś powiedzieć, ja już się rozłączyłam. Czy naprawdę to jest takie trudne? Najpierw JungKook, potem HoNam, a teraz Soon... Każdy po kolei mnie zostawia.
- Czemu tak się stało?! Czemu Boże zostawiasz mnie zawsze samą?! Jesteś przez to szczęśliwy?! - wykrzyczałam to do ''góry''. Wstałam szybko z ławeczki i skierowałam się do wyjścia. Nie chcę dalej o tym myśleć. Gdy wyszłam na świeże powietrze, poszłam do mojego najlepszego miejsca. Już dawno tam nie byłam. Mam nadzieję, że nikt nie odnalazł mojej oazy spokoju. 

~~* 20 minut później *~~

Gdy znalazłam się na miejscu, przywitały mnie śpiewy ptaków, szumy drzew i wirujące liście w powietrzu. 
- Ah~ Jaki piękny widok! Teraz tylko rozluźnić się i zapomnieć o przykrych zdarzeniach. - usiadłam pod drzewem, zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tym co dawała mi przyroda. Jednak nie trwało to długo. Poczułam na swoich policzkach coś mokrego. Otworzyłam oczy, które były zalane łzami. Otarłam je dłonią, jednak one ciągle leciały.
- Czemu? Czemu to ja zawsze muszę tak cierpieć?! Czemu każda osoba przynosi mi ból?! Pytam się czemu..... - opadłam bezwładnie na trawę. Dałam już upust łzom. Niech lecą dowoli. Teraz, gdy tak leżę przypomniały mi się szczęśliwe chwile związane z rodziną jak i z zespołem. Uśmiechnęłam się mimowolnie jednak szybko uśmiech zniknął. 
- Łeee~ - teraz zaczęłam ''wyrzucać'' swoje emocje na wolność. Zawsze je tłumiłam w sobie, nikomu się nie zwierzałam... A teraz? Myślałam, że jak do nich dołączę to będzie inaczej. Wszystko się zmieni, ale nie! Moje życie tak trwa odkąd byłam mała. To chyba jest moje przeznaczenie... Bóg lubi się bawić moim życiem...


~~* 2 godziny później *~~

Leniwie otworzyłam swe oczy. Rozejrzałam się po okolicy. Chyba zasnęłam. Spojrzałam w niebo, które było powoli ciemne. Czyżbym spała długo? Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam godzinę: 15.41. O co chodzi? Wstałam pośpiesznie z trawy, chowając urządzenie do kieszeni. 
- Będzie padać, że niebo jest takie czy co? - nie tracąc czasu, skierowałam się do mieszkania. Praktycznie nie chcę tam wracać, ale muszę. Też nie chcę zmoknąć przez deszcz. Szłam sobie spokojnie, oglądając ludzi, przeróżne wystawy i małe dzieci bawiące się w berka. Mój spokój przerwał telefon. Nie patrząc na wyświetlacz, odebrałam. 
- Słuch..
- Gdzie ty jesteś?! 
- Czemu od razu na mnie krzyczysz?!
- Głupia jesteś czy co?! Nie odbierałaś połączeń i nie odpisywałaś na wiadomości! I jak mam się tu nie wściekać?!
- Ya!! Nic złego nie zrobiłam! Poszłam tylko gdzieś i na kilka godzin! A ty już od razu robisz pretensje o byle co! Siwy dureń! 
- Że co?! Siwy dureń?! Kto tu jest siwy?!
- Ty jesteś! Stary, siwy dureń! Tak Ci teraz powiem! Ah! Mam Ciebie dość! - szybko się rozłączyłam. Dopiero co ochłonęłam, a już ktoś musiał mi go zepsuć. Teraz to tym bardziej nie chcę wracać do domu. Obróciłam się wokół własnej osi i zauważyłam malutki sklep spożywczy. Weszłam do niego i zamówiłam zupkę. Usiadłam przy stoliku i oczekiwałam na posiłek. Kiedy chłopak robił mi jedzenie, ja w tym czasie rozmyślałam nad wszystkim. Ponownie to do mnie wróciło. Te przykre wspomnienia. 
- Proszę! Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać. 
- Dziękuję~ - uśmiechnęłam się w podzięce i zaczęłam się delektować zupką. Spojrzałam przez szybę, która znajdowała się centralnie przede mną. Akurat miałam dobry widok. Ciekawie się zaczyna. Oby mnie tylko nie zauważyli. Czarny, duży samochód podjechał pod park. Wysiadła zgraja chłopaków i dwie dziewczyny. O czymś rozmawiali. Musiało to być bardzo interesujące, bo tak ich to pochłonęło, że nie widzieli jak robię głupie miny. Uspokoiłam się, gdy jeden z nich spojrzał się w moim kierunku. Szybko pochyliłam głowę, tak żeby mnie nie zauważyli i przypadkiem nie weszli do sklepu. Jednak moje przypuszczenia się spełniły. Jak na złość wszedł tylko jeden chłopak, a za nim dziewczyna. Czegoś szukali. Ja w tym czasie się zorientowałam, że mam kaptur. Szybko go założyłam na głowę i udawałam, że jem. Chociaż wszystko zjadłam. Leciutko obejrzałam się za siebie. Stali przy kasie i pytali się coś sprzedawcy. Nagle spojrzał na mnie, a ja w tym czasie pokiwałam przecząco głową. Jednak on mnie nie posłuchał. Cholera jasna! Pośpiesznie wstałam z krzesła i wybiegłam z spożywczego. Biegłam ile sił w nogach. Słyszałam za sobą krzyki, ale ani razu się nie obróciłam. Wiedziałam kto to jest. Czemu akurat musieli przyjść i mnie szukać?! Po cholerę! Zatrzymałam się przy ławce, na której siedziała zakochana para. 
- Jakby jakiś chłopak pytali się o dziewczynę w krótkich włosach i tak ubraną to mnie tu nie było. Rozumiecie?
- T-tak! - widać było, że się mnie trochę przestraszyli. Kucnęłam za ławeczką i czekałam. Nagle przyszła cała zgraja. Bardziej się skryłam i się nic nie odzywałam.
- Przepraszam, ale czy widzieliście może dziewczynę, która ma krótkie włosy i jest ubrana w sweterek i lekko podarte spodnie?
- Nie, ale przed chwilą biegła.
- Którędy?!
- Tam. - wskazali gdzie niby pobiegłam. Już po chwili ich nie było. Jeszcze odczekałam, bo możliwe, że będą się tutaj gdzieś kręcić. Wychyliłam głowę, a po jakimś czasie wstałam. 
- Dziękuję za to~ 
- Nie ma sprawy! Czy oni coś od Ciebie chcą? Nie wyglądali na przestępców. 
- Ah. To tylko moi przyjaciele. Bawimy się w chowanego. - zapewniłam ich i skłoniłam się, aby później ruszyć dalej. Tym razem już spokojnie przemierzałam uliczki, które teraz nabrały blasku. Aż mi się oczy zaświeciły ze szczęścia. Już dawno tego nie widziałam. Nie miałam okazji. Tylko ciągle siedziałam w domu... Obróciłam się wokół własnej osi. Jednak, gdy tylko zaprzestałam tego przede mną stał Lider.
- O kurwa... - powiedziałam bardzo cicho pod nosem. Chciałam już biec w inną stronę, lecz tam byli inni.
- Przyszedł Twój stary, siwy dureń! Masz mi coś do powiedzenia? - spytał podchodząc bliżej mnie. Ja za to coraz bardziej się odsuwałam. Obejrzałam się w bok. Tam nikogo nie było. Planowałam zacząć tam uciekać, jednak Jimin zauważył moje plany i się tam znalazł. Cholera! 
- Hehe... widzisz ja tylko się udałam na mały spacerek... 
- MAŁY spacer? Ty to nazywasz spacerkiem? A kto zaczął biec?! 
- Oh! Weź już przestań! Ciągle tylko narzekasz jak stary facet! 
- Widzisz... w tym problem, że ja JESTEM facetem!
- Serio? Jakoś tego nie zauważyłam! 
- Lepiej było bez Ciebie! 
- Jak było fajnie beze mnie, to po co mnie przyjąłeś do zespołu? Zaproponowałeś? Pytam się!
- Zamknij się! Już mam Cię w dupie! Dalej rozpaczaj nad rodzicami! A wiesz co... współczuję Twoim rodzicom, że mieli taką córkę! - tym razem przegiął. Podeszłam do niego i dałam mu z ''liścia''.
- A co możesz wiedzieć?! Chłopak, któremu życie dobrze się wiodło, zawsze miał miłość rodzicielską, było otoczony gronem przyjaciół, miał szczęście w życiu, spełnił swoje marzenia!! Jest teraz w bardzo popularnym zespole, który ma pełno fanek! A ja? Co mam? Pecha? Nie mam miłości? Nie mam rodziny? Nie mam przyjaciół... Mam ci dalej wyliczać? Chcesz poznać co to jest prawdziwe cierpienie? To cofnij się w czasie lub próbuj zrozumieć mnie. I nigdy, przenigdy nie mów o moich rodzicach!! - wykrzyknęłam mu to prosto w twarz. Byłam cała zapłakana. Nie chcąc na nikogo patrzeć, udałam się w swoim kierunku. Słyszałam tylko pojedyncze głosy, które mnie nawołują, lecz się nie obróciłam.     
  


------------------------------------------------------------
To by było na tyle z mojej strony. Końcówką inspirowałam się piosenką Crooked - G-Dragon... Tak jakoś zaczęłam słuchać i wpadłam na pomysł. Myślę, że wam się spodobał ten wpis i chętnie bedziecie czytać ^^ Miełgo dnia~ ♥ 




2 komentarze:

  1. Jak mogłaś skończyć w takim momencie? No jak?! >-<
    Niecierpliwe czekam na rozdział 18 ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Kawaii YuKyo. Cieszę się za każdym razem, kiedy wstawiasz kolejnego posta z opowiadaniem. Życzę dużo weny :D

    OdpowiedzUsuń