piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 11 ♥

Dobry~ ^^ Zbliża się koniec wakacji ;; A tak fajnie było to tej pory ;) Rozdział 11 w gotowości! <3 Miłego czytania życzę :)


Po długich mękach w samochodzie, przybyliśmy na miejsce. Chłopcy zaprowadzili mnie do sali treningowej ale najpierw musiałam się przebrać. Lider wskazał mi jeden z pokoi. Weszłam i okazało się, że to garderoba. Pełno ciuchów, luster i tym podobne. Z mojej torby sportowej wyciągnęłam strój. Składał się z 3/4 luźnych, czarnych dresów i do tego T-shirt biały. Grzywkę spięłam niebieską spinką, do tyłu. Wreszcie wyszłam. Rozglądnęłam się czy nikogo nie ma i szybko skierowałam się do sali treningowej. Mój wzrok wędrował wszędzie! Trzeba było przyznać, że jest BARDZO duża. Na środku stał cały zespół. Jin wskazał mi ręką, żebym podeszła i tak zrobiłam.
- Od dzisiaj zaczynasz ciężki trening. Nie będzie taryfy ulgowej - Rap Mon spojrzał na mnie takim wzrokiem, którego nie umiem opisać - Więc... patrz uważnie. Będziesz powtarzała tylko ruchy. Rozumiesz?
Pokiwałam tylko twierdząco głową. Na środku sali został tylko JungKook. Reszta poszła pod ścianę nas obserwować. Z tego wynika, że to on zostanie moim trenerem. 
- Jesteś gotowa? - spytał się. Spojrzałam na niego, a on się tylko do mnie uśmiechnął pocieszająco. To dodało mi siły. 
- Tak!
- Muzyka! - od tego słowa zaczął tańczyć, a ja za nim. Powtarzałam te skomplikowane ruchy. Oby mi się to udało. 



~~* 8 godzin później *~~

Położyłam się na podłodze. Jakie to wyczerpujące! Od ponad ośmiu godzin próbuję nauczyć się przeróżnych choreografii! Mogłam się nie zgadzać na to... Po chwili poczułam na swoim poliku coś zimnego. Okazało się, że to schłodzona woda. Szybko wzięłam ją i napiłam się.
- Ah! Jak dobrze! - powiedziałam głośno. Kook położył się obok mnie i westchnął. Obróciłam lekko głowę w jego stronę i natrafiłam na jego wzrok.
- Dobrze się dzisiaj spisałaś RiRin - powiedział ciepłym głosem.
- Dziękuję za dzisiejszy trening i za picie. Można by powiedzieć, że uratowałeś mi życie - zaśmiałam się, a Jung wraz ze mną. Po chwili wstałam.
- Idę się przebrać. Za chwilę będę! - krzyknęłam na odchodne. Wyszłam z sali i skierowałam się do garderoby. Wyciągnęłam z torby mój strój codzienny, przebrałam się. Włosy tylko poprawiłam i byłam gotowa. Przed pokojem czekał już ubrany normalnie JungKook.
- Długo czekałeś? - spytałam się, idąc już w stronę wyjścia.
- Tylko chwilkę - dorównał mi kroku. Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy się z głupich powodów ale i też z niczego i tym podobne. Po długiej drodze doszliśmy w końcu do mieszkania. Od razu skierowałam się do łazienki, aby zmyć z siebie pot. 


~~*  JungKook *~~

Kiedy przyszliśmy do domu, RiRi od razu poszła do łazienki. Ja za to swe kroki skierowałem do kuchni, aby coś zjeść. Przygotowałem kanapkę i usiadłem na kanapie. Włączyłem telewizor. Same nudne programy. Coś mi tu nie pasowało. Rozglądnąłem się po pomieszczeniu i stwierdziłem, że nie ma chłopaków. Czyli ja i RiRi jesteśmy sami? To źle... chociaż jakby to przemyśleć, to chyba dobrze? Sam nie wiem! Potrząsnąłem lekko głową, żeby o tym nie myśleć. 

~~* RiRin *~~

Po kąpieli, ubrałam się w nowe ciuchy i zeszłam na dół. Pierwsze co mnie zastało to: nastolatek, który rusza głową w przód i tył. Normalnie jak fan rock'u! Chcąc go zaskoczyć, skradałam się na palcach po cichu. Byłam już przy nim i nagle... 
- BUUU!
- Ah! - *BUM* spadł na zimną podłogę. Jego wzrok padł na mnie. Patrzał gniewnymi oczami. Wstał, otrzepał się i powoli podchodził w mym kierunku. Ja tylko się odsuwałam do tyłu, gdy nagle natrafiłam na przeszkodę. Ściana. Super!! Jeszcze tego mi brakowało!
- Nie ładnie tak kogoś straszyć - warknął zły.
- Musiałam! Wyglądałeś na opętanego!
- Niby jak?! Spokojnie sobie siedziałem na kanapie, a ty nagle mnie wystraszyłaś!
- Właśnie, że nie spokojnie siedziałeś! Ruszałeś głową tak jakby byłeś opętany lub na jakimś koncercie rock'owym byłeś!
- Serio? Ale to nie zmienia faktu, że mnie nastraszyłaś i przez ciebie mam czerwony łokieć!! - z oburzeniem wskazał na wyznaczone miejsce ciała. Przypatrywałam się tam ale nic nie było. Chyba sobie ze mnie żarty robi!
- Twój łokieć jest taki ważny?! Ojeju... gwiazda sobie zrobiła kuku. Łee~ - naśladowałam głos płaczącego dziecka. Otworzyłam leciutko jedno oko, żeby zobaczyć co robi. Przed sobą nie widziałam nikogo. Zdziwiło mnie to więc otworzyłam drugie oko. Nikogo nie było w salonie. Może się obraził? Tego nikt nie wie. Usiadłam na sofie i oglądałam telewizor. Nic ciekawego nie było dlatego skierowałam swoje kroki do pokoju. Otworzyłam drzwi. Jednak tu był. Nie zwracając na niego uwagi, wzięłam torbę sportową. Spakowałam do niej piłkę do koszykówki, buty zmienne, dwie butelki wody i mały ręcznik. Po drodze zabrałam jeszcze telefon, słuchawki i pieniądze. Ubrałam obuwie i zatrzasnęłam za sobą drzwi. 

~~* 15 minut później *~~

Po długiej drodze nareszcie dotarłam na miejsce. Zauważyłam, że boisko jest już przez kogoś zajmowane. Nie przejmując się nimi weszłam na ten teren. Od razu wzrok wszystkich spoczął na mnie. Co to ja jestem? Atrakcją w zoo? Westchnęłam przeciągle. Torbę położyłam na najbliższej ławce i wyciągnęłam z niej: buty i piłkę. Obuwie zmieniłam, a piłkę chwyciłam w swe ręce. Zaczęłam grać. Co chwilę słyszałam jakieś odzywki w moją stronę. Teraz to co jeden powiedział wkurzyło mnie to. Zaprzestałam tego co do tej pory robiłam i poszłam w ich stronę. 
- Ekhem! Macie coś do mnie? - spytałam się grzecznie jak tylko umiałam. Odwrócili się w moją stronę. Ciągle się śmiali. Zaraz nie będzie wam do śmiechu!
- My? Nie. A co się stało? Mała dzidzia się zraniła? - powiedział wysoki brunet i poczochrał mnie po głowie. Oho! 
- Co powiedziałeś? - mój głos od razu stał się chłodny, a wzrok zimny. 
- Em... już nic! 
- Chłopczyku... boisz się małej dziewczynki?
- Nie! Skąd ten pomysł?
- Jeśli się nie boisz to może zagramy?
- Prędzej się połamiesz! - tu się zaśmiał wraz z kolegami.
- A chcesz się przekonać? - uśmiechnęłam się cwaniacko i zaczęłam powoli kozłować. W jego oczach zauważyłam iskierkę. 
- Dobra! Ja kontra ty! - krzyknął zdecydowany. Przyjęłam ten zakład. Nie wiedziałam co on ma w zanadrzu. To się okaże. 

~~* 20 minut później *~~

Nawet po tylu minutach on się nie poddawał. Widać było gołym okiem, że był zmęczony. Nie to co ja. Oczywiście byłam spocona ale nie byłam zmęczona. Jednak taniec i bieganie na coś się przydawało. Chwila zastanowienia co by tu zrobić. Biegł na mnie, odskoczyłam na bok i skierowałam się do kosza. Odpowiednie krok i *BUM* punkt dla mnie! Wylądowałam na płaskiej powierzchni i spojrzałam na niego. Był zły. Oj... co się teraz stanie?
- Więc... wygląda na to, że mała dziewczynka wygrała! - zaśmiałam się lekko. 
- Zobaczysz! To jeszcze nie koniec! Jak się kiedyś spotkamy to cię pokonam!! - wykrzyknął zdenerwowany. On i jego koledzy zabrali swoje rzeczy, a ja podeszłam do torby i wyciągnęłam z niej ręcznik. Powycierałam się, odłożyłam go na miejsce i napiłam się łyka wody. 
- Ah~ Jakie to było zabawne! - powiedziałam sama do siebie. Rozglądnęłam się po boisku i za ogrodzeniem zauważyłam czarny, duży samochód. Podobni mieli chłopcy ale prawie każda gwiazda miała podobny. Trochę się zaniepokoiłam. Wszystko spakowałam i jak najszybciej wybiegłam stamtąd. Odwróciłam się, jechał za mną. Przyśpieszyłam. Po chwili byłam w domu. Kroki skierowałam do pokoju i od razu przytuliłam Kook'a. 
- Ej.. RiRin co się dzieje? - zapytał wyraźnie spanikowany.
- Ktoś mnie chyba śledzi... - wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Bałam się w ogóle obejrzeć za siebie. Nie pierwszy raz mi się to przydarzyło. 
- Jesteś pewna? - łagodnie mnie od siebie oderwał. 
- Tak. Na 100%. Odkąd skończyłam grać w koszykówkę, ten sam samochód za mną jechał. Nie wiem czy jest tam czy już go nie ma. Wchodząc do mieszkania kątem oka spojrzałam za siebie, nadal tam był.
- Poczekaj tu chwilkę - podszedł do okna i wyjrzał zza firanki - Taki duży, czarny samochód?
- Ne.
- Um... RiRi nie chcę cię zamartwiać ale to nasz samochód - powiedział odwracając się w moją stronę. Gdy tylko wymówił to zdanie, usłyszałam trzask otwieranych drzwi wejściowych i kroki po schodach. Po chwili byli już w pokoju. 
- Dziewczyno czemu biegłaś do domu? - zapytał się mnie rozbawiony J-Hope. Praktycznie każdy się  śmiał oprócz mnie. Tylko zapaść się pod ziemne ze wstydu!                


1 komentarz: