Doobry~ Nawiedzam was dzisiaj~ W tym dniu jest Halloween jednak ja w tym roku nigdzie nie wychodzę. Siedzę i pisze post. Myślę, że wam przypadnie do gustu~ Miłego czytaniaa~ c; Muahah!
Szłam sobie przez różne uliczki, oglądając straszne wystawy. Byłam trochę zła, bo chłopcy kazali mi gdzieś wyjść i mam nie wracać dopóki nie kupię sobie jakiś ciuchów. Co im dzisiaj odbiło? W ten mróz mam iść sobie na zakupy... To przekracza wszelkie możliwości! Z moich rozmyśleń wybudziło mnie leciutkie uderzenie w plecy. Obróciłam się i przed sobą ujrzałam małego chłopczyka. Był strasznie słodki, do tego jeszcze ten strój.
- Em.. Ty jesteś Kwon Ririn? - zapytał się mnie.
- Tak. - odparłam całkowicie zdziwiona. Nagle wyciągnął czarno-pomarańczową kopertę, na której była wiedźma i mi ją podał. Wzięłam ją do ręki, chciałam się jeszcze coś zapytać, ale już go nie było. Obróciłam się wokół własnej osi i postrzegałam pustą ławkę. Usiadłam na niej i otworzyłam list.
- Em.. Ty jesteś Kwon Ririn? - zapytał się mnie.
- Tak. - odparłam całkowicie zdziwiona. Nagle wyciągnął czarno-pomarańczową kopertę, na której była wiedźma i mi ją podał. Wzięłam ją do ręki, chciałam się jeszcze coś zapytać, ale już go nie było. Obróciłam się wokół własnej osi i postrzegałam pustą ławkę. Usiadłam na niej i otworzyłam list.
Cześć Riri!
Z tej strony Lider. Chciałbym Cię przeprosić trochę za to, że musisz siedzieć w tym zimnie. Ale też mam dobrą wiadomość! Będziesz musiała iść do pobliskiej kawiarni i zamówić najdroższą kawę! Jeśli nie wykonasz tego zadania, nie wejdziesz do domu! Miłego chodzenia!
Pierwsze co zrobiłam po przeczytaniu, to potargałam list.
- Czy oni robią sobie ze mnie jaja?! Co ja bezdomny, że mam nocować pod mostem czy co?! Pff.. Jeszcze czego! Kawa? Jak ja jej nawet nie pije. Teraz to się doigrałeś RapMon! - krzyczałam tak głośno, że ludzie, którzy przechodzili obok mnie patrzeli się na mnie tak dziwnie, że choćbym miała nasrane na głowie! Po jakiś trzech minutach powoli się uspokoiłam. Zła na cały świat, poszłam do kawiarenki. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, przywitał mnie chłopak. Na moje oko miał gdzieś z 15 lat. Ale to już nie ważne. Zaprowadził mnie do stolika i stał przede mną.
- Chcesz czegoś? - zapytałam się go.
- Czekam na Twoje zamówienie.
- Ah! Właśnie, zamówienie. To ja poproszę zwykłą kawę, ale niech będzie najdroższa.
- Już się robi~ - po wypowiedzeniu zdania, odszedł na zaplecze. Nie przejmując się nikim, spojrzałam na okno. Były bardzo piękne widoki. Aż nie mogłam wyjąć z zachwytu! Z moich myśli wyrwał mnie męski głos. Obróciłam się w tą stronę. Kelner. Położył na stoliku kawę. Spojrzałam na picie i od razu chciało mi się rzygać. Podziękowałam i spróbowałam napoju. Pierwszy łyk. Szybko odstawiłam filiżankę i próbowałam nie zwrócić śniadania. Blee... Co to jest?! Czy oni naprawdę próbują mnie otruć?! Jakimś cudem przełknęłam to, a na mojej twarzy został grymas niezadowolenia. Przecież każdy chłopak z zespołu wie, że ja nie lubię kawy! Specjalnie to zrobili. Ja sie już na nich odpłace! Nagle ktoś usiadł naprzeciwko mnie. Podniosłam głowę i zauważyłam następnego kelnera. Lecz on coś trzymał w dłoni.
- Chcesz czegoś? - zapytałam się w miarę grzecznie.
- Widzę, że masz ciężki dzień. Na poprawę humoru dam ci list. Proszę, otwórz go. - uśmiechnął się ciepło i odszedł. Zostawił mnie z następnym zadaniem. Koperta była w kolorze zielo-czarnym, a na środku był kot w czapce. Otorzyłam ją powoli.
- Czy oni robią sobie ze mnie jaja?! Co ja bezdomny, że mam nocować pod mostem czy co?! Pff.. Jeszcze czego! Kawa? Jak ja jej nawet nie pije. Teraz to się doigrałeś RapMon! - krzyczałam tak głośno, że ludzie, którzy przechodzili obok mnie patrzeli się na mnie tak dziwnie, że choćbym miała nasrane na głowie! Po jakiś trzech minutach powoli się uspokoiłam. Zła na cały świat, poszłam do kawiarenki. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, przywitał mnie chłopak. Na moje oko miał gdzieś z 15 lat. Ale to już nie ważne. Zaprowadził mnie do stolika i stał przede mną.
- Chcesz czegoś? - zapytałam się go.
- Czekam na Twoje zamówienie.
- Ah! Właśnie, zamówienie. To ja poproszę zwykłą kawę, ale niech będzie najdroższa.
- Już się robi~ - po wypowiedzeniu zdania, odszedł na zaplecze. Nie przejmując się nikim, spojrzałam na okno. Były bardzo piękne widoki. Aż nie mogłam wyjąć z zachwytu! Z moich myśli wyrwał mnie męski głos. Obróciłam się w tą stronę. Kelner. Położył na stoliku kawę. Spojrzałam na picie i od razu chciało mi się rzygać. Podziękowałam i spróbowałam napoju. Pierwszy łyk. Szybko odstawiłam filiżankę i próbowałam nie zwrócić śniadania. Blee... Co to jest?! Czy oni naprawdę próbują mnie otruć?! Jakimś cudem przełknęłam to, a na mojej twarzy został grymas niezadowolenia. Przecież każdy chłopak z zespołu wie, że ja nie lubię kawy! Specjalnie to zrobili. Ja sie już na nich odpłace! Nagle ktoś usiadł naprzeciwko mnie. Podniosłam głowę i zauważyłam następnego kelnera. Lecz on coś trzymał w dłoni.
- Chcesz czegoś? - zapytałam się w miarę grzecznie.
- Widzę, że masz ciężki dzień. Na poprawę humoru dam ci list. Proszę, otwórz go. - uśmiechnął się ciepło i odszedł. Zostawił mnie z następnym zadaniem. Koperta była w kolorze zielo-czarnym, a na środku był kot w czapce. Otorzyłam ją powoli.
Witaj~
Widzę, że wykonałaś poprawnie to zadanie. Oprócz tego, że prawie zwymiotowałaś. Natępnie musisz iść do sklepu handlowego, który mieści się zaraz obok kawiarnii. Masz tak kupić lizaki, ciasteczka, mąkę, bluzki i spodnie. Jeśli nie wykonasz zadania to nie będziesz mogła z domu wychodzić przez ponad tydzień! Miłej podróży~
Teraz już na spokojnie odłożyłam list. Czyli mam im zrobić zakupy?
- Ja już zaraz nie wytrzymam! Najpier dom, a teraz wychodzenie na dwór?! Co z nimi jest nie tak? Mogli chociaż napisac o co im chodzi! Nawet się nie podpisali. Świnie jedne.- warknęłam już trochę ciszej. Akurat przez chwilę miałam dobry humor, ale kto musiał mi je zespuć? Wstałam z kszesła i podeszłam do lady.
- Ile się należy? - zapytałam wyciągając portfel.
- To na koszt firmy.
- Naprawdę? Dziękuję! Zamierzam jeszcze raz odwiedzić tą kawiarnie! Dziękuję~ - powiedziałam, kierując się do wyjścia. Gdy tylko wyszłam z przytulnej kawiarni, skierowałam się do sklepu. Szłam gdzieś tak z 15 minut. Nawet jeśli to tylko kawałeczek, było mi już strasznie zimno! Jak weszłam do dużego pomieszczenia to natychmiast poszłam na ciuchy. Było bardzo dużo do wyboru. Jeśli chcą spodnie to czemu oni sobie sami nie kupują tylko ja im? Wzięłam pierwsze lepsze. Czyli 7 par spodni. Spakowałam je do koszyka, kierując się w stronę bluzek. Nie było dużo do wyboru więc wzięłam 7 białych, przy okazji wzięłam sobie 1 czarną. Po tym swe kroki postawiłam w stronę słodyczy. Do koszyka wsadziłam 8 paczek lizaków i 2 pudełka czekoladowych ciasteczek. Na koniec została mi mąka. Po cholerę im mąka?! Przecież w poniedziałek kupowałam aż 4 paczki! To co oni robili? Pokręciłam zażenowana głową i wzięłam znowu 4 paczki. Będąc już przy kasie, zapłaciłam za zakupy i miałam się już kierować do wyjścia, ale coś mi przeszkodziło. Uderzyłam w plecy obcej osoby. Szybko przeprosiłam i chciałam już pójść, ale on mnie zatrzymał. Nie mówiąc mi nic, wcisnął w moją dłoń niebiesko-białą kopertę, a na środku była narysowana dynia i uciekł. Podeszłam do ławeczki i położyłam na niej zakupy. Usiadłam, otworzyłam i zaczęłam czytać.
Dobry~
Zakupy zrobione? To przechodzimy do następnego celu! Teraz na zadanie musisz udać się do parku tam gdzie wcześniej ostrzymałaś kopertę~ Życzę powodzenia!
Przynajmniej chociaż jedno normalne. Wzięłam siatki do ręki i powędrowałam do wyznaczonego miejsca. Szłam z 20 minut. Gdy byłam na miejscu nie było żadnej osoby. O co tu chodzi? Szybko usiadłam na ławce, zakupy położyłam obok siebie, a z kieszeni wyciągnęłam telefon. Zegar wskazywał na godzinę 17.09. Przecież jest jeszcze jasno. Można by tak powiedzieć. Odłożyłam urządzenie na swoje miejsce i czekałam na cud. Nikogo nie było przez 30 minut więc postanowiłam wybrać się już do domu. Wstałam, wzięłam siatki do rąk i zaczęłam iść. W połowie drogi ktoś nagle zaczął za mną podążać. Trochę się wystraszyłam, ponieważ nie było dużo ludzi w tej miejscowości i zaczęło się robić ciemno. Albo też ten człowiek idzie do domu. Chociaż to mniej prawdopodobne. Lekko przyśpieszyłam, on też to potwórzył. Zaczęłam iść coraz bardziej szybciej, zrobił to samo. Mój strach coraz bardziej się powiekszał. Przecież to nie jest normalne, że ktoś robi to samo co ty! Czy ja zawsze muszę mieć jakiegos pecha? Podniosłam głowę i zauważyłam, że kilka metrów ode mnie jest czarny, duży samochód. Pomyśłałam sobie, że to nasz. ALE przecież on nie jest TAKI DUŻY! Chciałam się już zatrzymać i wybrać numer na policję, ale przed oczami pojawiły mi się ciemne plamy.
Coś mnie szturchnęło w ramię. Powoli otorzyłam oczy, żeby przyzwyczaić się do ciemności, która w tym pomieszczeniu panowała. Chciałam się wyrwać lecz moje ręce były zawiązane tak samo jak nogi. Tylko czekac na zbawienie!
- Halo? Jest tu ktoś? Zimno mi trochę. Moglibyście chociaż pomyślec o swojej ofiarze! - teraz to już krzyknęłam. Zawsze w takich sytuacjach najlepiej zachować zimną krew. Chyba najlepiej mi to wychodzi. Przwróciłam oczami i zaczęłam się rozglądać. W ciemności zauważyłam znajome kontury, ale nie byłam pewna. Przecież każdy może mieć takie same meble jak u nas w domu. Gdy mój wzrok zatrzymał się na końcu pokoju, coś się poruszyło koło drzwi.
- Ah! Czemu jesteś tak głośno? Nie mogę nawet w spokoju pospać! - warknął zły. Podszedł do mnie i zaczął mi się przyglądać. - Przecież to taka ładna ofiara... Powiedz. Chcesz być wampirem?
- Co?! Jakim zas wampirem? Człowieku, ogarnij się do cholery jasnej! Jest mi zimno, a ty tu gadasz o wampirach! One nawet nie istnieją!
- Jak to nie istnieją? Przecież ja jestem. Nie widzisz tych kłów? Tych włosów? Tej buzi? Tych oczu?
- Nie, nie widze! Więc z łaski swojej przynieś mi koc!
- Nie! Obraziłaś mnie! Trzeba Cię teraz ukarać! - jego twarz powoli zbliżała się do mojej szyji. Może jednak on faktycznie jest wampirem? Poczułam jego oddech, jedna chwila i po mnie!
- Co ty wyrabiasz?! To jest moja ofiara! - nie wiadomo skąd znalazł się Jokker! Podszedł do nas, odsunął Wampirka i przybliżył się do mnie. - Nic Ci nie jest, prawda? - pogłaskał mnie po policzku i oblizał usta. Odruchowo się odsunęłam. Przyznam, że to się zaczyna robić dziwne.
- Widzisz! Ona się Ciebie boi! Więc Jok możesz się odsunąć!
- Nie! Od początku mówiłem, że ONA jest moja!
- Nic takiego nie mówiłeś!
- STOP! Powiecie mi o co tu chodzi?
- Zamknij się! - powiedzieli równo i od nowa zaczęli się kłócić. Powoli mnie to denerwowało. Co mi tu jeszcze wyskoczy? Laleczka? Zmarły więzień? Pirat?
- Co wy do jasnej cholerki wyprawiacie?! Nie widziecie, że ona się boi?! - tak jak przewidywałam, wyskoczyli Ci o których myślałam. Więzień, Laleczka i Pirat.
- A co mnie ta dziewczyna obchodzi jak i tak się jej pozbędziemy! Grabiarz ją zakopie i tyle!
- Nie! Ja ją wezmę na statek ibędziemy razem poszukiwać skarbów! Arg!
- Nie prawda! Ja ją wezmę i oprowadze po więzeniu!
- Nie! [...] - dalej już nie słuchałam. Zaczęłam rozmyślać. Przecież ich głosy są strasznie podobne. Twarze też. Kształty mebli... Oho! Mają przerąbne! Teraz to mnie tak wkurzyli, że nie mam dla nich litości. Powoli udawało mi się rozwiązać dłonie i nogi. Kiedy oni nadal się kłócili, ja już zdążyłam się uwolnić. Stanęłam na równe nogi i podeszłam do nich od tyłu.
- EKHEM!! Możecie się na chwile uspokoić?!
- Ofiaro! Za....mknij się?
- Teraz się zaczyna prawdziwe HALLOWEEN!!!!!
- NIE~~!!!!
----------------------------------------------------------------------
To by było na tyle z mojej strony ^^ Miłej nocy :) Prawdopodobnie w niedziele pojawi się 16 rozdział! Dziękuję za uwagę i przepraszam za błedy~ >///<
- Widzisz! Ona się Ciebie boi! Więc Jok możesz się odsunąć!
- Nie! Od początku mówiłem, że ONA jest moja!
- Nic takiego nie mówiłeś!
- STOP! Powiecie mi o co tu chodzi?
- Zamknij się! - powiedzieli równo i od nowa zaczęli się kłócić. Powoli mnie to denerwowało. Co mi tu jeszcze wyskoczy? Laleczka? Zmarły więzień? Pirat?
- Co wy do jasnej cholerki wyprawiacie?! Nie widziecie, że ona się boi?! - tak jak przewidywałam, wyskoczyli Ci o których myślałam. Więzień, Laleczka i Pirat.
- A co mnie ta dziewczyna obchodzi jak i tak się jej pozbędziemy! Grabiarz ją zakopie i tyle!
- Nie! Ja ją wezmę na statek ibędziemy razem poszukiwać skarbów! Arg!
- Nie prawda! Ja ją wezmę i oprowadze po więzeniu!
- Nie! [...] - dalej już nie słuchałam. Zaczęłam rozmyślać. Przecież ich głosy są strasznie podobne. Twarze też. Kształty mebli... Oho! Mają przerąbne! Teraz to mnie tak wkurzyli, że nie mam dla nich litości. Powoli udawało mi się rozwiązać dłonie i nogi. Kiedy oni nadal się kłócili, ja już zdążyłam się uwolnić. Stanęłam na równe nogi i podeszłam do nich od tyłu.
- EKHEM!! Możecie się na chwile uspokoić?!
- Ofiaro! Za....mknij się?
- Teraz się zaczyna prawdziwe HALLOWEEN!!!!!
- NIE~~!!!!
----------------------------------------------------------------------
To by było na tyle z mojej strony ^^ Miłej nocy :) Prawdopodobnie w niedziele pojawi się 16 rozdział! Dziękuję za uwagę i przepraszam za błedy~ >///<

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz