czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 5

Pogoda nawet mi dopisuje, chociaż jest straszni zimno~ W domu muszę się uczyć na przeróżne kartkówki, które są już na drugi semestr, a chcę dobrze wypaść c; Jednak znalazłam kilkugodzinną przerwę i napisałam rozdział. Za wszelkie błędy przepraszam. Miłego czytania :)

Kiedy skończyłam grać na gitarze, odłożyłam ją ostrożnie na swoje miejsce i zeszłam na dół. W salonie siedziała mama, która wyraźnie czymś się martwiła i była lekko zdenerwowana. Zmartwiona zachowaniem rodzicielki, usiadłam obok niej. Podniosła na mnie wzrok, lecz od razu odwróciła go. 
- Czy coś się stało?
- Nie.. nic.
- Przecież widzę. Powiesz mi czy jednak zachowasz to dla siebie?
- Przepraszam, ale to jest sprawa, której nie mogę Tobie powiedzieć..
- Um! Rozumiem. Jakby coś Cię martwiło to zawsze możesz ze mną porozmawiać! - uśmiechnęłam się radośnie i skierowałam swe kroki do kuchni. Byłam strasznie głodna, a przecież za niedługo jest obiad. Coraz więcej chcę jeść, a nigdy tak nie miałam. 

Podeszłam od koszyczka, wzięłam do ręki banana i zaczęłam konsumować. Od razu potwór, który ciągle chciał posiłki, uspokoił się. Wyszłam z kuchni i akurat usłyszałam odgłosy, które dochodziły z telewizora. Kroki skierowałam bliżej salonu, aż w końcu usiadłam na kanapie zaciekawiona tym programem. Przyznam, że nigdy nie widziałam tego serialu, przecież ja nawet nie oglądam telewizji. 

Obok mnie siedział brat, który wyraźnie był zaciekawiony tym programem tak jak ja, lecz on się przy tym śmiał. Nic z tego nie rozumiałam więc dociekałam co tu jest takie śmieszne. Dwóch chłopaków, którzy tańczą dziewczęce układy. 
- Możesz mi powiedzieć o co tu chodzi? - zapytałam się łaskawie, ale on mnie totalnie olał. Czyli muszę sama sobie poradzić z tym problemem. 

Po obejrzeniu kawałka serialu, stwierdziłam, że to jest totalnie nudne. Jak przy tym można się śmiać? Dla mnie to jest żałosne, ale każdy ma przecież swoje własne zdanie. Wróciłam do swojego pokoju, gdy weszła powitał mnie zimny chłód dobiegający z dworu. Szybko zamknęłam okno, zasłoniłam firanką i usiadłam na podłodze. Nie mając co robić wzięłam ponownie tajemniczy zeszyt i zaczęłam czytać całą zawartość. 


19.05.11r.

Dzisiaj się cudownie bawiłam z chłopakiem. Poszliśmy razem do wesołego miasteczka, jedliśmy wielką, różową watę cukrową. Moje serce zabiło szybko kiedy zbliżyliśmy sie do siebie! Ah! jakie to było przeżycie~
Nigdy tego nie zapomnę..

23.05.11r.

Po raz pierwszy przyszedł do mojego domu~ Mój brat szybko się z nim zaprzyjaźnił tak samo mama. Cały dzien był zajęty moją rodziną.. Czułam się odrzucona ;;

25.05.11r.

Głupi, głupi! Dzisiaj Bang kazał mi grać przed wszystkimi na gitarze i do tego jeszcze śpiewać! Zaciągnął mnie tam siłą! Aigo~ Spaliłam się ze wstydu. Idiota..

28.05.11r.

Każdy się ode mnie odwrócił. Czy to jest związane z nimi? Czemu to tak wszystko boli? Te szydercze spojrzenia wokół mnie, kłamliwe uśmiechy... Nic nie będę mówiła mamie ani bratu, bo to tylko kłopotów przyniesie..

11.06.11.r.

To już przekracza wszelkie możliwości.. Wylano dzisiaj na mnie kubeł brudnej wody. Nie dość, że byłam mokra i zarazem śmierdząca, to jeszcze ktoś wyrzucił na mnie śmieci z okna.. Jeszcze plecak został potargany i popisany, ławka moja była ustawiona przy koszu, a nauczyciele nie zwracali na to uwagi. Czyżbym stała się odludkiem i popychadłem? 

13.06.11r.

Będzie więcej gorszych dni od tego, ale dzisiaj Bang przegiął. Już się przyzwyczaiłam, że muszę chodzić na te treningi, lecz to przekroczyło wszelkie możliwości. Jak to mi przyjaciel powiedział: '' Masz najpierw zarywać do niego, a później wiesz co robić. Ściągnij to i to, zrób taką i taką pozę, powiedz takie i takie słowa.. '' Zrobił ze mnie wtedy dziewczynę, która sprzedaje się dla pieniędzy.. Ugh.. Miałam go dość..

20.06.11r.

Zelo dzisiaj mnie przy wszystkich uderzył.. Ja nie wiem co się dzieje, chyba jakaś klątwa nade mną ciąży. Kilka dni przedtem, Bang także mnie uderzył, a dzisiaj mój chłopak  były chłopak.. Za pewnie dziewczyny mu coś nagadały, lecz nadal to mnie martwi i zrobiło to ogromną dziurę w moim sercu..

25.06.11r.

Już nawet nie mam o czym pisać, wszystko powoli traci sens. Wszystko się niszczy, zawala. Tylko rodzina mnie trzyma i podnosi na duchu, chociaż nie wiedzą o tej sytuacji.

02.07.11r.

Mam ich wszystkich dość. Każdy po kolei mnie upokarza. Przyjaciel z dzieciństwa do reszty stracił rozum, a były chłopak już się do mnie nie odzywa tylko jak inni - prześladuje. 

10.07.11r. 

Wszędzie widzę biel, na każdym kroku. Gdzie się nie spojrzę - ten sam kolor. Nawet pielęgniarki, doktor, ludzie, którzy kogoś odwiedzają. Dokładnie nie wiem co mi się stało, ale usłyszałam tylko - zanik pamięci na nieokreślony czas.  Dalej już nie mogłam, bo pielęgniarka mnie wygoniła. 

20.07.11r.

Już od dłuższego czasu nikt mnie nie odwiedza. Nawet rodzina, czuję się z tym źle. Nie mam z kim pogadać, nie mogę dowiedzieć się o przeszłości, jakim byłam człowiekiem, czy miałam kogoś ważnego.. Nic, totalna pustka.

28.07.11r.

To już traci sens, nikt się już mną nie przejmuję. Mama się wywija jakimś tekstem już od kilku tygodni, tak samo jak brat. Jem jakieś zepsute jedzenie, słyszę zrozpaczone krzyki dzieci lub staruszki, które drą się na program telewizyjny. To już się staje męczące, nawet to, że piszę w tym zeszycie. Chyba przestanę, tak właśnie zrobię od tej chwili..

11.08.11r.

Przepraszam Jun, że tyle krzywdy Tobie zadałem. Nie chciałem tego, lecz dziewczyny z klasy mi zagroziły.. Nie miałem wyboru, przepraszam.
Nigdy o Tobie nie zapomnę, nawet jeśli będziemy rozdzieleni na kilka długich lat.
Będę Cię kochał zawsze
Zelo

13.08.11r.

Kiedy usłyszałem, że jesteś w szpitalu, byłem strasznie przerażony. Nie wiedziałem co mam zrobić, ręce mi się trzęsły, a z ust nie mogłem wydobyć ani jednego słowa. Przepraszam, że Cię namówiłem do takiego czegoś, lecz chciałem, żebyś była najlepsza na całym świecie. Nie myślałem nawet jak ty się wtedy czułaś, moje własne cele zakryły mi oczy. Przepraszam za to, że Cię uderzyłem, wtedy w lesie.. Nie panowałem nad sobą, zadałem Ci wielki ból. 
Jednak obiecałem coś Twojej mamie.. Nigdy od tej pory nie będę Ci się pokazywał na oczy, nie będziesz mnie czuła. Lecz kiedyś przyjdzie taki czas, że się pokażemy razem z Twoim chłopakiem, nie będziesz miała odwrotu. 
Przepraszam za wszystko..
Bang    



Zeszyt wypadł mi po prostu z dłoni. Wszystkiego nie czytałam, ale treści mogły być strasznie do siebie podobne. Dwa ostanie wpisy zrobiły na mnie strasznie wrażenie, czułam to. Byłam roztrzęsiona, te wszystkie informacje wpłynęły do moich myśli, powstał tam duży kłębek. 

Nagle zaczęła mnie boleć głowa, złapałam się rękoma za nią i czekałam aż mi przejdzie. Ból nie chciał odpuścić, z każdą chwilą nasilał się. Nie mogłam wytrzymać i krzyknęłam głośno z nadmiaru cierpienia. To było straszne, obrazy pojawiały się w mojej głowie. Upadłam z hukiem na podłogę, po chwili w drzwiach zauważyłam rozmazaną sylwetkę mamy, która była strasznie przerażona. A za nią stał MinTae, który w tej chwili dzwonił po karetkę. Obydwoje krzyczeli, nawoływali mnie, lecz ja już nic nie słyszałam. Łzy jak i białe plamy zamazywały mi dostęp do widoczności. Koniec..

Obudziłam się, gdy usłyszałam głośne rozmowy wokół mnie. Powoli otworzyłam swe oczy, a głowę obróciłam w prawo. Zauważyłam tam doktora, pielęgniarki, brata i rodzicielkę. Rodzina była bardzo niespokojna jak i przerażona, a lekarz zachowywał pełny spokój. 
- Ugh.. Gdzie ja jestem? Co mi jest? - powiedziałam słabo. Na moje ciche zdanie, każdy obrócił się w moją stronę. Mama podeszła do mnie i złapała za dłoń, mówiąc coś pod nosem. Za to MinTae tylko się uśmiechnął ciepło i usiadł obok łóżka. Doktor z pielęgniarką podeszli do mnie i zaczęli mnie badać. 
- Jesteś w szpitalu. Nie martw się to był tylko chwilowy ból głowy. 
- Ale czemu pojawiały mi się różne obrazy, których w życiu nie widziałam? - zapytałam się. Dorośli spojrzeli po sobie przerażeni, mama odeszła ode mnie i wyszła za drzwi wraz z lekarzem. Zostałam sama z bratem, on ciągle się uśmiechał jak głupi.
- Coś Ci się stało? Jakiś tik nerwowy masz?
- Już się nie mogę uśmiechać do mojej siostry?
- Dobra, co chcesz? 
- Skąd wiedziałaś? Możesz tego nie mówić mamie? 
- Zależy co, jeśli idziesz palić to masz u mnie w banku, że powiem..
- Naprawdę już na mózg padłaś. Idę się spotkać z starymi przyjaciółmi, których już dawno nie widziałem.
- No dobra, nie powiem. Chociaż to jest bezsensu.. - pokiwałam głową i położyłam ją na poduszce. Byłam strasznie zmęczona tym wszystkim. Spojrzałam się w stronę okna, mój nawyk powraca. Przez szybę zauważyłam dużo różnych drzew, na nich siedziały ptaki, które grały piękną melodię, niebo było czyste, a w oddali usłyszałam krzyki, śmiechy dzieci jak i dorosłych. Nie wiedziałam, że szpital to coś fajnego.. Kogo ja oszukuję, to jest tortura. 

Zamknęłam lekko oczy, raziło mnie słońce, które wdzierało się przez okno. Nawet nie otwierając powiek, nakazałam bratu, aby zasłonił szybę. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, więc musiałam otworzyć oczy. Nie było go, jedynie były starsze osoby i małe dzieci. Rozejrzałam się z myślą, że gdzieś indziej siedzi, jednak nie było chłopaka. Rozczarowałam się, bo myślałam, że posiedzi ze mną i porozmawia..     

Nagle weszła rodzicielka jednak bez doktora. Podeszła do mnie, usiadła na krześle obok łóżka  i chwyciła moją bladą dłoń do swojej. 
- Mamo.. Czy coś się stało?
- Nie, nic. Tylko będziesz musiała tutaj sobie poleżeć przez kilka dni.
- Czemu? Nie mogę iść już dzisiaj? - zapytałam się jej, ale ona tylko podniosła na mnie swój smutny wzrok i pokiwała przecząco głową. Więc jednak to trochę poważne.   


~~* 1 godzina później *~~

Gdy rodzicielka wyszła ze szpitala, zrobiło mi się nudno. Nie miałam co robić, nawet telewizora nie mogłam obejrzeć, bo starsze Panie go zajęły. Odwróciłam głowę w stronę okna, było strasznie jasno, ale był lekki wiatr, który wręcz wdzierał się do pomieszczenia. Przecież cały czas nie mogłam podziwiać widoków, musiałam coś robić. Rozejrzałam się, zauważyłam, ze obok mnie na drewnianym stoliku leży zeszyt i ołówek. Wzięłam do dłoni, położyłam brudnopis na kolanach, które właśnie zgięłam i zaczęłam tworzyć dzieło. 

Czas się nie liczył, byłam tak pochłonięta tą czynnością, że na żadne zawołanie, szturchnięcie nie reagowałam. Po prostu chciałam to dokończyć, a nie tak jak ostatnio... Jedno muśniecie ołówkiem i skończone. Ostrożnie wzięłam do ręki kartkę, na której właśnie narysowałam '' dzieło ''. Strasznie mi się podobało, miało to coś w sobie. Nawet sama nie wiem co ono przedstawiało, rysowałam z wyobraźnią, która jest trochę dziwna.

Nagle zauważyłam nad sobą cienie. Myślałam, że to pielęgniarki lub coś w tym stylu, lecz się trochę pomyliłam. Podniosłam głowę i zauważyłam przystojnych chłopaków. Czy oni do mnie przyszli?
- Dawno się nie widzieliśmy, Jun Ah... - wypowiedzieli razem zdanie i uśmiechnęli się słodko? Nie wiem nawet co wyrażał ten uśmiech, ale wolałam tego nie drążyć.
- Em.. Mogę wiedzieć, kim wy jesteście?
- Nie pamiętasz? To zaraz Ci przypomnimy... 

------------------------------------------
Wreszcie napisałam! Ostatnio nie miałam komputera jak i czasu. Zabrano mi moje cenne urządzenie ;^; Do następnego razu~~! <3 
      

3 komentarze:

  1. Jak czytałam te notatki to się popłakałam. Naprawdę.
    Cieszę się, że wstawiłaś kolejny rozdział. Uwielbiam Twojego bloga~

    OdpowiedzUsuń
  2. Yay!! Mega. Aż chce się czytać dalej. Ty to masz świetne pomysły... Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh, kiedy przez przypadek natrafiłam na tego bloga i zaczęłam czytać rozdział 4 myślałam, że mnie to nie wciągnie, a tu proszę. :) Masz trochę inny styl, niż na innych blogach. Co do opowiadania, to naprawdę ciekawe. ;) Życzę weny, Hwaiting!

    OdpowiedzUsuń