czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 7

Hello~ Dawno mnie tutaj nie było :'( Powoli kończą mi się ferie i w poniedziałek już do szkoły ;; Chciałam właśnie w te wolne napisać i to dużo, ale nie miałam czasu >< Pierwszy tydzień, byłam gdzieś, a w drugi (do połowy) uczyłam się ;c Teraz znalazłam czas i napisałam! Może wam się spodoba ^^ A! Prawie bym zapomniała~ W walentynki zamierzam wam zrobić niespodziankę~! ♥♥ Zdradzić czy lepiej nie? Ugh.. Wole nie >< Oczekujcie!!  Miłego czytania życzę~ :) 

Szybko wstałam na równe nogi, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam w swoim szpitalnym pokoju. Jakim cudem? Przecież w nocy byłam gdzieś indziej i spotkałam tam to.. Właśnie, co to było? Ubrałam kapcie na przemarznięte stopy i ruszyłam w stronę łazienki. Weszłam ostrożnie do środka, było cicho, lecz strasznie jasno. Obróciłam się wokół własnej osi, aby dokładnie prześledzić wzrokiem to pomieszczenie. Nic tutaj nie było, żadnej czarnej postaci, żadnej mazi, która spływała wczoraj po mnie. Na to wspomnienie przeszły mnie ciarki, więc wyszłam z toalety. Będę miała złe wspomnienia.. 

Weszłam do pokoju i skierowałam się do łóżka. Przez ten mały odcinek, czułam na sobie spojrzenia ludzi i ciche, wredne szepty. Wiecie o tym, że ja to słyszę? Chętnie bym tak powiedziała, ale wolę nie kłócić się w szpitalu. Powoli położyłam się na materacu i wzięłam do ręki drugą książkę. Przelotnie jeszcze spojrzałam na duży zegar 8.05. Obym to przeczytała szybciej, zbytnio nie lubię czytać, ale specjalnie dla nich to zrobię.  

~~* 1 godzina później *~~

Powoli odłożyłam książkę na półkę, która stała obok łóżka. Ta historia, którą przeczytałam teraz była bardziej wstrząsająca niż poprzednia. Naprawdę nie wiedziałam, że tyle bólu jemu zadaję. Przecież czytałam z swojego starego pamiętnika to on mnie krzywdził.. Nie rozumiem tego powoli. 

Położyłam głowę na miękkiej, białej poduszce. Odwróciłam ją w kierunku okna, niebo nie było takie jak wczoraj, czegoś brakowało. Nawet, jeśli widok nie jest zbytnio ciekawy, to i tak będę się na niego patrzała. Może coś ciekawego się zdarzy, chociaż za pewnie tak nie będzie. 

Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, spojrzałam w tamtym kierunku. Miałam małą nadzieję, że to będą oni, lecz to tylko moja rodzicielka i brat. Podeszli do mojego łóżka, a po drodze witając się z innymi pacjentami. Usiedli obok mebla, nawet nic nie mówiąc, rozpakowywali tylko produkty z przezroczystej siatki. Ich miny były zwyczajne, nie było żadnego uśmiechu. Poczułam się taka... Odrzucona? Niewidoczna? Nie mam pojęcia jak to nazwać.. 

Podniosłam głowę, aby na nich spojrzeć, lecz oni tylko odwracali swe spojrzenie. Już od dobrych kilkunastu minut nie chcą na mnie patrzeć. Czy ja jestem aż taka szpetna?
- Przyszliście, a nawet nie chcecie rozmawiać i spojrzeć na mnie. Czy ja jestem odrażająca? A może..
- Weź przestań, dobra?  Po prostu jesteśmy w trudnej sytu..
- MinTae! Cicho bądź! – Na ten krzyk, odsunęłam się trochę od rodzicielki. Poważnie się wystraszyłam, bo nigdy tak nie krzyczała w miejscu publicznym.

Rozglądnęłam się po pomieszczeniu, pacjenci także byli wystraszeni nagłym hałasem. Zauważyłam, że pielęgniarka, która właśnie dyżurowała na korytarzu zamierzała wejść do naszego pokoju. Więc szybko ‘’powiedziałam’’ wzrokiem, że wszystko jest w porządku. Oburzona takim zachowanie skarciła mnie swoim spojrzeniem i poszła sobie dalej. Odetchnęłam z ulgą, tym razem zwróciłam się do mamy.
- Spokojnie, nie denerwuj się tak. Jesteśmy przecież w szpitalu. – Powiedziałam cichym głosem, tak żeby uspokoiła się w końcu. Ta tylko spojrzała na mnie nawet nic nie mówiąc i wyszła z pomieszczenia. Czemu się tak dziwnie zachowuje? O jakie kłopoty chodzi? Dużo myśli kłębiło się w mojej głowie, a na żadne nie miałam odpowiedzi.

Swój wzrok utkwiłam w bracie, on szybko odwrócił swe spojrzenie. Naprawdę mam tego dość..
- Jeśli przyszliście tu tylko, aby dotrzymać mi towarzystwa bez żadnego słowa, to proszę Cię, wyjdź stąd. – W trybie natychmiastowym, odwróciłam się w innym kierunku, aby na niego nie patrzeć. Ciężko było mi na niego spojrzeć, ponieważ oni także na mnie nie spojrzeli, nawet jeden głupi wzrok byłby dla mnie zbawieniem.

Usłyszałam tylko trzask drzwi i głośne szepty plotkarek w tym pokoju. Nie mają co robić tylko obgadywać człowieka..

Swój wzrok przeniosłam na okno, widok, który tam były, nie był zbytnio ciekawy. Spojrzałam na niebo, czarne chmury się zbliżały.. Będzie się dziać coś, zawsze jak się zbliża deszcz, mi musi się coś przydarzyć. Dlatego nie lubię takiej pogody.
- Obiecali przyjść, więc czemu ich jeszcze nie ma? – Zapytałam się samej siebie, ponownie wracam do gadania do samej siebie.. Szpital źle na mnie wpływa. Powoli zaczęłam się nudzić, przyznam, że ich wczorajsze towarzystwo nie było takie złe.

Leniwie usiadłam na końcu łóżka, założyłam kapcie na gołe nogi i ruszyłam w odwiedziny szpitala. Nigdy go nie zwiedzałam i nie zamierzałam tego zrobić, ale coś mnie tchnęło. Wyszłam z pomieszczenia, czując na sobie wzroki, lecz się zbytnio tym nie przejęłam. Ta sytuacja przypominała to, co się działo w szkole. Na samą myśl przechodziły mi ciarki. Nie chciałam nigdy wracać do tego budynku, nazywanego szkołą.

Samotnie i pogrążona w myślach przechadzałam się po korytarzu. Aż się roiło od pielęgniarek, zatroskanych rodziców, dzieci, starszych ludzi, lekarzy. A na samym końcu ja. Praktycznie nie byłam tutaj potrzebna, a szczególnie po tym, co usłyszałam w nocy. Naprawdę mam taki przypadek? Czy ciężko będzie się z niego wyleczyć? Chcę być w końcu normalną dziewczyną, chociaż wiem, że się tak nie stanie.

Doszłam do końca korytarza, chciałam się wracać do Sali, lecz ktoś przyciągnął moją uwagę. Obróciłam się w tym kierunku i zauważyłam małą dziewczynkę, która samotnie siedziała w pokoju i wpatrywała się w białą ścianę. Nigdzie nie widziałam napisu, aby nie wchodzić, więc weszłam do pomieszczenia. Dziecko spojrzało na mnie swymi dużymi oczami, które były koloru niebieskiego. Od razu było widać, że nie jest Azjatką tylko Europejką.

Powoli do niej podeszłam i usiadłam na krześle, które znajdowało się przed łóżkiem. Cały czas obserwowała mnie, nie opuszczała swojego wzroku. Nie wiem jak się zajmować dziećmi i nawet nie wiem jak się odezwać. Byłam całkowicie zawstydzona, weszłam do jej pokoju, a się nie odezwę.
- Widzę, że odważyłaś się do mnie wejść. – Słysząc te słowa, spojrzałam na nią zszokowana. Jak to odważyłam się? Czy to jest jakiś potwór czy co?
- Przepraszam, ale nie rozumiem, co ty do mnie właśnie powiedziałaś.
- Już wyjaśniam. Jako, że jestem pół Azjatką, a pół Europejką, ludzie patrzą na mnie krzywo. Można by powiedzieć, że niektórzy się mnie boją. Dlatego, powiedziałam takie coś. Jesteś pierwszym człowiekiem, który naturalnie do mnie podszedł i jeszcze do tego rozmawia.
- A Twoi rodzice? – Tutaj tych słów pożałowałam. Nawet nie miałam prawa ich wypowiadać. Jej mina zrobiła się inna, oczy były bez wyrazu, a skóra całkowicie zbladła. Przez chwilę panowała tutaj cisza, lecz ona to przerwała.
- Nie ma ich na tym świecie, zmarli ratując mnie w pożarze. To moja wina, że zginęli! To ja powinnam umrzeć, a nie oni! – Zaczęła krzyczeć, płacząc przy tym. Szybko ją przytuliłam i spokojnie zaczęłam głaskać po jej czarnych włosach. Szeptałam jej ciche, pocieszające słowa po to, aby ją uspokoić. Nie chciałam tego..

~~* 15 minut później *~~

Odsunęłam ją od siebie, ponieważ usłyszałam, że już nie płacze. Okazało się, że zasnęła w moich ramionach. Powoli i jak najciszej ułożyłam ją na łóżku, przykryłam kołdrą i lekko pocałowałam w czoło. Dobre z niej dziecko, jest także w dużym szoku.. Eh.. Jak ktoś może bać się takiej dziewczynki? Przecież jest normalna, oprócz tego, że jest w połowie Azjatką, a w połowie Europejką, ale to niczego nie zmienia.

Obróciłam się na pięcie i wyszłam cicho z pomieszczenia. Ostatni raz spojrzałam zza szyby i ruszyłam w kierunku swojej Sali. Weszłam od razu, bez żadnego ‘’ dzień dobry ‘’, poszłam do łóżka. Gdy się przy nim znalazłam, zauważyłam, że mam gości. Jak się okazało, goście z wczoraj, lecz byli z kimś jeszcze. Nie znałam ich dobrze, żeby się witać, więc po prostu weszłam na posłanie i przykryłam się jedwabną kołdrą. Podniosłam głowę, aby na nich spojrzeć i akurat oni w tym samym czasie zrobili to samo. Mierzyliśmy się wzrokiem tak długo, aż ten nowy się nie odezwał.
- Chyba się nie znamy, więc się przedstawię. – Wstał z krzesła, ukłonił się i ponownie usiadł na siedzenie. Co za dziwny koleś.. – Nazywam się, Kim HimChan i jestem w tym samym wieku, co Bang. Miło mi Cię poznać. – Uśmiechnął się i wyciągnął swoją bladą rękę w moim kierunku. Niechętnie ją uścisnęłam, lecz szybko wyrwałam.
- Mm… Kim JunAh. Również miło mi Cię poznać.. – Lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam się na chłopaków. Było widać, że chcieli coś powiedzieć, ale najwyraźniej nie umieli się wysłowić. Nagle przyszło mi do głowy, że muszę oddać im książki. Obróciłam się w kierunku szafki i wyciągnęłam z niej duże księgi. Były zbyt ciężkie, więc upuściłam je na łóżko. Na szczęście.

Wzięłam jedną i zaglądnęłam do środka, pisało w niej Bang, więc mu ją podałam. Skinięciem głowy podziękował. Do ręki porwałam następną, nawet nie musiałam zaglądać do wnętrza, bo została ostatnia i wiedziałam, do kogo należy. Zwróciłam mu ją, a on wykonał poprzednią czynność.

Atmosfera była dziwna, nikt nic nie mówił i czułam na sobie spojrzenia innych ludzi w środku. Zdenerwowana takim zachowaniem, wstałam z łóżka i zasunęłam zasłony, które były wokół mnie. Koniec tych wścibskich wzroków. Ponownie położyłam się na posłaniu, lecz zaraz po tym musiałam się odezwać.
- Mam do was takie małe pytanko.. Czemu tak nagle przypomnieliście sobie o moim istnieniu i za wszelką cenę chcecie mi towarzyszyć? – Ich zabłąkane spojrzenia skierowały się w moją stronę. Każdy otwierał usta, lecz żadne słowo nie padło. Nawet ten Chan nic nie mówił.. Czy to aż taka tajemnica, żeby mi to wyjawić?
- Czekam na odpowiedź, zadałam wam takie pytanie, ponieważ dla mnie to jest naprawdę dziwnie.. – Cały czas, kiedy wypowiadałam to zdanie, patrzałam się na nich. Chciałam usłyszeć to, co mają do powiedzenia. W końcu, po długiej ciszy, ktoś się odezwał. Ale.. To nie była żadna osoba, która właśnie siedziała przede mną. Obróciłam głowę w tym kierunku i zauważyłam cień…    

--------------------------------------------------------

I oto koniec na dzisiaj~ Zapraszam chętnie do komentowania ^^ Wystarczy chociaż jedno zdanie, a mnie to ucieszy i szybciej wezmę się za następny rozdział <3 Tak wiem, jestem strasznie chamska, prawda? >< Do następnego razu, czyli w walentynki!  

2 komentarze:

  1. Wreszcie pojawiła się moja kochana Diva *^*
    Jak można bać się małej dziewczynki? No jak? :c Żal mi głównej bohaterki.
    Dużo weny i chęci do pisania~ ^.^ Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh, nie wiem, co mam napisać. Fajne, ale trochę mało się działo. Czekam na ciąg dalszy. Dużo weny

    OdpowiedzUsuń